Polityka Życie

Efekt Mandeli, czyli alternatywne ścieżki pamięci

efekt mandeli, mandela effect

Efekt Mandeli to jedna z ciekawszych teorii spiskowych, bo w różnieniu od – na przykład – teorii płaskiej ziemi, czy teorii o tym, że Andrzej Duda jest politykiem samodzielnym, wielu z nas doświadcza jej na własnej skórze. A raczej – na własnym mózgu.

Są groźne i niegroźne teorie spiskowe. Ta raczej nikomu krzywdy nie robi, jest za to ciekawa. Na świecie są miliony osób, których dotknął Efekt Mandeli. Część z nich wierzy w jego istnienie, część nie – ale postaram się wam pokazać, że kilkukrotnie padliście jego ofiarą.

Efekt Mandeli to zjawisko, które zachodzi gdy pamiętacie coś, co nigdy nie miało miejsca. Ale mało tego – razem z wami pamiętają to setki, tysiące, lub miliony ludzi. Wszyscy jesteście przekonani, że doświadczyliście czegoś, a po sprawdzeniu – puf! – pewność ta znika, jak pieniądze podatników w budżecie. By zaistniał Efekt Mandeli, wydarzenie, które nie istniało musi zaobserwować i zapamiętać wiele niezwiązanych ze sobą osób. I fałszywej pamięci o tych wydarzeniach nie da się – według tych ludzi – wytłumaczyć logicznie.

Najbardziej znanym przykładem Efektu Mandeli jest – niespodzianka! – historia Nelsona Mandeli.

W 2010 roku Amerykanka Fiona Broone umieściła w internecie ankietę. Zapytała ludzi, czy pamiętają, że Nelson Mandela umarł w więziennej celi na początku lat 90. Odzew był ogromny. Mimo, że w 2010 roku Mandela żył sobie spokojnie na emeryturze, setki ludzi były przekonane, że umarł dwie dekady wcześniej.

Więcej – ludzie pamiętali doskonale jego śmierć, która była ponoć szeroko relacjonowana w amerykańskich mediach. Pamiętali jego pogrzeb, który śledzili na żywo w telewizji. Pamiętali artykuły prasowe o odejściu Nelsona Mandeli. Pamiętali zamieszki, jakie wybuchły w RPA po jego śmierci. Pamiętali nawet porę roku. To było lato.

Pamiętali też szok, jaki przeżyli, gdy Mandela został prezydentem RPA w roku 1994.

Podobny szok musieli przeżyć redaktorzy południowoafrykańskiej książki „English Alive”, wydanej we wrześniu 1991 roku. Jak widać, ich też dotknął Efekt Mandeli, bo na stronie 54. widnieje jak byk, że Mandela zmarł 23 czerwca 1991 roku.

Tymczasem afrykański opozycjonista nie tylko przeżył więzienie, ale jeszcze został prezydentem i zmarł w słusznym wieku 95 lat na zapalenie płuc w 2013 roku.

Wystarczająco dziwne? To trzymajcie się krzeseł.

Z setek ludzi, którzy odpowiedzieli na ankietę Broone, zrobiły się tysiące. Okazało się, że śmierć Mandeli – którą tak doskonale pamiętają – to dopiero wierzchołek góry lodowej. Lub – jakby powiedział Rysiek Petru – czubek śniegowej lawiny.

Pamiętacie chiński plac Tiananmen i masowe antyrządowe protesty w 1989 roku? Pamiętacie masakrę demonstrantów na placu Niebiańskiego Spokoju, która pochłonęła 5 tysięcy ofiar?

Pewnie, że pamiętacie.

A pamiętacie symbol tej masakry, mężczyznę z torbami i w białej koszuli stojącego naprzeciwko kolumny czołgów? O, tego faceta?

Pamiętacie, jak czołg rusza i miażdży tego człowieka? Jak jedzie dalej – ku zwycięstwu – zostawiając za sobą krwawy ślad?

Ja, tak się składa, pamiętam.

Tylko, że nic takiego NIGDY się nie wydarzyło. Facet w białej koszuli wchodzi na czołg, rozmawia z czołgistą, a potem zawija go służba bezpieczeństwa. Nie ma śmierci, nie ma krwi. Sami zobaczcie.

Losy tego mężczyzny są nieznane, ale stał się symbolem oporu wobec władzy. Między innymi przez Efekt Mandeli i fałszywą śmierć, magazyn Time w 1998 roku umieścił go na liście „100 najważniejszych osób XX wieku, które wpłynęły na ludzką świadomość”.

No dobra, ale ja widziałem, jak on umierał. Przynajmniej, tak pamiętałem. Albo wydawało mi się, że pamiętałem. A wy? Tak? Nie? To właśnie ten cholerny Efekt Mandeli.

Przykładów są tysiące i każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Czy Hans Kloss mówił: nie ze mną te numery Brunner?

Nie. Nigdy tak nie powiedział, mimo że zapamiętały to miliony Polaków.

On mówi „sztuczki”, nie „numery”. [Szok na sali]

Tak samo Hans Kloss nigdy nie nazwał Brunnera „świnią”, mimo że wszyscy to słyszeliśmy. Prawda?

Albo Linda i jego słynne „Co ty wiesz o zabijaniu?” z „Psów” Pasikowskiego. Tekst, który wszedł naszą kulturę masową tak mocno, że używany jest w zwykłych, codziennych rozmowach. Tekst, który na własne uszy słyszały miliony.

Franz Maurer nigdy tego nie powiedział.

Efekt Mandeli jest naprawdę powszechny. Chcecie więcej?

Czy Lord Vader mówi w „Gwiezdnych Wojnach” zdanie: Luke, im your father?

Nie. Nie i nie. To zdanie nigdy nie padło, mimo że weszło do kanonu powiedzonek, trafiło na koszulki, plakaty i kubki. To jedno z najczęściej powtarzanych zdań w popkulturze nigdy, ale to nigdy, nie zaistniało w naszej rzeczywistości. A Efektowi Mandeli uległ nawet odtwórca roli Vadera, James Earl Jones, który w niezliczonych wywiadach powtarzał tę – fałszywą – sentencję.

Bo Vader powiedział „No, I am your father”.

 

No dobra, a teraz audiotele.

Czy w tych samych „Gwiezdnych Wojnach” robot C3PO jest:
a) cały złoty?
b) różnokolorowy?

Tak, dla mnie też było szokiem, gdy odkryłem, że robot PRZEZ CAŁY CZAS miał srebrną nogę! Każdy, ale to każdy, kogo znam zapamiętał go, jako wykonanego w całości ze złotej blachy.

Przykładów są tysiące. Istnieją ludzie przekonani, że Australia, Nowa Zelandia i Japonia były kiedyś wysunięte bardziej na południe. Ale co tam Australia! Sprawa jest o wiele bardziej poważna.

Pamiętacie oczywiście „We are the Champions” zespołu Queen. Jak kończy się ten utwór? Czy po ostatnim „No time for losers, ’cause we are the champions…”, Freddie dodaje „…of the world”?

No, dodaje – ja się pytam – czy nie? Zanućcie sobie pod nosem koniec tej piosenki i mi powiedzcie. Bo zawsze dodawał, a teraz okazuje się, że nie dodawał. To Efekt Mandeli – Freddie Mercury nie śpiewa tego nieszczęsnego „…of the world”, mimo że osobiście i wielokrotnie razem z nim to śpiewałem.

Pamiętam to. Nie tylko ja – pamiętają to miliony ludzi na całym świecie.

Miliony ludzi pamiętają coś, co nigdy nie miało miejsca.

No, proszę sobie sprawdzić, jak nie wierzycie

Są też loga. Które logo Forda jest prawdziwe?

Prawdziwe jest – niestety – to z dziwnym zawijasem przy F. To, którego miliony ludzi nigdy nie widziało na oczy.

Albo taki Forrest Gump. „Życie jest, jak pudełko czekoladek”, prawda? Nieprawda. Forest tego nie mówi. On mówi: „życie BYŁO, jak pudełko czekoladek”. Wszyscy tkwiliśmy w pułapce fałszywej pamięci. Oto dowód:

No dobra, przykładów na Efekt Mandeli są setki, zainteresowanych odsyłam do Google. A skąd to wszystko się bierze? To, od czego puchną nam teraz mózgi?

Najpierw odpowiedź atrakcyjna fabularnie: żyjemy w światach alternatywnych. Część wierzących w Efekt Mandeli ufa, że wszystkiemu jest winny Wielki Zderzacz Hadronów w Genewie. Tak się składa, że ten akcelerator cząstek został uruchomiony dwa lata przed odkryciem Efektu Mandeli. Część z milionów mandelistów wierzy – zapewne motywowana tytułami prasowymi o końcu świata, jaki zgotuje nam Genewa i jej naukowcy – że Zderzacz Hadronów z każdym zderzeniem hadrona rozszczepia naszą rzeczywistość na dwa osobne światy. Tworzą się wtedy równoległe linie czasowe i my – obserwatorzy, oraz świat w którym przebywamy – rozdwajamy się. I w każdej rzeczywistości żyjemy sobie dalej, choć z niewielkimi, pozornie niezauważalnymi różnicami – jak śmierć Mandeli, czy cytat z „Forresta Gumpa”.

Brzmi ciekawie? To poczekajcie na Hugh Everetta Trzeciego (1930-82), który był naukowcem i szaleńcem, a nieoczekiwanie stał się guru wyznawców teorii Efektu Mandeli.

Hugh Everett III był fizykiem i zajmował się mechaniką kwantową. W latach 50. uwierzył w nieprawdopodobną teorię wieloświatów. Twierdził, że ilość alternatywnych wszechświatów jest nieskończona, a nowa linia czasu powstaje za każdym razem, gdy każdy z nas podejmuje jakąkolwiek decyzję. Wszechświat rozszczepia się wtedy na dwie – lub więcej – alternatyw. Na ścieżkę, w której poszliśmy w prawo i ścieżkę, w której wybraliśmy drogę w lewo. Świat, w którym kupiliśmy na kolację dwie bułki i świat, w którym kupiliśmy trzy. Świat, w którym zdradziliśmy żonę z prostytutką i ten, w którym tego nie zrobiliśmy.

Oczywiście, alternatywne wersje wydarzeń obejmują nieskończoną ilość tych wersji. Na przykład tę, w której zamiast bułek kupujemy rogalika i tę, w której dusimy prostytutkę podczas seksu i z jej trupem w bagażniku uciekamy przed policją krętymi drogami Tijuany.

Hugh Everett III był tym rodzajem naukowca, który święcie wierzył w głoszone przez siebie teorie. Dlatego mocno imprezował, chlał na umór i palił papierosy w takich ilościach, że zmarł w wieku 51 lat. Uważał, że skoro każda nasza decyzja rozszczepia rzeczywistość, to jesteśmy „kwantowo nieśmiertelni” i mimo śmierci w jednej rzeczywistości, żyjemy w nieskończonej liczbie kolejnych. Jako niepalący na przykład.

Według części wyznawców Efektu Mandeli teoria Hugh Everetta Trzeciego tłumaczy wszystkie rzeczy, które pamiętamy, a które nigdy nie miały miejsca. Oraz powidoki tych rzeczy.

Na przykład te. Pamiętacie srebrną nogę C3PO?

To jeden z „dowodów” na tak zwane pozostałości, resztki starej osi czasowej. Nazywają je czasem „osadem”. Ja wolę słowo „powidoki”. Takim osadem starej wersji rzeczywistości – w której noga jest złota – mają być niezliczone plakaty, komiksy i fotosy „sprzed rozszczepienia”. Bo tak, jak rzeczywistość alternatywna – w wyniku błędu – zostawia ślady w pamięci nas wszystkich, tak ma zostawiać powidoki w niezliczonej ilości „dowodów fizycznych”.

I tu na przykład C3PO wciąż jest złoty. Bo błąd w rzeczywistości.

Tak samo, jak powidoki starej wersji rzeczywistości pozostały na kilku materiałach reklamowych, w których Tom Hanks mówi, że życie JEST jak pudełko czekoladek.

No dobra. A jak w nudniejszy i bardziej racjonalny sposób wyjaśnić Efekt Mandeli? Wersja racjonalna mówi o „fałszywym wspomnieniu”, które faktycznie może dotyczyć grupy ludzi. Według badań fałszywe wspomnienia dotyczą zarówno pamięci epizodycznej, jak i semantycznej.

Pamięć epizodyczna to miliony ludzi oglądających na żywo pogrzeb Nelsona Mandeli. Miliony ludzi, którzy mylą go z pogrzebem innego afrykańskiego rebelianta, którego nazwisko nie wbiło im się w umysł tak bardzo, jak nazwisko Nelsona. Ta sama zasada działa, kiedy wielokrotnie słyszymy jakąś wersję wydarzeń. Goebbels miał rację i kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

To tak, jak z powtórzonym tysiąc razy „Luke, im your father” – w końcu zaczęliśmy w to wierzyć. Albo z „…of the world” Freddiego, który śpiewa to w „We are the Champions”, ale nie na końcu piosenki – jak zapamiętaliśmy – tylko w pierwszej minucie i 10 sekundzie – sprawdźcie. Na końcu zaśpiewał „…of the world” chyba tylko raz, na koncercie na stadionie w Wembley w 1986 roku. Czy to wystarczyło, żebyśmy tak mocno to zapamiętali? Jeden rabin powie tak, drugi powie nie.

Być może to jest tak, jak z Jeanem Piagetem, szwajcarskim psychologiem zmarłym na długo przed tym, zanim ludzie zaczęli wierzyć w Efekt Mandeli.

Jean Piaget przez kilkanaście lat wierzył, że jako dziecko był ofiarą brutalnej próby porwania. Pamiętał to – więcej!- czuł emocje, jakie były jego udziałem w tamtej niezaistniałej chwili. Pamiętał, że gdy miał ledwie roczek – w 1897 roku – był na spacerze z opiekunką. Rzekomi porywacze chcieli go wydrzeć z wózka, lecz dzielna guwernantka stawiła im czoła odnosząc dotkliwe rany. Był tą opowieścią karmiony przez lata, więc PAMIĘTAŁ strach, jaki czuł i PAMIĘTAŁ dynamiczną bójkę pomiędzy opiekunką, a porywaczem. Dopiero po latach opiekunka wyznała mu, że wszystko to wymyśliła. Dlaczego? Prawdopodobnie była pierdolnięta, ale tego już Piaget każe nam się tylko domyślać.

Pamięć semantyczna z kolei, to miliony ludzi, którzy na zasadzie skojarzeń łączą w grupy podobne informacje. I jeśli C3PO jest wykonany ze złotej blachy, to jego noga wykonana z blachy srebrnej umyka naszym zmysłom. Na tej samej zasadzie, jeśli usłyszymy ciąg słów „mucha, chrabąszcz, komar, ćma, biedronka”, to część z nas będzie przekonana, że usłyszała również słowo „owad”. Bo słowo „owad” łączy się automatycznie w naszym mózgu z każdym z tych pojęć.

No dobra, a teraz Efekt Mandeli i rozwiązanie ostateczne, czyli jaka jest prawda.

Prawda jest taka, że nauka nie potrafi wyjaśnić w stu procentach tego zjawiska Nie wiadomo, dlaczego pamiętamy rzeczy takimi, jakimi nigdy nie były. Dlaczego tysiące i miliony z nas pamietają rzeczy, których nigdy nie było. To co naskrobałem powyżej to tylko teorie. Ale – jeśli pytacie mnie o zdanie – wiem jedno.

Wiem, że kusi mnie, by wszystko powyższe sprowadzić do naszej gównianej polityki A.D. 2018. Więc ostrzegam.

Mógłbym ciągnąć tę historię o Efekcie Mandeli pisząc, że zawsze mi się wydawało, że prokurator Piotrowicz był w PZPR, a nagle okazuje się, że jest w PiS.

Że zawsze Jarosław Gowin był wicepremierem w rządzie Platformy Obywatelskiej, a nagle okazuje się, że jest wicepremierem w rządzie PiS.

I takie tam.

Mógłbym to ciągnąć, pisząc, że zawsze wydawało mi się, że jestem zwykłym Polakiem, a okazuje się, że jestem wrogiem Ojczyzny i biorę pieniądze za sprzedanie jej Niemcom i czarnym emigrantom.

Mógłbym. Tylko po co.

Zamiast tego mam skromny apel. Całą swoją pamięcią epizodyczną i semantyczną kultywujmy Efekt Mandeli, kochani – i jeśli coś było świństwem i skurwysyństwem kiedyś, niech świństwem i skurwysyństwem nadal pozostanie. Nie dajmy się złapać w pułapkę rzeczywistości alternatywnych, w których jeśli kradli oni, możemy kraść dziś i my.

Nie dajmy się złapać w pułapkę upudrowanej twarzy w TVP mówiącej nam, że rzeczywistość jest inna niż ją widzimy i niż ją pamiętamy.

Nie dajmy się wtłoczyć w rzeczywistość alternatywną, w której nie mamy nic do powiedzenia, mimo że kiedyś mieliśmy.

Czasem – tak sobie myślę – warto pamiętać alternatywną wersję rzeczywistości, w której cham chamem był, a nie ministrem, a porządny człowiek – porządnym człowiekiem, a nie antypolskim ścierwem.

A na koniec powiem wam, że Efekt Mandeli sprawił, że źle zapamiętaliście jeszcze dwie rzeczy.

W naszym hymnie pierwsza zwrotka nie brzmi wcale „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”.

Ona mówi: „kiedy”.

Druga rzecz to fakt, że Efekt Mandeli każde wam pamiętać, że wy jako jednostka nie macie żadnego wpływu na otaczający was świat.

Tymczasem macie. Kto, jak nie wy?

Kto, jak nie wy, kiedy my jeszcze żyjemy?

17 Responses

  1. Z filmowych efektów Mandeli to mogę dodać jeszcze 2:
    – „Beam me up, Scotty”, które nie wystąpiło w Star Treku,
    – „Play it again, Sam”, którego nie ma w Casablance
    🙂

  2. Niestety jeśli chodzi o Queen już na Live Magic z 1986 – wyraźnie słychać wyśpiewane przez Freddiego Of the world – załóżmy więc, że w wersji studyjnej jest bez – koncertowej śpiewał..

    1. Znalazłem już to zakończenie na live at the Hollywood Bowl z 1982 roku

    2. No właśnie, a słyszymy częściej studyjną i ją powinniśmy pamiętać – powiedzą zwolennicy Efektu Mandeli 🙂

  3. Nie zgadzam się co do Foresta Gumpa. Tutaj chodzi o mowę zależną w języku angielskim. Forest wspomina że jego mama tak zwykle mawiała, co narzuca zmianę ‚is’ na ‚was’. Normalnie gdyby siedział w danej chwili z mamą, ta powiedziałaby „Life IS like a bix of chocolates”.. w momencie gdy to komuś powtarza, czas cofa się o ‚jeden’ w przeszłość..”My mom always said life WAS like a box of chocolates”…

    1. O kurde, nie jestem aż tak biegły w tym barbarzyńskim języku. Nie umiem się odnieść. Myślałem, że wystarczy czas przeszły w „said”. Ale kurcze, czemu to właśnie Amerykanie rozdmuchali to WAS, jako Efekt Mandeli?

  4. A właściwie to racja – przejrzałem właśnie fragmenty filmu i – niestety masz racje od początku miał białą nogę – więc koment wcześniej był nietrafny.

  5. A scena z Imperium kontratakuje? 3PO jest ponownie złożony przez Chebaccę? 3PO został zniszczony przez nie pamiętam juz kogo i wtedy dostał nie swoja, a cudza białą nogę? Nawet by się zgadzało bo na plakacie widnieje scena z Imperium Kontratakuje właśnie?

    1. Aż sprawdziłem. Ma srebrną nogę od samego początku, od pierwszej sceny w New Hope. Fajny ten Efekt Mandeli, lubię go 🙂

  6. Naukowo tym zagadnieniem zajmuje się Loftus, polecam szukać pod pojęciem „fałszywych wspomnień”. Mnóstwo ludzi zostało za to niesłusznie wsadzonych do więzień i to najbardziej niepokojący aspekt, który skłonił badaczkę do działań.

Dodaj komentarz