Polityka Życie

Pani Bożena ze śmietnika, czyli Dobra Zmiana dla wybranych

Bożena z Dziwnowa, nagrody dla rządu, Morawiecki i Szydło

Dobra Zmiana nigdy nie miała być dobra dla nas wszystkich. To podstawowa rzecz, jaką powinniśmy zrozumieć, by pojąć co dzieje się z nami i z naszymi sąsiadami. Myślę, że zrozumiała to pani Bożena z Dziwnowa, która ma na życie 300 złotych miesięcznie. Z tego powodu jadła ze śmietnika i z tego powodu pójdzie do więzienia.

Nic mnie tak ostatnio nie wkurzyło (a nerwowy przecież jestem), jak historia pani Bożeny. Ani ten baran ze straży miejskiej jaśnie nam panującej Hanny Gronkiewicz-Waltz, który dał mi 14 mandatów. Ani lekarze interniści, którzy mimo wielu lat studiów i sutych pieniędzy od firm farmaceutycznych nie umieją sprawić, bym nie kaszlał z głębi oskrzeli, trzeci tydzień, jak zarzynany osioł. Nawet ten idiota, który jedzie przede mną w końcu marca z prędkością 25 pieprzonych kilometrów na godzinę, bo rano jest plus cztery stopnie i on się boi poślizgu.

Kurwa, nie. Nawet ten poślizg w jego mózgu mnie tak nie wkurzył, jak to co zrobili z panią Bożeną z Dziwnowa. Z jej powodu znów zacząłem myśleć o Dobrej Zmianie.

– „Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich. Zawsze dla niektórych jest gorzej – te słowa mówi komendant do swojej podręcznej w książce Margaret Atwood. Wysoko postawiony urzędnik do swojej niewolnicy, którą więzi i regularnie gwałci przy aprobacie żony. Urzędnik stał na czele rewolucji obyczajowej, która jak zwykle miała naprawić świat i jak zwykle doszczętnie go spieprzyła.

Jemu jest lepiej, ale „lepiej” to nie jest lepiej dla wszystkich.

„Opowieść podręcznej” i inne dystopie przypominają mi się regularnie, gdy patrzę w twarze wybrańców naszego narodu. Tych aktualnych wybrańców i tych poprzednich – bez różnicy. Albo wtedy, gdy widzę panią Bożenę z Dziwnowa.

Problem z wybrańcami jest taki, że widok ich twarzy wtrąca mnie w lekką paranoję. Gdzieś z tyłu mózgu rośnie mi kolejny guz, coś brzydkiego i niepokojącego, co każe mi myśleć że wybrańcy zrobią mi gorzej. Bardzo gorzej.

Cytat, który przytoczyłem przypomniał mi się ostatnio dwa razy. Raz, gdy patrzyłem w twarz pani Bożeny na kolorowej fotografii. Drugi – gdy zobaczyłem łagodnie agresywną twarz Beaty Kempy. Pani minister od niczego (no serio od niczego – jest panią minister, której zadaniem jest bycie ministrem) ogłosiła, że nagrody należały się jej i jej kolegom, bo tak.

Wiem, że nie wszyscy pilnują swoich portfeli. Każdy złodziej tylko na to czyha. Więc dla porządku przypomnę, co z Twojego portfela ostatnio zniknęło.

Partia słusznie rządząca próbowała na początku kadencji dać podwyżki swoim ministrom, bo władza się zmienia, ale cel władzy nie zmienia się nigdy. I tak, jak PO narzekało w Sowie i poza Sową na marne zarobki w polityce, tak PiS narzeka na to samo ubogie koryto. Aktualni wybrańcy narodu wzięli sprawy w swoje tłuste paluszki, podjęli konkretne działania i chcieli dać sobie podwyżki. Podniósł się raban, Kaczyński – by się przypochlebić tłuszczy – kazał o podwyżkach zapomnieć. Przynajmniej oficjalnie.

No to dali sobie te podwyżki nieoficjalnie, w formie systemowych nagród. Pani Beata Kempa, minister od niczego, dostała dodatek do pensji w skromnej kwocie 65 tysięcy złotych. Ile łącznie zarobiła w 2017 roku – jeszcze nie podała w oświadczeniu majątkowym. W 2016 roku chapnęła jedynie skromne 206 tysięcy 635 złotych i 56 groszy plus 29549,52 zł diety.

Wiadomo powszechnie, że życie na diecie nie służy nikomu poza Ewą Chodakowską, więc minister od niczego ma rację. Nagrody należały się, jak psu buda i morda w kubeł.

Była premier Beata Szydło, obecnie wicepremier od niczego (no serio, ona nie ma żadnych obowiązków!), powiedziała to samo. Walczyła, jak lwica o te swoje dodatkowe 65 tysięcy złotych, które zresztą sama sobie przyznała.

Łącznie rządowi wybrańcy ściągnęli w 2017 roku z Twojego portfela 2 miliony 100 tysięcy złotych polskich. A mówimy tylko o bonusie – bez pensji, gabinetów, rozbitych limuzyn i apanaży. Tyle wypłaciłeś i wypłaciłaś im w ramach nagrody za ciężką, mrówczą pracę, by Polska wreszcie wstała z kolan.

Lepiej nie znaczy lepiej dla wszystkich.

Gdy przypomniałem sobie ten cytat wszystko stało się dla mnie jasne. Cała ta Dobra Zmiana – gdy patrzę przez pryzmat słów Margaret Atwood – staje się klarowna i logiczna.

Od początku lepiej nie miało znaczyć lepiej dla wszystkich.

Ale lepiej jest, nie da się zaprzeczyć.

Minister od niczego i wicepremier od niczego nie miały dodatkowych 65 tysięcy złotych, a teraz mają.

Kandydatka SLD Magdalena Ogórek nie była uważana za mądrą przez nikogo, a teraz uważa tak przynajmniej część elektoratu.

Kandydatka SLD Magdalena Ogórek była kojarzona z SLD, a to obciach. Teraz okazuje się, że z SLD nie miała nigdy nic wspólnego – sama tak powiedziała. Jest więc lepiej.

Nie wolno było mówić „Żydzi do gazu”, a teraz wolno. Jest lepiej.

Nie można było uderzyć dziewczyny na ulicy, bo mówi po ukraińsku. Teraz można – lepiej!

Wcześniej trzeba było dzieci szczepić, a teraz tak jakby mniej trzeba. Można też publicznie mówić o tym, że ziemia jest płaska, albo że szczepionki to rtęć i pomielone ciała z Czarnobyla, a raka leczy Jurek Zięba witaminą C. I fajnie jest.

Nie wolno było prowadzić rabunkowej wycinki w rosnącej od 12 tysięcy lat Puszczy Białowieskiej, a teraz można.

Wolno było wprawdzie przypinać różnych Misiewiczów, Ewy Bugały, Danuty Holeckie, Kaje Godek i Polskie Fundacje Narodowe do publicznego cyca, ale to nie były nasze Misiewicze, Bugały, Holeckie, nie nasze Godki i Fundacje, a teraz są.

Więc (zdania nie zaczyna się od więc) jest lepiej.

Ta lepszość bije zresztą z każdej strony. Te wąsate Janusze i ich pryszczate latorośle z mózgiem idioty nie mogły pluć na ludzi i drzeć mordy, że Polska dla Polaków i że wypierdalać.

A mogą i co im zrobisz?

Było trudniej, bo świat i ludzie podzieleni byli na różne ideologie i rozmaite punkty widzenia. Dziś albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Dziś „zajebanym lewakiem” jest nawet prawicowo-neoliberalna Platforma Obywatelska.

Pamiętacie jeszcze tego obciachowego wuja z wąsem, który lubił zabijać jelonki i był tak konserwatywny, że Ojcze Nasz klepał przed każdą łyżką rosołu? Tak, tego który przypadkowo został prezydentem. Dzisiaj Bronisław Komorowski to lewak.

Znany lewak

A tego bucowatego ministra od zagranicy, od którego bardziej na prawo to – wydawałoby się – tylko ściana? Dziś Radek Sikorski to lewak.

Tusk? Lewak.

Giertych? Hehe, ten piękny chłopiec prawicy z Młodzieży Wszechpolskiej, ten ultrakatolicki wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, ten od mundurków szkolnych, ten od ojca Rydzyka. To lewak.

A Gowin? Ten heros słyszący krzyk zarodków zamrożonych w zamrażarkach z wielkim napisem „in vitro”? Ten wicepremier u Donalda Tuska?

Lewak?

A nie, sorry. Się pogubiłem. Gowin to akurat nie lewak, to Polak patriota, bo we właściwym momencie zmienił obóz i zaczął pierdolić te same głupoty co zawsze, tylko pod właściwszym sztandarem.

Wybaczcie, czasem sam się gubię, bo jest przecież patriota Piotrowicz z PZPR i komunistka Henryka Krzywonos z Solidarności. I takie niuanse trzeba rozróżniać. Ale tak ogólnie to jest łatwiej. A łatwiej to lepiej.

Łatwiej, bo jak jesteś z nami, jesteś Polakiem. Nie jesteś – lewak, albo uchodźca. Aby odróżnić lewaka od uchodźcy, wystarczy spojrzeć na kolor skóry lub narodowość rodziców. To też łatwe (Uwaga! Nie dotyczy Samuela Pereiry).

„Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich. Zawsze dla niektórych jest gorzej.

Ale – tak między nami – na udawaniu opozycji też można swoje zarobić i znaleźć miejsce przy stole dla możnych. Zasada jest jedna – nie wolno robić głupot i idiotycznie mówić tego, co się myśli i nie wolno pod żadnym pozorem walczyć o sprawy, w które się wierzy.

Jak te kobiety z Czarnego Piątku z powykręcanymi przez policję rękoma, z zastosowanym przymusem bezpośrednim i zwyzywane od kurew przez zdrową tkankę patriotyczną. One głupie i lepiej im nie będzie, bo one nie rozumieją dwóch prostych słów: pozorowany sprzeciw.

One poszły, bo miały rację. Bo wierzą w to, że warto. Że walczyć trzeba, że coś robić należy. Ale tak do lepszości nigdy się kobieto nie załapiesz. Będziesz marzła na protestach co parę miesięcy, co parę miesięcy pan funkcjonariusz weźmie cię za twarz i w zakuje w kajdany, bo co parę miesięcy Kaja Godek, członek zarządu państwowej spółki krzyknie „życie poczęte!” i zacznie się od nowa.

Masz kobieto z parasolką na Czarnym Proteście rację i niestety ta racja sprawia, że lepiej ci nie będzie. Wy, dziewczyny nie rozumiecie, że sprzeciwiać trzeba się tak, by owoc był błogosławiony. A drzewo z owocem ma w swojej władzy absolutnej kto? No kto? No właśnie.

Wy tego nie rozumiecie, ja tego nie rozumiem, ale doskonale rozumieją to inni.

Taki na przykład Mateusz Kijowski ma przecież lepiej za Dobrej Zmiany. Ma stypendium wolności ufundowane przez naiwnych ludzi (wciąż mnie to śmieszy, bardzo bardzo). Ma wprawdzie statut antypolskiego lewaka, ale lewaka potrzebnego. Każda władza potrzebuje opozycji i gdyby Mateusz nie był tak łaskaw, by zrobić PiS tę przysługę, władza musiałaby sama stworzyć kogoś takiego.

Pozorowana opozycja – to ważne dwa słowa.

Bo lepiej nie znaczy lepiej dla wszystkich, ale czy taka sejmowa opozycja nie może załapać się na owoc błogosławiony?

Ten nasz pocieszny Rysiek Petru – ma gorzej? Pogada coś do kamery, poprzejęzycza się za nasze pieniądze, krzyknie nawet jakieś „precz z Kaczorem dyktatorem” i co? Dieta leci, w następnej kadencji próg wyborczy przeskoczy i znowu pyk – w opozycji.

Owszem, są tam u niego jakieś Myszki Agresorki, które chyba nie rozumieją do końca znaczenia słowa „pozoranctwo”, ale ogólnie w opozycji żyje się bardzo wygodnie, jeśli tylko władzy jest to na rękę. A jest.

Większy brat Petru, Platforma Obywatelska, też rozumie to doskonale. Ten Grzesiek Schetyna w t-shircie na czele demonstracji Kijowskiego. Pamiętacie? Ja pamiętam.

Platforma pozoranctwo wyniosła do rangi sztuki i zapewniam, że po stronie PiS ich „praca dla wolnej Polski” witana jest z uznaniem i ukontentowaniem. Jasne, tam też są ludzie którzy naiwnie nie rozumieją na czym polega opozycja wspierająca system – taki Brejza, pewnie paru innych – ale z nimi system sobie poradzi, a Grzesiek znów uśmiechnie się pięknie i pomaszeruje dziarsko w jakimś proteście.

Lepiej nie znaczy lepiej dla wszystkich, ale możesz się załapać, jeśli sprzeciwiasz się w mile widziany sposób.

No dobra, ale co z panią Bożeną z Dziwnowa? Pani Bożena jest wdową, ma 62 lata i 900 złotych emerytury. Ma też niepełnosprawnego syna, który cierpi na ciągłe ataki padaczki i jest w stanie zarobić słownie zero złotych. Pani Bożena swego czasu obejrzała uśmiechniętych ludzi w telewizji i zapragnęła lepszego życia. Nie dla siebie, dla córki. Wzięła dla niej kredyt na meble, bo ile można żyć pośród osypujących się płyt pilśniowych, które pamiętają jeszcze czasy, w których poseł Piotrowicz należał do PZPR, zamiast do PiS.

Uwierzyła skurwysynom od pożyczek, z którymi ani polski rząd, ani prokuratura nie zamierza walczyć i wzięła „szybki kredyt dostosowany do twoich możliwości”. Kredyt faktycznie był szybki, a równie szybko okazało się, że możliwości pani Bożeny były mniej dostosowane, niż w wizjach kreślonych przez młodego lichwiarza w eleganckim garniturze, skroplonego wodą kolońską z popularnego marketu Biedronka.

Dziś pani Bożenie na życie zostaje 300 złotych miesięcznie. Z tego powodu od dawna żywi się w śmietnikach. Chodzi z synem i bratem pod kolorowe i pełne dóbr markety i wygrzebuje ze śmieci przeterminowane jedzenie.

Pani Bożena, fot: Przemysław Gryń

Tamten śmietnik wyglądał jak Ziemia Obiecana. 16 marca 2018 roku śnieg już stopniał, blacha falista błyszczała w słońcu, wiosna była tuż za progiem, a pani Bożena patrzyła na te wszystkie skarby. Nie było mnie tam tego dnia, ale myślę, że pani Bożena poczuła dreszcz emocji porównywalny z tym, który przebiegł przez ciało byłego wójta Pcimia Daniela Obajtka, gdy dowiedział się od partii, że za zasługi zostanie prezesem PKN Orlen.

Pani Bożena stała tam, w tym cholernym, smutnym Dziwnowie i patrzyła na śmietnik. Czego tam nie było! Wszystko, o czym możesz marzyć: ryby, pieczywo, sery. I to ledwie po terminie ważności.

Problem był jeden: wielka kłódka strzegąca dostępu do tych dóbr. Pani Bożena i jej rodzina podjęli desperacką decyzję, kłódkę wyłamali. Ze śmietnika wzięli osiem słoików śledzi, czerstwe bułki i chleb tostowy w folii.

Cieszyli się, uśmiechali. W domu wreszcie zjedli porządną kolację. Pukanie do drzwi usłyszeli już nazajutrz.

Policjanci wytłumaczyli pani Bożenie, że jest podejrzana o przestępstwo, a gnijące w śmietniku resztki majestat Rzeczpospolitej Polskiej, który nie ma nic innego do roboty, wycenił na 260 zł.

Nie znam sklepu, w którym bułki i śledzie kosztują 260 zł, ale pewnie prokurator żyje bardziej na bogato niż skromny autor tych wypocin i lepiej wie. Dodatkowo, pani Bożena dowiedziała się, że zniszczenie kłódki Rzeczpospolita kwalifikuje jako kradzież z włamaniem.

Za gwałt Rzeczpospolita Polska przewiduje maksymalnie 12 lat więzienia.

Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym maksymalnie 10 lat.

Tyle samo grozi pani Bożenie z Dziwnowa za osiem słoików śledzi i czerstwy chleb ze śmietnika.

10 lat więzienia za to, że pani Bożena była głodna.

I teraz tak: myślicie, że dla pani Bożeny ma znaczenie, czy zjada resztki z kosza na odpadki za rządów Platformy Obywatelskiej, czy Prawa i Sprawiedliwości? Czy dla niej ma znaczenie, czy Magdalena Ogórek przytula się dziś do Leszka Millera, czy do Rafała Ziemkiewicza? Czy interesuje ją, czy aktualnie z podatniczego cyca ciągnie Sławomir Nowak, Adam Hofman, Bartłomiej Misiewicz, czy Dominik Tarczyński?

Czy – gdy pani Bożena włamuje się do śmietnika, by wyjeść z niego przeterminowanego śledzia w occie – myśli o wizerunku Polski w oczach Jeana Claude’a Junkera? Że wyliczając sobie co do złotówki te pierdolone 300 złotych na miesiąc, rozkładając te smętne grosze na pokrytym starą ceratą stole dywaguje o tym, czy Polska wreszcie wstaje z kolan, czy kurwa wręcz przeciwnie?

Myślę, że pani Bożenie jest absolutnie wszystko jedno, kto panią Bożeną rządzi. I czy za tego pieprzonego śledzia ze śmietnika oskarża ją prokurator mianowany politycznie przez Zbigniewa Ziobro, czy przez Ambrożego Kleksa.

Myślę, że pani Bożena jest skazana na życie w kategorii „gorzej” – niezależnie od opcji politycznej.

I dopóki, kochani, będziemy napierdzielać się, jak dwa pawiany w układzie współrzędnych Tusk-Kaczyński, tak długo wszyscy pozostaniemy panią Bożeną. I naszą jedyną radością będzie to, że tym razem w śmietniku było niewiele szczurów i mało śmierdziało i dach nie przeciekał, zwłaszcza że prawie nie padało. I nawet mięso dziś leżało, tylko trochę utytłane w czymś lepkim.

I się, kochani, przyzwyczaimy. I nawet się czasem uśmiechniemy. Bo wiosna wreszcie przyszła. Bo się przecież dziś podjadło śledzi i od razu człowiekowi lepiej.

Ale zawsze na końcu przyjedzie Beata Kempa, na buldożerze za te swoje dodatkowe 65 tysięcy złotych i nam ten śmietnik, kurwa, zaorze i wyrówna.

Smacznego.

16 Responses

  1. Jest Pan wielki. Także tym tekstem. Myślę więcej dzięki tym słowom. Dziękuję.

  2. Wielki szacun:) Wiedziałem, gdy kilka miesięcy temu, trafiłem tutaj i przeczytałem jeden tekst, że warto powracać, ba, warto od razu na swoim niby blogu, polecać Twoją stronę. Cieszę się, że Jesteś, tylko… chciałoby się więcej i więcej tekstów:) Pozdrawiam serdecznie:)

    1. Bardzo się cieszę! Wpadaj regularnie, może nie piszę jakoś super często, ale się staram. Dziękuję za polecanie, to sporo znaczy 🙂

  3. Jak ja się cieszę, że w przeciwieństwie do Ciebie patriota nie jestem i z tym krajem się nie identyfikuję, mimo urodzenia w nim. Dzięki temu mogę zrobić studia (yay, po trzydziestce) i wypie*dolić stąd w podskokach do krajów trochę bardziej cywilizowanych. Bo choć patriotyzm po Twojej stronie i jego brak u mnie nas różni, to jak znalazłem tą stronę to w dwa dni w szpitalu przeczytałem wszystkie wpisy i zgadzam się z nimi w 99%. Jedyne co mi się tu nie podoba to mała częstotliwość wpisów. No ale ilość nadrabiasz jakością. Tak trzymaj !

  4. hej, a wiesz, że markety mają prawny obowiązek wyrzucać jedzenie, które jest po terminie, zamiast np. sprzedawać je taniej, albo nawet przekazywać organizacjom pożytku publicznego, żeby odliczyć sobie od dochodu? kim są ludzie („ludzie”), którzy stworzyli i wprowadzili ten przepis?

    duzo prawdy we wpisie. chociaż z hejtem na lichwiarzy się nie zgadzam. a w tych 260 zł pewnie cena kłódki też była.

  5. Czasem mam wrażenie że ten dysonans na co dzień w naszym kraju zanika, ale nie dlatego że wiedzie nam się lepiej, bezrobocie spada a wódz narodu szczodrze rozdaje pięciuset złotowe banknoty, ale dlatego że mamy w kraju rozdrobnienie na niską klasę średnią, średnią klasę średnią i wyższą klasę średnią, i wszystkim zawsze do czegoś brakuje – śniadania, paliwa, wakacji spędzonych gdzieś poza tą samą co roku cholerną działką, czy do godnego życia. I nikomu nie jest i nie będzie w tym kraju wystarczająco dobrze, ani pani Bożenie (która nawet na tą klasę średnią się nie łapie) ani sędzi Gersdorf. I partii rządzącej też wiecznie mało, bo jak przestanie rządzić to znów będzie mało, za mało (chyba że strategia chorągiewki na wietrze zadziała, jak w przypadku Ogórka).

  6. Pani Bożena nie dojada by obżerać się mógł ktoś. Gowinowi ostatnio brakowało do pierwszego, może by mu te zarekwirowane śledzie podesłać?

    I przy okazji literówka: „skropionego” zamiast „skroplonego”.

  7. Masz rację, Borsuku. Znowu i jeszcze raz. Do bólu. Tylko proszę Cię, popraw jedną drobną usterkę: piszemy „zaRZynany osioł”, nawet jeśli pewnego dnia Zalewska zadecyduje inaczej.

  8. Serio, prawie się porzygałem. To chyba najbrutalniejszy z Twoich tekstów. Szacun (czy jak tam się teraz mówi).

      1. Nie dziękuj, bo nie masz za co.
        Wiesz, właśnie takie (między innymi) historie zmusiły mnie do pożegnania się z naszym krajem. Bo jeśli teraz jest jak jest, to jak będzie za 20 lat? Kim zostaną moje dzieci? Chcę ich wychować na normalnych ludzi. Otwartych na świat, inność, otwartych na ludzi. Mam poważne obawy, że w obliczu tego co aktualnie dzieje się Polsce, nie dam rady.

        1. Mam za co. Dziękuję, że czytasz i dziękuję za komplement. A z wyjazdem… Nawet mi nic nie mów. Często słyszę ostatnio „wyjedźmy stąd, wyjedźmy”. A ja nie chcę. To mój kraj jest do jasnej cholery, nie tylko ich. Mój. :/

          1. „Nie fetysz granic mnie tu trzyma/ lecz miejsca, i w tych miejscach przyjazn.”

            1. Ano, mocny tekst. Wczoraj, po przeczytaniu aż się rozryczałam z tej bezsilnej złości jako reakcji na aktualną sytuację. I coraz bardziej kusi, żeby znów wyjechać z kraju, choć już raz pojechałam i wróciłam, bo tu jest mój dom. Tylko co z tego, że uważam to miejsce za dom, skoro na prawie każdym kroku każą mi z niego wypier**ć („lewacka szmato), lub przynajmniej sugerują, że nie jestem tu ani mile widziana, ani w ogóle nie powinnam się odzywać (bo jestem kobietą, feministką, lewacką szmatą, etc.). :/

Dodaj komentarz