Miłość Polityka Życie

Kiedy wolno się przytulać do syna mordercy, czyli pośle oddaj pieniądze

magdalena ogórek horst wachter

Magdalena Ogórek wykryła międzynarodowy spisek dotyczący człowieka, do którego chętnie się przytulała, a teraz dotykać już go nie chce. Bo fuj i nie wypada. Z kolei Jarosław Kaczyński obciął posłom pensje. Bo wypada. Te dwa zdarzenia wbrew pozorom mają wspólny mianownik.

Pani Magdalena Ogórek to temat tak wdzięczny, że za każdym razem, gdy otworzy swe usta dziękuję w duchu Leszkowi Millerowi za to, że ją wynalazł. Wynalazł ją na tej zasadzie, na jakiej szalony wynalazca tworzy androida, by tchnąć w niego życie. W takich sytuacjach bywa niestety tak, że android ma zwarcie, zabija swego twórcę i włóczy się bez sensu po planecie cierpiąc na różne błędy w oprogramowaniu.

Ostatnie spięcie pani Magdaleny – ślicznej, jak poranek nad Generalną Gubernią– dotyczy człowieka, którego dziś nazywa „synem mordercy”. I tu pani Magda ma rację, Horst Wächter faktycznie jest synem nazistowskiego zbrodniarza Otto von Wächtera, gubernatora dystryktu galicyjskiego wspomnianego Gubernatorstwa. Pani Magda postanowiła napisać książkę o tym SS-manie i w tym celu udała się do jego syna. I czule go przytuliła. A ja bardzo lubię historie o nieszczęśliwej miłości.

Efektem spotkań z synem mordercy było kilka romantycznych i wzruszających sesji zdjęciowych w promieniach letniego słońca. Były długie spacery po krakowskim Kazimierzu, które Magdalena Ogórek – wtedy jeszcze nie do końca w uścisku z PiS – określała mianem „miłych i sympatycznych”. Te wspomnienia uleciałyby razem z pachnącym kwiatami wiatrem, gdyby nie złośliwi ludzie z internetu, którzy porobili zrzuty ekranu.

Te miłe i sympatyczne chwile były chyba naprawdę przyjemne dla zbiegłego z SLD androida, bo jedno ze zdjęć, na którym ciepło przytula się do Horsta Wächtera, pani Magda opatrzyła komentarzem „jesteśmy razem bardzo szczęśliwi”.

Horst, oprócz szczęścia, męskiego ramienia i towarzystwa podczas spacerów, dostarczył też pani Magdzie komplet archiwalnych zdjęć tatusia i wszystkie informacje o swoim ojcu. Horst jest przekonany, że jego tatuś – mimo SS-mańskiego munduru i zamiłowania do eksterminacji ludności żydowskiej w Krakowie i okolicach – był dobrym człowiekiem. I – według Horsta – pani Magda miała opisać właśnie „dobrego nazistę”, który ratował Żydów, choć tak naprawdę zabił tysiące z nich.

Gdy książka Magdy Ogórek „Lista Wächtera” była już gotowa, Horst zorientował się, że pani Magda wcale nie opisała tatusia, jako bohatera. I słusznie – punkt dla pani Magdy i mówię to poważnie.

Ale czym innym jest nie dać się zwieść słowom syna zbrodniarza o jego ojcu, a czym innym utrzymywać swojego rozmówcę i swoje źródło informacji w błędnym przekonaniu do swoich intencji w ciepłych promieniach słońca. Horst Wächter mówi dziś, że do końca był przekonany o „dobrych intencjach” pani Magdy i o tym, że przedstawi jego ojca w pozytywnym świetle. Tak ponoć zapewniała podczas tych romantycznych spacerów.

Byłem zachwycony Magdaleną Ogórek. Nie sądziłem, że Magdalena w taki sposób wykorzysta naszą przyjaźń – mówi dziś zdruzgotany Horst Wächter. Widocznie nie wklepał wcześniej w Google hasła „Leszek Miller”, ale kto by się przejmował takimi rzeczami, gdy promienie słońca są tak ciepłe, a urodziwy android lgnie do twego niemieckiego ramienia. I ja to doskonale rozumiem – pewnie sam dałbym się złapać w tę pułapkę i do tego spociłbym się, jak pedofil w Smyku, więc nie oceniam panie Horst.

Ale dziś jest już inny czas, trwa Dobra Zmiana i Horst z „drogiego przyjaciela”, do którego można przytulić się całym swoim pięknym ciałem, stał się „synem mordercy”. Życie pisze takie scenariusze i co pan zrobisz, panie Horst?

No, zawsze możesz pan wziąć udział w międzynarodowym spisku mającym na celu Ukrycie Prawdy. A konkretnie: odstraszenie Polaków od kupowania arcydzieła literatury autorstwa pani Magdy Ogórek.

W spisku uczestniczy wiele osób. To praktycznie wszyscy dziennikarze z wyłączeniem tych prawomyślnych z prorządowych mediów, bo oni nie zawsze potrafią czytać i książki recenzują na tej samej zasadzie, na jakiej recenzują na przykład dokonania ministra Suskiego. W tajnej intrydze współknuje za to sieć Empik, która – zdaniem pani Magdy – w zupełnie antypolski sposób odmawia umieszczenia książki zrodzonej z delikatnych muśnięć na liście bestsellerów.

Krecia robota dziennikarzy polega za to na złośliwym i dosłownym cytowaniu dzieła pani Magdy. Ja zaryzykuję oskarżenie o udział w pronazistowskim spisku i również przepiszę dla Was kilka zdań z tej perły literatury współczesnej o tragedii II wojny światowej, masowych egzekucjach oraz zbrodniach i rabunku dzieł sztuki dokonanych przez nazistę Otto von Wächtera.

Gotowi?

„Zamawiam tosty francuskie z syropem klonowym – nie mają sobie równych w całej Warszawie. Ktoś wpadł na pomysł, by do ciasta dodać szczyptę cynamonu – dzięki temu posiadają tak wyjątkowy smak.”

„Po 6:00 budzą mnie pierwsze promienie słońca. Przez moment leżę nieruchomo w łóżku, ale po chwili odrzucam ciepłą kołdrę i wstaję. Dzień ponownie zapowiada się upalny, choć ja zmarzłam tej nocy. Dopiero podczas śniadania udaje mi się rozgrzać czarną herbatą z cytryną. Gdy po godzinie wychodzę z hotelu, słońce nad Wełtawą przygrzewa już mocno. Dokładnie taki sam słoneczny dzień jest we wrześniu 1941 r. Do Pragi przybywa kat Hitlera, Reinhard Heydrich, nowy Protektor Czech i Moraw.”

„Wrażliwość historyka często jest jak zakurzony fortepian – potrąć dawno nieużywane struny, a wydadzą z siebie dźwięk fałszywy i będą oto niepokoić, dopóki nie znajdą właściwego miejsca na pięciolinii wydarzeń. Dwugodzinne spotkanie z cierpieniem norweskiego symbolisty sprawia, że jego nieutulony ból przenika mnie na wskroś.”

Gdy pomyślę o tym, że szerokie rzesze czytelników nie chcą kupować Dzieła Magdaleny Ogórek i wgryźć się w nie, jak w tosta francuskiego z syropem klonowym, to na wskroś przenika mnie nieutulony ból. I nie umiem się odnaleźć na tej pięciolinii wydarzeń. Serio, serio.

Pani Magda ma rację. Jedyny racjonalny powód, dla którego tak literacko nowatorska książka nie jest kupowana to spisek dziennikarzy, syna mordercy i Empiku.

Media mainstreamowe zbratały się z synem zbrodniarza wojennego, żeby uderzyć w moją książkężali się dziś pani Magda, która zmieniła Horsta Wächtera i Leszka Millera na Jarosława Kaczyńskiego i Rafała Ziemkiewicza. – To, że panuje ostracyzm wokół książki „Lista Wächtera”, nie jest w sumie dla mnie niespodzianką, bo doskonale zdaję sobie sprawę z wartości tej książki, przepraszam za pewną nieskromność, ale wiem, co w tej książce jest zawarte – dodaje.

Pani Magdo, ja też wiem co tam jest zawarte. I przepraszam za pewną nieskromność, ale ja kurwa nie mogę już tego słuchać. Być może wydam z siebie dźwięk fałszywy, jak zakurzony fortepian, być może dziś jest słoneczny dzień, taki sam jak wtedy, gdy Horst Wächter trzymał panią za rękę i trącał pani nieużywane struny słodkim, jak syrop klonowy „ich bin sehr glücklich”, ale nie wytrzymuję.

Empik nie może postawić pani książki na wyznaczonym dla bestsellerów miejscu z prostego powodu. Bo ona się po prostu nie sprzedaje. A używając swoich pięknych ust do gadania głupot o międzynarodowym spisku zachowuje się pani, jak opozycja – tfu – parlamentarna.

Pani chciała być kandydatką SLD na prezydenta, to pani była. I teraz się pani tego wypiera i teraz to pani nie pasuje.

Chciała pani omotać starego Niemca, Horsta Wächtera, to go pani omotała. I teraz się pani tego wypiera i teraz to pani nie pasuje.

Chciała pani napisać książkę i włożyć w nią wszystkie swoje grafomańsko niebezpiecznie potrącone struny w zakurzonym – psia mać – fortepianie, to je pani włożyła. I znów coś pani nie pasuje.

Jest pani, jak Grzesiek Schetyna, Rysiek Petru i reszta tego tałatajstwa pierdzącego w ławy sejmowe.

Już tłumaczę.

Od dłuższego czasu Ryśki i Grześki krzyczą, że czegoś chcą. A jak to dostaną, to zaczynają się zachowywać jak – przepraszam pani Magdo – histeryczne blondynki, którym wiecznie się coś nie podoba, mają permanentnego focha, są przekonane o własnej wszechzajebistości i nigdy nic nie jest ich winą.

Grześki i Ryśki krzyczą do pisowskich ministrów, by oddali nagrody po kilkadziesiąt tysięcy złotych, które wypłacili sobie z naruszeniem rozumu i godności człowieka. I krzyczą słusznie, tak jak pani słusznie nie zrobiła z von Wächtera „dobrego Niemca”.

Ale gdy przychodzi rzeczywistość i mówi „sprawdzam” oni zachowują się tak samo, jak pani. Znów im coś nie pasuje.

Tak samo, jak pani zamiast przełknąć to, że sama jest sobie winna, udają że są dziewiczą, nieskalaną łąką. Taką na zboczu słońcem oświetlonym. Takim zboczu na ten przykład – strzelam na ślepo – w Krakowie nad Wisłą.

No ej.

Chcieli, to Jarosław Kaczyński załatwił ich bardziej bezlitośnie niż pani załatwiła Leszka Millera i Horsta Wächtera. Chcą oddania nagród? To kazał ministrom je oddać (do Caritasu, a to można odpisać od podatku). A do tego rozkazał szeregowym posłom i samorządowcom obciąć sobie pensje. Wszystkim. Również tym z PO i z Nowoczesnej. Ministrom obciąć nie kazał, bo wiadomo – oni są wyłącznie swoi.

Zabieg żenująco populistyczny i mający szansę na poklask tylko w najmniej ogarniętym elektoracie. Ale pani, pani Magdo, akurat żenujący populizm i szukanie poklasku u najgłupszych powinna rozumieć doskonale. Kaczyński dosypał tam – jeśli mogę użyć tego bestsellerowego porównania – szczyptę cynamonu. Dzięki temu to, co dziś widziałem miało tak wyjątkowy smak.

Opozycja – tak samo, jak pani, pani Magdo – najpierw czegoś chciała, a teraz od tego się odcina. Bo uderzy ich to po ich własnej kieszeni.

I jestem pewien, że idiotyczny pomysł Kaczyńskiego na obcięcie posłom uposażenia do 8 tysięcy złotych brutto spotka się z radością elektoratu. Bo scenariusz Kaczyńskiego jest – w przeciwieństwie do „Listy Wächtera” – dobrze napisany.

I jestem pewien, że w Platformie i Nowoczesnej znajdzie się wystarczająco wielu posłów, którzy w swoim kretynizmie zagłosują przeciwko temu projektowi. Dadzą tym samym Kaczyńskiemu wiadro amunicji, z której będzie do nich strzelał przez dwie kampanie wyborcze: samorządową i parlamentarną.

Leszka Millera z Jarosławem Kaczyńskim łączy to, że gdy ten pierwszy wynalazł Magdalenę Ogórek widział już w oddali ścianę, o którą może się rozbić. Postawił wszystko na jedną kartę, zamiast hamulca wcisnął gaz, skręcił kierownicę i zaryzykował inwestując wszystko w jeden polityczny eksperyment próbując tego zderzenia uniknąć. Nie uniknął, ale jego android przeżył kraksę ze ścianą. Być może dlatego, że nie ma kręgosłupa – nie wiem, zgaduję. Android zaczął żyć drugim życiem i korzystając z aplikacji „Przytulanie” jakoś sobie radzi w nowej rzeczywistości.

Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński dostrzegł już na horyzoncie tę samą ścianę i postanowił skręcić zanim będzie za późno. Tylko, że on wcisnął hamulec do dechy. Jego ludzie zachłysnęli się władzą i zaczęli żreć pliki pieniędzy w sposób niepohamowany. Nie polewają ich nawet syropem klonowym i nie posypują szczyptą cynamonu, tylko wciskają od razu, na sucho i na surowo do przewodu pokarmowego.

Donald Tusk w tej samej sytuacji ślepo pędził na zderzenie z murem i w ostatniej chwili sam wyskoczył z wagonika, by już piechotą obrać kurs na Brukselę. Za to jego koledzy i koleżanki roztrzaskali się o ścianę tak, jak wcześniej roztrzaskał się Miller.

Kaczyński chyba wyciągnął z tego lekcję, bo zaczął hamować i skręcać już teraz. Chce pojechać objazdem, przy okazji dyscyplinując swoich nienażartych kolegów. Idiotyczny, kretyński pomysł, by poseł zarabiał mniej niż majster od kładzenia kafelków i gipsowania ścian w Warszawie sprawi, że zachwycony tłum będzie wdzięczny za te dziadowskie oszczędności 2500 zł brutto na pośle. I ten sam tłum nie zauważy kwoty 135 tysięcy miesięcznie, jakie z własnej, dziurawej kieszeni wydaje na prywatną ochronę tego samego Kaczyńskiego. Nie zauważy tych wszystkich interesów i przekrętów, które wysypią się z poluzowanego przez Jarosława wora po wyborach. Bo teraz Jarosław pokazał swoim posłom kij, ale pokaże też i marchewkę. A oni zatańczą, jak im zagra i przytulą się tam, gdzie akurat trzeba.

Bo, pani Magdo Ogórek, Kaczyński ma to szczęście, że zarówno koalicja, jak i opozycja złożona jest z takich właśnie pań Magd.

I kolejną kadencję będziemy się oto niepokoić, dopóki nie znajdziemy miejsca na pięciolinii wydarzeń.

13 Responses

  1. No i jak to jest, że Ogórki marnują papier na swoją grafomanię, a teksty Borsuka tak szybko się kończą.

    Nie odniosę się do treści, bo to będzie wyglądać na wazeliniarstwo. Wspomnę tylko, że się zgadzam.

  2. Jak zwykle kapitalnie napisane. Wspaniale, że jest ktoś, kto potrafi odzwierciedlić także moje własne refleksje o świecie w tak zręczny i dowcipny sposób. Pozdrawiam i kłaniam się Autorowi.

  3. Odnośnie do uposażeń posłów nie uważam, żeby sam temat był nieistotny czy populistyczny. Oczywiście nie z perspektywy oszczędności dla budżetu – te byłyby pomijalne.

    Problemem jest natomiast oderwanie posłów i posłanek od rzeczywistości. Stąd powiązanie pensji poselskiej z pensją Kowalskiego (krotność minimalnej/średniej/mediany – to jest do ustalenia) to pomysł niegłupi.

  4. Tekst fajny, ale mógłbyś coś skrobnąć o zmianach w prawie pracy, co o nich sądzisz itp. Wymiataj dalej !

  5. Ja tylko przypomnę że niejaki RAZ w czasach Salonu24 też płakał, że jego książka jest w Empiku chowana przez obsługę za figurką Kubusia Puchatka i dlatego nie wymiatał na liście przebojów.

  6. A propos grafomaństwa to artykuł powinien się skończyć w miejscu: Chciała pani napisać książkę i włożyć w nią wszystkie swoje grafomańsko niebezpiecznie potrącone struny w zakurzonym – psia mać – fortepianie, to je pani włożyła. I znów coś pani nie pasuje.
    Wszystko co jest dalej jest nie potrzebne i burzy całość. Wszystko co jest wcześniej jest świetne!

  7. „Dobry pan” wie co robic, jest mistrzem manipulacji, przeciwnicy pisu w sejmie, chca sie utrzymac przy korycie, wiec pokrzykuja cichutko pod noskiem. Banda niedoukow, o malenkich rozumkach decyduje o losach 38 milionowego narodu. Kieszenie podatnikow drenuja kolesie „wyznaczeni na stanowiska” (matura jest konieczna, czy nie?) i oczywiscie koscielni oligarchowie, inkwizycja. Towarzystwo jest calkowicie bezkarne, mowia co chca i robia co chca. Ciekawe jak dlugo to moze trwac?

  8. W ogólnym zarysie zgoda, ale chronologia coś chyba szwankuje… Rok 2016 (data przy zdjęciach) to już przecież pełnia „Dobrej Zmiany”, do której to p. Ogórek – o ile pamiętam – przytulała się ostro już wtedy.

    1. Wydaje mi się, że teraz o wiele bardziej i oficjalnie. Wtedy chyba jeszcze trochę nieśmiało. Ale mogę źle pamiętać

Dodaj komentarz