Polityka

Wybory i wzrost poparcia, czyli wzrost podtarcia

wybory samorządowe 2018

Wybory, wybory i po wyborach. PiS wzięło 32 – 33 proc. głosów w wyborach do sejmików. To mniej więcej tyle, o ile podrożeć ma papier toaletowy. Ale i tak cieszą się wszyscy.

Wszyscy się cieszą i wszyscy zdążyli ogłosić już sukces. Ale mi wydaje się, że tą radością jest jak z tym facetem, co go ciągle zdradzała żona. Pocieszał się, że przynajmniej ma atrakcyjną małżonkę.

Po pierwsze pokazowo raduje się PiS, choć zza propagandy sukcesu spozierają smutne miny i zmęczone oczy. – Wygraliśmy wybory po raz czwarty z wynikiem, który dobrze wróży, jeśli chodzi o przyszłość, a w szczególności jeśli chodzi o wybory parlamentarne, to jest dobra runda – mówił po ogłoszeniu pierwszych sondażowych wyników Jarosław Kaczyński.

A Mateusz Morawiecki, jak to Morawiecki znów wydał z siebie odgłos wierzby szumiącej nad brzegiem polskiej rzeki, szelest łanów polskiego zboża, klekot bociana na chacie krytej strzechą i terkot furmanki kolebiącej się na polskich drogach. No sami powiedzcie, czy on tak nie brzmi.

– Chcę podkreślić rolę drużyny, bo to praca, pokora, służba, ale również cały zespół, drużyna, wszyscy razem jesteśmy w stanie dalej zmieniać Polskę, docierać do wyborców, pokazywać, że między rządem a samorządem może być dobra współpraca dla naszych małych ojczyzn i dla naszej wielkiej ojczyzny, która oby poprzez wybory naszych obywateli stawała się państwem coraz to lepszym, coraz to silniejszym i bardziej dumnym. Takim się stanie pod rządem Prawa i Sprawiedliwości – brzmiał swobodny strumień świadomości wydobywający się wprost z polskiego serca premiera. A potem Morawiecki usłużnie i pokornie podziękował „kapitanowi drużyny”, czyli Jarosławowi.

Podziękował za te sondażowe 32 – 33 proc. poparcia, jakie przyniosły wybory do sejmików wojewódzkich. I niby ma się z czego cieszyć, ale z tą wygraną jest jak ze szkolnym, niesympatycznym kujonem, który dostał szóstkę za popisowe wykonanie Bogurodzicy na lekcji religii. Co mu po tej szóstce, jak po lekcjach koalicja szkolnych kolegów z drugiej ławki spuści mu wpierdol za śmietnikiem? Tak też będzie z PiS, który owszem – procentowo wygrał, ale koalicja PO-PSL i tak zagarnie władzę w większości województw, bo tak działa matematyka. I tyle będzie z tej radości Morawieckiego.

Cieszy się też Platforma z przyległościami i przylepionym do twarzy niepokojącym uśmiechem Grzegorza Schetyny. Wygrana w dużych miastach dała mu trochę oddechu i oddaliła wizję buntu w partii. Rafał Trzaskowski pokonując Patryka Jakiego zrobił Schetynie wielką przysługę, bo teraz wewnętrzna opozycja w opozycji nie może przez chwilę mówić o braku sukcesów.

No, sukcesy są: Warszawa, Poznań, Łódź, Białystok, Wrocław i tak dalej. Tylko co z tego, jeśli zwycięstwo w miastach tylko utrwala w Platformie koncepcję, że wystarczy być antypisem. Że wystarczy zamiast brzydkiej twarzy Kaczyńskiego pokazać śliczną buzię Trzaskowskiego z wiecznie wilgotnymi oczami i już można w spokoju wrócić do liczenia pieniędzy. Że nie warto wyciągać wniosków z przegranej w parlamencie i nie zwracać uwagi na to, że coraz mniej Polaków chce z zaciśniętymi zębami głosować na mniejsze zło. Że z kadencji na kadencję tych wyborców ubywa. Uśmiech Schetyny mówi mi, że ten pan wniosków nie lubi i nie chce wyciągać.

Cieszy się nawet Rysiek Petru, choć jego radość jest zawistną radością chłopca, z którym nikt nie chce się bawić i który ze swojego okna na marginesie marginesu obserwuje biegające po podwórku dzieciaki. I gdy któreś wypierdzieli się w błoto i rozbije kolano, ten chłopiec zaciera swoje blade rączki, po czym powraca do wspomnień. Wspomnień czasów, w których jeszcze ktokolwiek traktował go poważnie, a TVN zapraszał go codziennie do swoich programów w charakterze eksperta. Czasów, w których można było sprzedawać kredyty z niekorzystnym lewarowaniem.

Cieszą się w końcu rozmaici etatowi komentatorzy, którzy z niewiadomych przyczyn jeszcze razem z Ryśkiem się na tym marginesie nie znaleźli. Utytułowani profesorowie tak zakochani w Platformie, że w przerwie od biadolenia, że PiS dzieli Polaków i zrobi nam wojnę domową, dzielą Polaków i zachęcają do wojny domowej.

Filozof, prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu w Sydney Wojciech Sadurski łaskaw był na przykład z pogardą opluć połowę kraju.

Wojciech Sadurski i wybory

Panu profesorowi wojna secesyjna się marzy i stawianie granicy na Wiśle. Pan profesor nie widzi, że on i te wszystkie Karnowskie i Pereiry merdające ogonem i ocierające się o partyjne nogi Kaczyńskiego to tylko dwie strony tej samej monety. Pogarda jest równa pogardzie, a partyjniactwo – partyjniactwu, panie profesorze.

Cieszą się i ci wspomniani partyjni funkcjonariusze dla niepoznaki nazywający się „niezależnymi dziennikarzami”. Na wyścigi udowadniają, że są tylko lustrzanym – i mocno wypaczonym! – odbiciem tych, z którymi tak dzielnie walczą za moje, podatnicze pieniądze tak hojnie przelewane przez partię rządzącą na ich rzemieślnicze konta. Tu dla przykładu szefowa rządowo-partyjnego biuletynu w potylicę… wróć! Wpolityce.pl.

Marzena Nykiel wybory

Ale cieszą się i inni. Mówią o święcie demokracji i historycznej frekwencji. Historycznej! Tak, te 50 w porywach do 53 proc. to faktycznie frekwencja do tej pory najwyższa jeśli chodzi o tego typu wybory, ale zejdźmy na ziemię. To, że w poprzednich wyborach samorządowych brało udział jeszcze mniej Polaków, to nie powód do samozadowolenia i klepania się po brzuszkach. Czy w jakiejkolwiek innej dziedzinie 50 procent to powód do radości? Wyobraźmy sobie kryteria stosowane w przypadku frekwencji wyborczej użyte w innych dziedzinach życia.

Dresiarz Sebastian pisze na murze: jebać policję na 50 procent

Doskonały wynik himalaisty! Doszedł do połowy wysokości Mount Everest i wbił tam połowę flagi!

– Dałem z siebie całe 50 procent – powiedział laureat nagrody Nobla.

– Zaspokoiłeś mnie w solidnej połowie – szepce ci na ucho kochanka.

– Podobasz mi się na 50 procent – odpowiadasz jej z uśmiechem.

Więc (zdania nie zaczyna się od więc) 50 procent to nie jest powód do radości. To nie jest coś, co powinniśmy świętować. Ale niech będzie – jest to jakiś wstęp. Bo chociaż połowa z nas traktuje na tyle poważnie swoje życie i warunki, w jakich przyszło nam męczyć się na tej planecie, że poświęciło czas i kopnęło się do komisji wyborczej. Nie róbmy z tego propagandy sukcesu, ale zawsze to jakiś start.

I wiem, wiem. Nie ma na kogo głosować. Też nie mam i też wciąż na to narzekam. Ale jeśli nie będziemy chodzić do jakiegoś sklepu, to oferta towaru wcale się w nim nie zwiększy. Raczej zostanie w nim tylko to, co kupują stali klienci.

A stali klienci urn wyborczych kupują głównie dwa produkty: PiS i Platformę. Większość z nas, omijających ten lokal, nie sprawi, że pojawią się nowe opcje. Jeśli mamy taką fantazję – głosujmy na starych i rozliczajmy ich potem. Albo głosujmy na nowych i nie zrażajmy się, że na początku mają marne 1,5 czy 3 procent. Z czasem będzie więcej. A jeśli my, Polacy, zaczniemy poważnie traktować fakt, że to my jesteśmy zwierzchnikami polityków to być może w końcu pojawi się ktoś nowy i rozsądny.

Tak każe mi myśleć ukryty we mnie optymista. Bo jest też druga część mnie: pesymista, który mówi dużo głośniej. I on krzyczy mi do lewego ucha, że jak przestaniemy chodzić do tego pieprzonego sklepu wyborczego, to może się okazać, że na półkach zostanie tylko jeden produkt. I będzie to papier toaletowy, który jak już wspomniałem w styczniu zdrożeje o 30 procent.

Na koniec wszystkim tym, którzy twierdzą, że jeden głos nic nie znaczy polecam zajrzeć do gminy Dalików w Łódzkiem. Tam wójt o nazwisku Szymczak rządził nieprzerwanie od 20 lat. W tych wyborach zdobył 986 głosów. Jego konkurent zdobył ich 987. I wygrał jednym, jedynym głosem.

 

PS: Z innej beczki i z innych ciekawostek to w Działoszynie (też Łódzkie) startowała tylko jedna kandydatka – Mariola Paśnik z PiS. I okazało się, że potrafi przegrać sama ze sobą. Jej konkurenta wykreślono z listy wyborczej za… podszywanie się pod ten sam PiS. Mieszkańcy mogli więc głosować w dwójnasób: za Mariolą i przeciw Marioli. 70 proc. z nich uznało, że Marioli nie chce.


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.


25 Responses

  1. A wiecie, że Stefan Żeromski zwolnił ludzi bezdomnych od głosowania :). Więc już nawet obowiązku moralnego nie było, w tej… edycji urn 🙂
    Trochę mi się wybory tegoroczne z takim dawnym teleturniejem skojarzyły „Idź na całość” – bo jak się spojrzy z boku, to i tak każdy kto uczestniczył zrobił ostatecznie z siebie frajera :). A przy tym wiele zonków. I Hajzer w tle. Pozdrawiam 🙂

  2. W kontekście wyborów zawsze przypomina mi się monolog Vaasa z Far Cry 3. Ogółem to jedna z najlepiej napisanych i zagranych (!) postaci z gier.
    No bo to szaleństwo oczekiwać innych rezultatów ,kiedy cały czas robi się to samo.
    Głosujemy na PiS, PO, SLD, PSL od trzydziestu lat i oczekujemy zmian. No proszę, ludziska.
    Zróbmy sobie jaja z nich wszystkich i głosujmy na cokolwiek, byle nie na tę czwórkę. Kurwin, Rakłem, nieważne. Mogą być śmieszni, mogą być straszni, pójdźmy na wybory dla beki i głosujmy dla beki, bo gorzej i tak nie będzie.

    1. Zastanawiałem się nad takim rozwiązaniem.
      I doszedłem do wniosku, że politycy wówczas jak jeden mąż oddadzą partyjne legitymacje.
      A po wyłączeniu kamer wsiądą do partyjnych autobusów. I pojadą na odprawę do tego czy innego prezesa.

  3. Gdyby wprowadzili zakaz posłowania do usranej śmierci a jedynie przez dwie, maksymalnie trzy kadencje to może coś by się pro publico bono ruszyło. A tak to nieważne jak się zagłosuje, te same pały zawsze wylądują w sejmie. Głosuję na Kowalskiego z dołu listy, do sejmu jednakże wchodzi Malinowski, bo lepiej i wyżej się ulokował. Ogólnie rzecz biorąc – dupa zbita. Wciąż łudzę się, że pojawi się ktoś nowy, świeży, z pomysłem na przeoranie POpapranych PiSd, ale nadzieja to kiepska matka… Póki co, widoków nie ma. Z obecnych wyborów mam tylko jedna satysfakcje, że nijakiemu stolica powiedziała „won!”.

    1. Panie Dochtórze,
      Zakładam, że pierwsze zdanie Pańskiej wypowiedzi to sarkazm w esencji, względnie oksymoron, względnie śmiech przez łzy?
      Tak mi podpowiada moja wyobraźnia. A trzeba Panu wiedzieć, że jest ona bardzo bogata. Potrafi wyprodukować naprawdę niezwykłe obrazy. Czasem piękne, czasem obrzydliwe. Raz heroiczne, innym razem zaś podłe. Najpierw precyzyjne jak szwajcarski zegarek a za chwilę chaotyczne jak opozycja parlamentarna. Czasem obrazy są tak rzeczywiste, że nie wiem czy to jawa, czy tylko deja vu. A czasem równie dla mnie jasne co dzieła Pabla Picassa.
      Potrafię sobie wyobrazić rzeczy wielkie i wspaniałe, trywialne i wstydliwe, bez cienia wątpliwości realne i zupełnie fantastyczne.
      Ale choćbym nie wiem jak bym się wytężał, jak nie maltretował swej wyobraźni i mentalnie samogwałcił, to ni cholery nie potrafię sobie wyobrazić pięciuset sześćdziesięciu parlamentarzystów głosujących za projektem, w którym zapisano, że parlamentarzystami już nie będą i że raz na zawsze zostaną odcięci od podatniczego cyca.
      Sorry. Tak daleko moja wyobraźnia nie sięga.
      Stanley

      1. Tak, to swoisty sarkazm bo kolesie przy żłobie lubią „dla dobra społeczeństwa” odcinać innych, zaś siebie nigdy. Ale łudzę się, że taki ogranicznik kadencyjny wpłynąłby na odświeżenie parlamentu i wzrost % normalności osobników tamże urzędujących. Obserwując (z dala) nasz parlament, widzę że poseł utuczony na trzech-czterech kolejnych kadencjach totalnie traci kontakt ze światem codziennym i potem mamy wypowiedzi choćby w stylu Gowina o niezdolności przeżycia do pierwszego za 10k (za zaiste wycieńczające posłowanie), bo mu na waciki i benzynę nie starcza.

        1. Obawiam się, że jest jeszcze gorzej.
          Z tego, co pamiętam, to na benzynę posłowie otrzymują dodatkowy ryczałt, niezależny od uposażenia.
          A i na make-up (w tym waciki :)) KPRM ma osobny fundusz.
          Także ten…

          1. Skoro tak, to aż strach pomyśleć jaki poseł Gowin ma metabolizm, bo chleba ze smalcem za te liche 10k to chyba można sporo wszamać… Co do wyobraźni to ja staram się swoją trzymać w zamknięciu na kluczyk, bo gdyby puścić jej wodze to tu i ówdzie zobaczyłbym zastosowanie dla wspominanej tu kiedyś chińskiej maczety za 3,99 PLN ze sklepu dla biedoty (cytując tego, tamtego).

      2. Pamiętam, jak to przed laty Platforma szła do wyborów z hasłem JOW-y, podobnie Kukiz. I co? Dorwali się do koryta i nagle zrozumieli, że JOW-y to już nie dla nich, że żeby utrzymać się przy tym korycie to trza zapomnieć o francowatych JOW-ach, bo obecny system faworyzuje koryciarzy. No to mamy coraz starsze p-osły, często formalnie w wieku emerytalnym. A ten nasz… wróć, ich zwykły poseł to nawet mówi, że jest młokosem w porównaniu z Adenauerem, gdy ten zajmował miejsce przy korycie.

  4. Komentarz Sadurskiego jest paskudny w formie, natomiast za ideą podziału jestem bardzo bardzo.

    1. Nie chodzi o rozmowę z PiS-em, bo to są kretyni, masz rację.
      Chodzi o to, że bufon Schetyna nie powinien się idiotycznie uśmiechać, jak kot, który dorwał się do śmietanki, i opowiada, jak to się udało strząsnąć PiS-owską szarańczę (A sam nic skutecznego oczywiście w tym kierunku nie zrobił).
      Tym samym umacnia podziały, jest taki sam jak jego polityczni oponenci.
      Powinien z powagą powiedzieć, że cieszy się, że zwycięża rozsądek i chęć powrotu do normalności, że wyborcy mówią NIE dla dzielenia Polaków na lepszych i gorszych, i dalej w tym tonie.
      I tak samo powinien wypowiadać się prof. Sadurski, a nie utrwalać podziały.
      O to tu chodzi.

  5. Pójdźmy dalej, do czego nam są potrzebni politycy czyt. pasożyty?

  6. Swoją drogą zastanawiam się jakim cudem facet, który nie umie w matematykę ani język ojczysty został prezesem banku, a potem premierem. Gdybym był złośliwy zacząłbym podejrzewać, że ma to coś wspólnego z koneksjami tatusia.

  7. „Co mu po tej szóstce, jak po lekcjach koalicja szkolnych kolegów z drugiej ławki spuści mu wpierdol za śmietnikiem? ” You made my day 😂

  8. Konsumując śniadanie oglądam dziś Panią Lubnauer w TV na żywo i w kolorze (w zasadzie to słucham, bo patrzę się na mityczny pasek) no i słyszę, że PiS poniosło druzgocącą klęskę. Więc (wiadomo co) patrzę na ten pasek, gdzie pisze, że PiS 33% a PO z maruderami Pani Lubnauer 25% (czy coś koło tego). Więc (znowu wiadomo co) myślę sobie, że musiałem być strasznie chujowy z matmy, bo wydawało mi się, że jak 33% to druzgocąca klęska to 25% to czarna d… (no to w czym gmerali Chajzerowi) tym bardziej, że dzielone na 2 partie. No ale wychodzi, że faktycznie się nie znam, bo oni się z please dogadają i u korytka zostaną. Więc (…) Drogi Borsuku, z czego chcesz, żeby oni wyciągali wnioski?

    1. Hah. Tej pani na szczęście nie widziałem. A wnioski? Chciałbym, abyśmy to my (w tym ja) nauczyli się je wyciągać, a wtedy oni poczują się niepewnie. Tak bym chciał.

      1. Hmm, no ja (wydaje mi się) wnioski wyciągnąłem już dawno. Generalnie wniosek jest jeden – głosuje na kogoś kogo nie znam – jak człowiek nie wie, że głosuje na debila/skurwiela/etc. to się czuje mniej wydymany – taki prosty, ludzki mechanizm. W tym roku mi się udało, ale przypuszczam, że w parlamentarnych już mi się nie uda. Szkoda, że już nie ma Gamoni i Krasnoludków albo Polskiej Partii Przyjaciół Piwa – przynajmniej byłoby trochę romantyzmu przy urnie…

    1. Przecież nie zamkną. Im się opłaca, że do środka wchodzi tylko jeden sort klientów (cytując klasyka), za to płacą wszyscy – głównie ci, co nie wchodzą.

      1. Borsuk, otóż to.
        I ja tego nie rozumiem – jak ktoś mógł myśleć przy ostatnich wyborach do parlamentu, że „jak zobaczą ilu Polaków nie głosuje to wreszcie da im do myślenia i coś to zmieni”?
        To taka naiwność i myślenie magiczne, że jak ktoś tak uważa, to powinien stracić prawa wyborcze do momentu aż zrozumie mechanizmy zarządzania państwem.

        A może to próba przełożenia relacji damsko-męskich na relację władza-społeczeństwo i wyobrażenie, że jak społeczeństwo powie: „to rób jak uważasz”, to władza zrobi wszystko wbrew sobie… Dalej naiwność…

        1. Proste rozwiązanie problemu ruszenia d….grzywna za brak udziału w głosowaniu.

          1. Obawiam się, że efektem wprowadzenia tego prostego rozwiązania w życie byłaby jedynie duża ilość głosów nieważnych i/lub głosowanie w sposób losowy.

  9. I strasznie i nadzieja jakaś kołacze jednocześnie. Pół na pół. I co z tym począć?

    1. Strach i nadzieja jednocześnie chyba jest wpisana w nas od czasów romantyzmu 🙂

Dodaj komentarz