Polityka Życie

Siedź na dupie, czyli koronawirus w Polsce

koronawirus covid 19 maryla rodowicz

Efekt motyla jest wtedy, kiedy na targu w Wuhan Chińczyk odcina głowę nietoperzowi, a ja pół roku później po raz pierwszy w życiu muszę zgodzić się z premierem mojego kraju.

Albo gdy rozbuchany kapitalizm kończy się racjonowaniem mydła po trzy kostki na głowę i płaczem Maryli Rodowicz, która nie ma na rachunek za gaz. Jest wtedy, gdy koronawirus spowoduje, że gaz w rurach przestanie w końcu płynąć, a modelka z Instagrama zamorduje sąsiadkę za paczkę makaronu Lubella, którą zje na sucho, bo wodę też już odetną.

Koniec świata nigdy nie miał wyglądać widowiskowo.

Przyzwyczailiśmy się myśleć o nim jako o kulminacyjnej scenie filmu lub o finałowym odcinku ósmego sezonu serialu na Netflixie. Łączą się wszystkie wątki, wszyscy bohaterowie spotykają się w sposób mniej lub bardziej konfrontacyjny, są kule ognia, jakieś nagie piersi i wystrzały, scenografia za milion dolarów i efekty komputerowe.

I ten wkurwiający facet w reklamie, który krzyczy „ULTRA HD!!!”. Zamknij mordę wreszcie.

Koniec świata nigdy nie miał wyglądać widowiskowo i nie będzie żadnego HD.

To nigdy nie miało wyglądać filmowo, bo koniec świata nadszedł już przecież przynajmniej kilka razy i nigdy nie wyglądał tak, jak się spodziewaliśmy. I u ciebie już przecież nadszedł i u mnie.

Pamiętasz?

Czasem jest to śmierć kogoś bliskiego, czasem śmierć twoja – tak w środku. Takim końcem bywała nawet śmierć miłości, co to miała być zawsze i do końca, a skończoną okazała się być.

Czasem jest nim wojna: jak ta w Rwandzie, Jugosławii, na Ukrainie czy w Gruzji. Bo nawet ta ostatnia, szybka, zapomniana i malutka, była końcem świata dla 175 zabitych. I dla wszystkich, których świata częścią ci zabici byli.

Czasem koniec świata to smog duszący ci płuca i katastrofa klimatyczna, która zabije część z nas już za 10-20-30 lat – niezależnie od tego jak poradzi sobie z nami koronawirus. To na przykład susza i pustynia obejmująca województwo łódzkie już za 10 lat. To pożary na końcu świata, huragan w Azji i w naszym swojskim Rytlu, który przecież dla kogoś też końcem świata był.

No, ale nie siedzimy tutaj, by mówić o tym co zabije nas za 20 lat, prawda? Przyszliśmy tu pogadać sobie o tym, że koronawirus, ten uroczy COVID-19 już nas zainfekował.

Bo jeszcze nie mamy go w płucach, a już mamy go w mózgach.

Z tą Marylą Rodowicz to jest na przykład tak, że przez koronawirusa nie może chwilowo śpiewać tych swoich piosenek, że szparka sekretarka i niech żyje bal za kilkadziesiąt tysięcy od występu. Więc lamentuje, że nie ma na zapłatę rachunków. Serio, serio.

Koronawirus to koniec osobistego świata Rodowicz Maryli i baloników na druciku. Dla innej Maryli – na przykład tej samotnej matki, sprzątaczki na umowie śmieciowej 1800 do ręki – końcem świata z kolei jest strach o dziecko i o mamę w wieku podeszłym. Bo z kim dziecko zostawi, gdy zamknęli szkoły? A do tego mamę może zarazi? Sprzątać elegancki biurowiec na Domaniewskiej w Warszawie przecież trzeba. Mydło wymieniać częściej w dozownikach i dezynfekować biura, bo korposzczury nagle zaczęły myć ręce po szczaniu i wymogły dodatkowe środki ostrożności na swoim zarządzie. Tym samym, który na co dzień obciąża pracowników nadgodzinami, a potem wysyła im korporacyjny biuletyn o tym, jak zdrowotne właściwości ma odpowiedni balans między pracą, a życiem.

I żeby zdrowo się wysypiać. Keep healthy.

Pani Maryla – ta od sprzątania, nie od kolorowych jarmarków – nie śpi zdrowo, bo wie, że ona pracy zdalnej robić nie może. Chwilowy koniec świata pod tytułem „nie mam z kim zostawić córeczki, bo zamknęli szkołę” szybko zastąpił nowy koniec świata. Zamknęli też biurowiec na Domaniewskiej, bo koronawirus. Specjaliści od sprzedaży i marketingu przeszli na pracę zdalną, a pani Maryla od mopa i wycierania biurek jest niepotrzebna i nikt jej już nie zapłaci za marzec. I nie ma na leki dla mamy. I na ratę kredytu chwilówki z tej radosnej reklamy, gdzie cała rodzina śpiewa i głaszcze psa. Słyszeliście to przecież w telewizorze. „Mam plan, wykonam go sam”. Powieszę się tam. Sam. Sama. RRSO 79,58 procent.

Na te adidasy wymarzone dla małej i na książeczkę o tej księżniczce Disneya też nie ma i chyba nie będzie, bo pandemia. To jest być albo nie być, to jest człowiek śmieciowy na śmieciowej umowie, któremu nie dość, że lekarz nie przysługuje, ale jakakolwiek godność, stabilizacja i spokój duszy umęczonej. Dla którego takie egzotyczne słowa jak etat, L4 i stabilność finansowa to pojęcia, które w kapitalizmie z Domaniewskiej znaczą mniej więcej tyle co „panujemy nad sytuacją” w ustach premiera naszego kochanego Mateusza.

Ale, jak powiedziałem na wstępie, odwrotu nie ma. Anuszka już rozlała olej, krew dzikich zwierząt pomieszała się na targu w Wuhan, a ja wreszcie się muszę zgodzić z premierem mojego kraju.

Siedź na dupie.

On tak nie powiedział, bo wystrugany jest z drewna wierzby płaczącej. Ja tak mówię. Ale chodzi nam obu o to samo.

ksiązka nienawiśc.pl

Mateusz ogłosił decyzję ministra zdrowia o tym, że zamyka granice, knajpy i tak dalej. Że w domu mamy wszyscy siedzieć, jeśli kapitalizm akurat nie zmusza nas do poszukiwania kilku groszy na wyludnionych ulicach – jak panią Marylę jedną i drugą. Nie swoją decyzję premier Morawiecki ogłosił, a decyzję ministra Łukasza Szumowskiego, bo to on dziś sprawuje władzę w naszym kraju.

I to kolejna decyzja, z którą się zgadzam. Nie dlatego, że daję Szumowskiemu jakiś kredyt zaufania. Ale w dobie koronawirusa wolę oddać ster lekarzowi niż banksterowi lub człowiekowi mieszkającemu tymczasowo w pałacu przy ul. Krakowskie Przedmieście 46/48. I chyba nie tylko ja.

W momencie, gdy piszę te słowa koronawirus (oficjalnie) zabił 5088 osób na świecie, w tym dwie w Polsce. Pamiętam świńską i ptasią grypę i pamiętam co wtedy robiłem w mediach. W tamtych czasach wszyscy dziennikarze też robili wszystko, by zainteresować tą chorobą ludzi. Żeby czytali, żeby klikali, żeby wydali te 2 zł na tę czy inną gazetę. Pamiętam relacje z przewozu karetką jednej z pierwszych pacjentek i dramatyczne odliczanie do 182, bo właśnie tyle osób zabiła w Polsce pandemia (tak, tak) AH1/N1 w roku 2009 i 2010. Ta pandemia rozprzestrzeniała się tak szybko, że nawet WHO uznała za bezcelowe liczenie zarażonych i zmarłych. Mamy więc tylko szacunki – od 150 tys. do 600 tys. zabitych. Od 150 do 600 tysięcy osobistych końców świata.

Robiliśmy wtedy mediach gigantyczny szum. Bezskutecznie. Dziś jest inaczej. Dziś słuchają wszyscy i domagają się więcej.

Ptasią i świńską grypę wszyscy mieli tam, gdzie do tej pory Mateusz miał ministra Szumowskiego, którego Mateusz słucha się teraz jak Maryla Rodowicz słucha brzęku monety.

Nikogo nie interesowała ptasia i świńska. Ta pierwsza ma śmiertelność na poziomie 50-60 procent (tak!), a druga – kilku. Koronawirus COVID-19 zabija podobno ok. 2 proc. zakażonych, choć to pewnie szacunki zawyżone.

Dlaczego?

Bo to inaczej niż ze świńską i ptasią. To jest nowe i nie jest grypą. Wielu ludzi (to my, mówię tu o nas) już jest chorych, ale niezdiagnozowanych. Przy określaniu śmiertelności tej nowej choroby bierzemy statystykę potwierdzonych przypadków z całego świata i – w uproszczeniu – dzielimy ją na ilość zmarłych. Ale w równanie nie włączamy setek tysięcy (?) chorych, lecz niezdiagnozowanych i bezobjawowych. Więc (zdania nie zaczyna się od „więc”) śmiertelność koronawirusa COVID-19 może wynosić 2 procent, ale może i pół albo 0,1.

Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?

Nie.

Nie ma to znaczenia wobec indywidualnego końca świata.

Dodatkowo o koronawirusie nie wiemy wiele. Nie znamy nawet jego współczynnika reprodukcji. To nieatrakcyjne językowo pojęcie sprowadza się do skrótu R0 i oznacza ile osób może zarazić chory. Dla grypy R0 jest w okolicach 1, czyli jeden chory zaraża przeciętnie jedną osobę. Koronawirus ma ten współczynnik od 2 do nawet 4. Przy czym wszystko jest płynne i nieznane, bo jedna kobieta w Korei odwiedzająca różne miejsca modlitw w nadziei na uleczenie duchowe może być odpowiedzialna nawet za 61 proc. zachorowań w całym kraju.

Więc (zdania nie zaczyna się od „więc”) to jest zakaźne i mało o tym wiemy i siedź na dupie. Od siedzenia na dupie umiera mniej osób niż od obustronnego zapalenia płuc.

Dlatego wreszcie zgadzam się z Mateuszem i powtarzam: siedź na dupie. Jeśli możesz, jeśli ten zajebiście wolny rynek pracy nie zmusza cię do kaszlenia na ludzi w autobusie w drodze do pracy, do wycierania swoimi dłońmi wszystkich wydzielin w miejscach publicznych, do wymiany doświadczeń drogą kropelkową – siedź kurwa na dupie. W domu siedź i dwa tygodnie nie wychodź.

Tym, w czym nie zgadzam się z Mateuszem i z jego aktualnym zwierzchnikiem Szumowskim są sytuacje typu pani Maryla (nie ta od śpiewania za 40 klocków, ta druga). Nie zgadzam się i uważam, że nawet w tej kwarantannie, na którą niebawem trafi większość z nas musimy pamiętać o ludziach w sytuacji dramatycznej. I szukać ich i pytać uprzejmie „w czym mogę pomóc”. Bo państwo i politycy nie myślą o tych ludziach nigdy, więc nie pomyślą i teraz. A kim będziemy my, kiedy w czasach zarazy zapomnimy o tych najsłabszych? Staniemy się Mateuszem, a tego ani ja, ani ty byśmy nie chcieli…

Ale z resztą rządowych decyzji po raz pierwszy zgadzam się jak najbardziej i nieironicznie. Zamknijmy Polskę na chwilę i siedźmy na dupie. I kup sobie człowieku te racjonowane trzy kostki mydła na głowę w dniu, w którym kapitalizm umarł. Kup sobie makaron, puszki z fasolą i cebulę. I siedź na dupie.

Dwa tygodnie w domu to nie koniec świata.

Koniec świata jest końcem świata. I ani ja, ani ty nie chcielibyśmy go zobaczyć. Zwłaszcza, że on nigdy nie wygląda jak na filmach. Ale ty – jak w filmach – możesz mu zapobiec. To jest łatwe, nawet bardzo łatwe. Po prostu pomagaj pani Maryli i na dupie siedź.

No, chyba że chcesz być Jarosławem Kuźniarem, tym upiornym wyrzutem sumienia mojego zawodu. Człowiekiem pustym jak półka ze srajtaśmą w Biedronce.

Jarosławem Kuźniarem, który ma do powiedzenia następujące słowa: Zamykanie szkoły po szkole, wyganianie dzieciaków z przedszkoli, wygaszanie imprez, blokady kin, muzeów, teatrów to czyste szaleństwo. Od polityków i mediów oczekiwałbym opanowania, dojrzałości, braku manipulacji i sensacji. Wiem, za dużo. Pisałem ten post przez 30 sekund z wirusami na klawiaturze, w biurze, gdzie ktoś kichnął. Wczoraj kawę parzył mi barista, który był na nartach we Włoszech. Cholera wszyscy żyjemy. Mało tego, wygląda na to, że #coronavirus też będzie żył długo. I mutował, jak grypa robi od lat.

koronawirus covid 19 jaroslaw kuzniar

Nie bądź Jarosławem Kuźniarem.

Nie słuchaj głupich ludzi. Myj ręce. Siedź na dupie. Nie ssij palców baristy wracającego z urlopu. Kup makaron, świece, zapałki i zgrzewkę wody. Kup je również komuś, kto ich potrzebuje. Nie zbiedniejesz, bez przesady. I oddychaj. Spokojnie.

Koniec świata nigdy nie miał wyglądać widowiskowo. I razem możemy sprawić, że ten koniec jeszcze końcem nie będzie.

Że uda się nam. Że może. Że oby.

Razem możemy coś zrobić. Coś.

I wtedy mnie, ciebie, obie Maryle i Jarosława Kuźniara zabije dopiero burza piaskowa w roku 2030.

Siedź na dupie.

 


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.

16 Responses

  1. Czuję się jak w filmie katastroficznym, ale inaczej nie można.
    Choć myślę, że Europa bardzo ociągała się z radykalnymi decyzjami.
    Ale czuję ulgę, że w końcu zaczęło na poważnie brać wirusa.

  2. No siedzę, siedzę, siedzimy. Gdyby jeszcze państwo wywiązywało się z tego, co może zrobić, bo może zarządzić i zorganizować… Miesiąc temu byłam w Gambii. Miesiąc. Temu. Gambia to Afryka Subsaharyjska. No i tam, w tej Gambii ten miesiąc temu na wszystkich granicach sprawdzano turystom temperaturę czoła i pobierano dane teleadresowe. U nas o pierwszym przypadku wiedziano 4.03. Ja byłam na Okęciu 6.03. Dzikie tłumy, jak to na Okęciu, psa z kulawą nogą jakkolwiek zainteresowanego ograniczeniem transmisji nie stwierdziłam. Do Krakowa dojechałam pociągiem bez miejsc siedzących, pełnym ludzi po dach. Ludzi z Dalekiego Wschodu i Włoch też, a jakże. Jak się bawić to się bawić. Takie tłumy są dobre do robienia testów przesiewowych, no ale trzeba je mieć wcześniej i to zarządzić. Tymczasem żyjemy w najlepszym z możliwych światów. A będzie jeszcze fajniej, już drżę: http://pis.org.pl/files/Program_PIS_2019.pdf Acha, w Gambii nie ma żadnego potwierdzonego przypadku zachorowania.

  3. Dobry wieczór Borsuku,
    Dziś będę mówił przez dłuższy czas nie swoimi słowami, lecz sadzę że są ważne i warto je przytoczyć. Szukałem ich długo, znalazłem niedawno. Poniższy tekst przeczytałem dzisiaj, otwierając książkę na chybił-trafił. Posłuchaj.
    *
    PROŚBA O ZDROWIE
    *
    My zmęczeni, schorowani, zagubieni,
    Splotem zdarzeń wprowadzeni w rozpacz skrajną,
    My, liczący własny czas w kolejnych ratach,
    My, zależni od bogatych tego świata,
    Dziś prosimy o jałmużnę nadzwyczajną!
    Daj nam losie przede wszystkim dużo zdrowia,
    Daj mądrości, aby każdy krok wyważyć,
    Dodaj wiary, daj nadzieję na lekarstwo,
    Które by nam odmieniło byt nędzarzy.
    Daj nam pewność, że już lekarz, a nie szaman,
    Odtąd będzie u naszego stał wezgłowia,
    Ale byśmy mogli ufać,
    Mogli wierzyć,
    Daj nam losie przede wszystkim dużo zdrowia!
    My zziębnięci, zabiegani i niepewni,
    Znów spóźnieni na kolejnym nowym starcie,
    Oszukani przez wszechmocne dawne bogi,
    Zabłąkani na manowcach swojej drogi
    Dziś prosimy o to czego brak najbardziej!
    Daj nam losie przede wszystkim dużo zdrowia,
    Byśmy łatwiej mogli przeżyć dzień kolejny,
    Byśmy czyjejś nie musieli czekać łaski,
    By się skończył czas choroby beznadziejny,
    By się szybko nam w pamięci zabliźniły
    Martwe lata bezkarnego bezhołowia,
    Byśmy wszyscy mogli wytrwać,
    Mogli przetrwać,
    Daj nam losie przede wszystkim dużo zdrowia!
    Daj nam losie to, co możesz dać najlepsze.
    Zapas sił nam daj i spokój najzwyklejszy.
    Byśmy mogli bronić się jak przed chorobą –
    Przed nieznanym, które niesie dzień jutrzejszy.
    Byśmy w swoim testamencie przekazali
    To co ważne na rozumu krańcach obu,
    Aby ci co przyjdą po nas
    Nie płakali
    I nie pluli nam na kopce naszych grobów!
    *
    Obaj chodziliśmy do podstawówki, więc wiemy „co poeta chciał nam powiedzieć” przez to, co powiedział. Jak trafnie oddał sytuację w kraju nie tylko w sprawie, którą teraz wszyscy – nomen omen – żyjemy. Ale też to, czym żyć będziemy kiedy już uporamy się z tą nieszczęsną koroną.
    Ja to tylko tak tu zostawię.
    Dobrej nocy,
    Stanley
    *
    PS.1. Wiersz ten powstał w pamiętnym roku 1981. Autorem wiersza jest Irosław Szymański, którego obecnie spotkać można w Lublinie.
    PS.2. Gdyby przez przypadek doktor Szymański zawędrował w te okolice Internetu, to pozdrawiam go serdecznie. Pan doktor nie zna mnie, ja znam zaś jedynie część jego twórczości, ale jak powiedział ‘On I’ na widok śpiącego Dionizosa: „Czuję bratnią duszę. Idę!”

  4. Od kiedy tak wierzycie mediom i politykom? Naprawdę sądzicie, że oni mają na względzie nasze dobro, bo wałkują ten temat? Jak mieli okazję dać 2 miliardy na onkologię to jakoś nie był ich to priorytet. Współczynnik R0 od 2 do 4 korony , a grypy 1, po tak długim działaniu wirusa powinno być zdecydowanie więcej przypadków korony niz grypy, a jest odwrotnie. Jak dla mnie ludzie się nabrali na masową histerię i racjonalizują swój strach rozsądkiem, łykają informacje, aby zyskać efekt potwierdzenia.

    1. Po jak „długim” działaniu?

      Bo od zera do pandemii w kwartał to całkiem niezłe tempo jest 🙂

  5. Dwa tygodnie by nieco spowolnić szybkość rozprzestrzeniania zachorowań i nie dopuścić do zatkania szpitali. I tyle.
    A, jak oceniają niektórzy prędzej czy później zachoruje 60% populacji. Czyli praktycznie dotknie to każdego.

  6. Nie oczekiwałabym od ludzi, którzy samolubnie opróżniają półki w sklepach, lub zrywają w autobusach taśmy mające chronić kierowców, że nagle dostrzegą osobę w potrzebie. Prędzej się zadepczemy, niż sobie pomożemy. Może to i lepiej…

  7. Nie przeceniałbym decyzji rządu o zamknięciu szkół i granic. Podejrzewam, że dotarło do nich w jaką zapaść wprowadzili służbę zdrowia i że łatwiej przerzucić ciężar walki z epidemią na obywateli i firmy niż narazić się na ujawnienie prawdy o dobrej zmianie w lecznictwie.

  8. Sracie wszyscy w gacie, a media rozkręcają histerię.Mam nadzieję,ze ogarnie Was potem zenada.

  9. Jak pięknie zawiało rozsądkiem. Takim, który granice myślenia ma ustawioną na 2 tygodnie.

    Zadam więc głośno nienawistne pytanie: a co po tych 2 tygodniach rozsądnego siedzenia na dupie?

    Rozumiem że rozsądni ludzie otworzą granice i sklepy i wyjdą z domu, bo wirus zniknie?

    Czy może wszystko zostanie zamknięte już na zawsze?

    Bo chciałbym zrozumieć na czym w ogóle polega ten rozsądny plan dwutygodniowy. Co ma być potem?

    Widzę że się ludzie przedstawiają jako głosy rozsądku, więc poproszę o rozsądny ciąg dalszy. Co po tych 2 tygodniach, kiedy wirus będzie już wszędzie a nikt nie zdąży nabrać odporności? Mamy siedzieć w domach z zamkniętymi granicami przez resztę życia?

    1. Siedzieć na dupie, obserwować, reagować w miarę rozwoju sytuacji.
      Sorry – nie ma tu magicznego rozwiązania.
      Dwa tygodnie – wiesz dlaczego. Pozwalają na pojawienie się ewentualnych objawów. Czy będzie to 2 tyg, czy miesiąc? Dłużej? Nikt nie wie. Pewnie tak.

    2. Odpowiem Ci na to nienawistne pytanie: dalej będziesz siedział na dupie w domu przez kolejne 4, 6 a może nawet i 10 tygodni. Czemu? Bo większość Twoich rodaków ma w dupie siedzenie na dupie w domu i dopóki w TV nie powiedzą, że zarażonych jest 1.000.000 osób a 50.000 z nich zmarło to dalej ludzie będą się tłoczyć w różnych miejscach jak pod Kauflandem czy na targu w Radzionkowie, które to sceny obserwowałem z samochodu przerażony, że w ogóle muszę gdziekolwiek jechać. Nasz naród jest głupi, logiczne wnioskowanie ma na poziomie zero. Dlatego wszyscy mądrzy ludzie będą siedzieli na dupie w domu tyle ile będzie trzeba. A wśród mądrych inaczej nastąpi zjawisko zwane selekcją naturalną.

    3. Przez dwa tygodnie uzyskamy spowolnienie rozwoju epidemii, co pozwoli na zaplanowanie następnych kroków i być może wygaszenia epidemii.

  10. Ja rowniez sie zgadzam. Mnie tez przerazaja ludzie, ktorzy opowiadaja o nieszkodliwosci wirusa i planuja gromadne odwiedziny znajomych. Mieszkam w Danii. Pierwszy przypadek pacjenta z koronowirusem zarejestrowano 16 dni temu, wczoraj bylo juz 800. Nie nalezy panikowac, ale tez nie nalezy lekcewazyc koronowirusa.

  11. Ze wszystkim się zgadzam. Od końca stycznia obserwowałam Chiny i później resztę. W tej chwili cieszę się że za sterami jest PiS bo w całym tym swoim szaleństwie tylko oni mają jaja zamknąć wszystko jak trzeba. Inni byliby Kuźniarem i dali pieniądzom priorytet albo sami zwiali jak szczury. Dwa dni temu jeszcze wszyscy kazali mi się pukać w głowę. W tym kumpel lekarz który teraz się boi. I tylko jedno mam pytanie. Stary, gdzie sprzątaczka dostaje 2500 na rękę? Bo jeśli ten koniec świata przeżyje to chce tam iść

Dodaj komentarz