Media Polityka Życie

Dlaczego Renata Dancewicz jest królową Polski, czyli plebs i klasa niższa

Renata Dancewicz

Mamy kochani w Polsce wojnę. Wojnę, w której leniwi, siwi i bogaci panowie plują na tych, którzy pracują ciężko, by przetrwać. Wojnę, w której pogarda i nienawiść kropka pl wylewa się z ust pisowskich i platformerskich, a my toniemy w ich rzygowinach. I wtedy pojawia się małe, malutkie światełko. To Renata Dancewicz, o której wy już nie pamiętacie.

To nie będzie taki mój zwykły tekst z różnymi źródłami, z kilkoma wątkami i łączeniem kropek na przegniłej pięciolinii otaczającego nas syfu. To tekst oparty na jednym, jedynym wywiadzie i na kobiecie, którą pokochałem – zupełnie intelektualnie – od pierwszego naszego spotkania.

Nieczęsto piszę o kimś miło.

Właściwie nigdy tego nie robię. Ale może czasem warto.

O tu, proszę kliknąć i sobie przeczytać, bo o tym będę dziś mówił.

Muszę się do czegoś przyznać. Nie cierpię tych wszystkich celebrytów. Umieram gdzieś w środku, jak muszę redagować tekst o tym, że jedna pani drugiej pani zarzuca, że skoro odbiła jej męża, to ją naśladuje i dlatego ma takiego samego psa. Jak inna pani opowiada – na Instagramie, bo gdzieżby – jak wspomina pomordowanych na Wschodzie i jak prześliczna jest sukienka od Dolce&Gabana. Jak trzecia pani wywala cycki i z błędami ortograficznymi i gramatycznymi ogłasza wszem i wobec, że jest „w cionży”. Jak czwarta pani rok chyba siedzi gdzieś w postkolonialnej Afryce i pozuje z egzemplarzem konstytucji RP. Bo walczy o wolność, kiedy egzotyczni kelnerzy przynoszą jej drinki na tę plażę białą jak ona.

Nie cierpię tego, nie daję rady.

Staram się wtedy nie myśleć, że to wszystko takie puste i takie głupie jest. Staram się tłumaczyć sobie, tam w głowie, że każdy ma przecież jakieś zalety i nie oceniaj. Nie przyklejaj etykietek. Ale to trudne.

Na szczęście w tym mroku od zawsze świeci się jedno światełko. Płomyk taki, gdzieś daleko.

Takim światłem w świecie aktorów była dla mnie zawsze pani Renata Dancewicz.

Ona tego oczywiście nie pamięta, ale rozmawialiśmy na przestrzeni ostatnich lat całe trzy razy i trzy razy nie mogłem uwierzyć, jak bardzo Renata łamie wszelkie stereotypy. Spotkaliście kiedyś kogoś, kto mówi waszymi słowami i myśli waszymi myślami? No właśnie.

Z tymi wszystkimi aktorkami to zawsze jest tak, że jak chcesz zrobić talk show, w którym dziewczyny z seriali mówią o czym myślą, to nigdy się nie udaje. „Ja nie zabieram głosu na tematy społeczne”. „Ja nie mam poglądów politycznych”. „Nie chciałabym być kontrowersyjna”. „Nie wiem nawet, kto jest prezydentem”.

Z aktorami to zresztą jeszcze gorzej. Chętnie opowiedzą o tym, kogo przelecieli na planie serialu, ale za żadne skarby nie odpowiedzą na pytanie o rozwarstwienie społeczne, o bogacenie bogatych i biedotę biednych, o to komu powierzamy ster i dlaczego to zły pomysł, o to czy fajnie się czują w kraju, w którym ministrowie z wyrachowaniem i zaciętością doprowadzają do samobójstw młodych ludzi, a partyjne ścierwa jeszcze ich oklaskują.

O to, czy jak już to wszystko pierdolnie to zostaną tutaj, czy w jednej z licznych willi na Majorce.

Nie.

Owszem, część z nich chętnie wystąpi w spocie reklamowym kolegi ze szkoły podstawowej, który akurat kandyduje na prezydenta i ma zawsze mokre oczy. Owszem, niektórzy nawet zadeklamują pięknie konstytucję na filmiku na YouTube. Owszem, nawet Tuwima wyśpiewają i jego „Całujcie wy mnie wszyscy w dupę”. Raz na rok na Instagramie flagę wrzucą tęczową, albo czerwoną błyskawicę.

Odważni!

Tacy odważni milionerzy o ugruntowanej pozycji. Ale nigdy, przenigdy, nie pozwolą sobie zadać kilku pytań, nie staną przed dziennikarzem, nie odważą się wysłuchać pytania i na nie odpowiedzieć. Nie powiedzą co czują, co myślą. Nie przedstawią niczego, co wykracza poza kolorowy film na Instagramie, albo – jeśli pokolenie jest starsze – poza nucenie „Murów”. Realnie pomóc, pochylić się nad ludźmi – nie. Za to obrażać tych, którzy nie z naszej partii – zawsze!

KON-STY-TU-CJA. ZAN-ZI-BAR.

Albo jakiś bank ING, nie wiem nawet jak to skandować.

Wkurwiam się zawsze, że to puste takie. Że byle jakie. Że niemądre i nie dające żadnego pola do interpretacji, refleksji. I wtedy przypominam sobie o tym płomyku przepięknym. O pani Renacie Dancewicz.

Młodzi jej pewnie nie pamiętają, bo aktorka, żeby bywać zazwyczaj musi ukrywać swoją inteligencję. Musi smarować chleb pasztetem z kurcząt Profi i uśmiechać się do reklamodawcy. W „Klanie”, czy innym gównie powinna też wjeżdżać w puste, tekturowe pudełka. Występować w koszmarnych produkcjach TVP typu „Mistrz mowy polskiej” i deklamować Rotę Konopnickiej udając jednocześnie, że nie wie kim Konopnicka była i dlaczego ten pięknie uśmiechnięty minister nazwałby naszą poetkę kurwą, antypolską szmatą, nienormalną propagandzistką zboczenia.

Takie rzeczy musisz robić, gdy jesteś aktorką. No, chyba, że nazywasz się Dancewicz.

Wtedy po prostu możesz być sobą.

„Pani zdjęcia (…) wisiały w każdym warsztacie samochodowym, malarni proszkowej, u szklarzy, rymarzy, wszędzie, gdzie pracowali młodzi mężczyźni polscy. Miała więc pani okazję, by podsłuchać ich rozmowy” – zaczepia Renatę Dancewicz dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Bo wiecie, rozumiecie – ona jest ładna i w takim starym filmie „Pułkownik Kwiatkowski” można było oglądać jej piersi. I to ją – kobietę, hehe, śliczną – przecież definiuje.

Bo kobieta przecież z cycków się składa i służy do tego, by chcieć z nią teges, szmeges, fą fą fą – jak mawiał Michał Milowicz.

Oczywiście pan dziennikarz „Gazety Wyborczej” zwala od razu ten popęd, to uprzedmiotowienie pani Renaty na szklarzy, lakierników i rymarzy. Bo przecież Inteligent przez duże I nigdy na te cycki się nie gapił i nigdy fą fą fą mu nie było w głowie. Nigdy nie zacząłby rozmowy z kobietą od takiego tekstu. To przecież oni: robole, prole, karaluchy przebrzydłe.

Wiadomo, klasa niższa. Do tego jeszcze zresztą dojdziemy.

– Nawet jeśli coś słyszałam, nie docierało to do mnie i nie przejmowałam się. Lata 90. pamiętam jako chaos, energię, byłam młoda, często zakochana, zaczynałam dorosłe życie. Okres pierwszej „Solidarności”, potem czas przełomu zaczyna interesować mnie dopiero teraz. Wtedy korzystałam z tego, co ofiarowała mi polska zmiana, cieszyłam się, że pracuję w zawodzie, otoczona ludźmi, mam przyjaciół, mogę jeździć po świecie, zarabiać na siebie. Feminizm zaczął do mnie docierać w drugiej połowie lat 90. – odpowiada na zaczepkę pani Renata.

Na razie nic nie zapowiada burzy, choć ja wiem, że ona nastąpi, bo przecież znam ten płomień. I to, jak potrafi on nagle podpalić wszystko dookoła. Zupełnie mimochodem.

– Jakie są pani poglądy? – pyta dziennikarz.

– Nie podoba mi się tak wielkie rozwarstwienie, dzisiejsza reprodukcja systemu feudalnego. Nie znoszę, że jednym ludziom żyje się źle, czemu nie zawinili, a innym o niebo lepiej, na co niekoniecznie zapracowali. Nie podoba mi się, że tzw. Polska A może lekceważyć Polskę B. Że można mówić o innych wyższościowym językiem – odpowiada pani Renata, a ja znów się cieszę, że ktoś potrafi przebić się do mainstreamu z moimi myślami.

I wtedy się zaczyna.

Pani Renata ośmiela się – na łamach „Wyborczej”, której przecież nie jest wszystko jedno – skrytykować plan Balcerowicza. Mówi, że to od tego zaczęła się nierówność społeczna, że poza nawias wywala się nauczycieli i pielęgniarki, które chcą po prostu robić swoją pożyteczną robotę, zamiast być rekinami giełdy. Że nie każdy takim rekinem chce i może być. Że neoliberalny model państwa i Milton Friedman nie działa, że rabunkowy, dziki kapitalizm narobił nam sporo szkód, że ogromne zyski dla uprzywilejowanych kosztem ciągłego ubożenia ubogich nie mają sensu.

Jestem w siódmym niebie, bo pani Renata cytuje też z pamięci Slavoja Żiżka i mówi, że praca w kapitalizmie musi być wartościowa.

A co robi pan dziennikarz „Wyborczej”? No, wkurwia się na nią.

„To nie wina Balcerowicza i ludzi myślących jak on” – denerwuje się ten pan. „Balcerowicz robi za chłopca do bicia. Wszyscy po nim jeżdżą, zwłaszcza tzw. młoda lewica, zła jak osy, że Balcerowicz nie zostawił każdemu z nich mieszkania z kasą” – przekonuje.

Ani jestem młody, ani zły jak osa. Wkurwiony po prostu i stary jestem, a mimo to ja też nie załapałem się na pokolenie pana redaktora „Wyborczej”, który owszem – był w PRL w opozycji – ale teraz zajada się owocami tamtych czasów.

Tak jak pani Renata, ja też doskonale pamiętam czasy, które wychwala pan z „Wyborczej”. Pamiętam ojca, który pół mojego życia siedział na budowie u Niemca. Pamiętam wiecznie zmęczoną matkę, która liczyła jakieś cyferki za pensję gównokrajową. Pamiętam, że jako 14-latek popełniałem przestępstwo handlując pirackimi grami na ulicy Grzybowskiej i nadwyrężałem sobie plecy nosząc meble w firmach zaradnych, balcerowiczowskich przedsiębiorców, by mieć jakieś gorsze. Pamiętam, że jako dziecko kopałem fundamenty pod najsłynniejszą samowolę budowlaną w Polsce i myłem samochody na stacjach benzynowych. Pamiętam, że w szkole licealnej, po zajęciach jechałem 1,5 godziny do Józefowa na nockę w fabryce tworzyw sztucznych i wracałem z niej rano przez dwie godziny na lekcje, na których spałem.

Czy byłem przedsiębiorczym szczeniakiem neoliberalizmu, jak chciałby tego pan dziennikarz „Wyborczej”? Czy może byłem dzieckiem, które musiało pracować na czarno, by na moich plecach bogate, stare fiuty ułożyły sobie świat po swojemu?

Pani Renata mówi to zresztą dużo krócej niż ja. I oczywiście z większą klasą. – To wtedy zaczęła się nierówność – stwierdza.

A potem pani Renata znów mówi słowami, które tak wielu z nas ma przecież w głowie. „Wie pan, nienawidzę, kiedy ktoś mówi, że plebs sprzedał się za 500 +. To opinie głęboko niehumanistyczne, pełne pogardy. Wiele kłopotów współczesnego świata bierze się z nieuzasadnionego poczucia wyższości. Ktoś urodził się w dobrym miejscu, rodzice o niego zadbali, bo mogli i nagle mówi, że on trzyma fason, a plebs się sprzedaje”.

Pan dziennikarz, z cała siłą „Wyborczej” skandującej KON-STY-TU-CJA, oznajmia wtedy, że nie lubi słowa „plebs”. Taki on ludzki pan. Na określenie ludzi, których uważa za gorszy sort proponuje więc dobrotliwie określenie „klasa ludowa”.

On rozmawia z panią Renatą i kompletnie nie słucha, co ona do niego mówi.

To przecież kurwa jest nie do uwierzenia. Pawle Smoleński, dziennikarzu kochany. Piszę do ciebie ja – kolega z branży, tak się składa, że akurat z proletayatu. Z klasy ludowej – jak wolisz. Ty nawet nie zauważasz, co mówi twoja rozmówczyni. Ty nie widzisz tego swojego „nieuzasadnionego poczucia wyższości” jak z wrodzoną sobie łagodnością to gnojstwo określiła pani Renata. Ty pańskim gestem opierasz dłoń na swoim kamiennym ego i łagodnie mówisz, żeby takiego plebsu jak ja, pracującego własnymi rękoma, plebsem nie nazywać. Klasą ludową – proponujesz.

Dobry pan.

Nazywaj sobie kurwa jak chcesz.

Pani Renata na szczęście w tej rozmowie jest dużo bardziej powściągliwa niż ja i nie mówi panu dziennikarzowi wprost tego wszystkiego. Ona po prostu daje mu do zrozumienia to, czego on nie rozumie, bo przecież przed oczyma ma – hehe – cycki, teges, szmeges, fą fą fą.

– … albo „wyborców” – proponuje pani Renata i podrzuca nieklasistowski termin. Panu z „Wyborczej” podrzuca litościwie koło ratunkowe. On tego nie widzi i z niego nie korzysta, bo przecież pracuje w gazecie, która tak niedawno zamieściła rozmowę z jakimś facetem o tym, że w 2021 roku uważa się on za księcia. Księciunia Radziwiłła.

„No więc nie myślę, by wyborcy sprzedali się za 500 +” – oznajmia pani Dancewicz, która też zaczyna zdania od „więc”, więc uczucie we mnie buzuje tym większe.

„To było i jest skuteczne przekupstwo, natomiast podstawowy obowiązek państwa, czyli wspieranie ludzi uboższych, jest niepodważalny” – mówi pani Renata.

Co na to uprzywilejowany pan? „Tu nie ma między nami sporu” – oznajmia z książęcym gestem, by zaraz odsłonić swoje całkowite niezrozumienie. Z uporem forsuje pogardliwy termin „lud” – bo on do ludu się przecież nie zalicza. On – w przeciwieństwie do ludu – jest światły.

Bo wyobraźcie sobie, że te jebane proletariusze, ten lud, ta czerń o małpich mordach, jest po prostu „podatna na korupcję wszelkiego rodzaju”. Tak on mówi. Pan uprzywilejowany nie jest podatny. To wy, ta bezrozumna masa, podatni jesteście.

Co na to pani Renata? Ze spokojem oznajmia: – Nie oczekujmy od ludzi, którzy zarabiają mało, by głosowali na jakieś podniosłe ideały. Nie mają na to ani ochoty, ani czasu. W większości nie interesują się życiem społecznym i politycznym, bo muszą po prostu zadbać o siebie. Zachowują się racjonalnie.

Uprzywilejowany pan mówi wtedy o „korupcji moralnej” i „przekupstwie materialnym”. Znów ludzi uboższych od siebie odziera z godności, tumani, przestrasza.

No bo jak kurwa możesz być biedny? Jesteś po prostu leniwy. Ty nie chcesz iść ścieżką Niepokalanego Balcerowicza i księcia Radziwiłła. Ludem jesteś, klasą ludową, do łopaty zapierdalaj.

Leniu, biedaku antypolski. Widać, że dawno na Zanzibarze nie byłeś i w hotelu pięć gwiazdek nad stanem demokracji się nie umartwiałeś.

To wyżej to znów tylko moje nerwy, na szczęście pani Renata jak zawsze jest damą. – Człowiek uboższy nie jest głupszy, ale często gorzej wykształcony, więc nie ma narzędzi, jak się przed tym obronić. Ale skoro publiczna edukacja została zepchnięta na margines, bo szkoła kosztuje zamiast dawać zarobek, to jest jak jest. Prywatne szkoły dla bogatych nie stworzą wyedukowanego społeczeństwa. Prywatna służba zdrowie nie zapewni zdrowia Polakom. Goniliśmy za prywatnym zaniedbując publiczne, zupełnie jak w Stanach Zjednoczonych – mówi pani Renata, a ja uspokajam się na chwilę chłonąc to światło.

– Jak człowieka nazywają moherem, a w USA redneckiem, to chce odzyskać godność. Wyrzutek chce być młody, szczupły, bogaty, grać w golfa i mieć zauważony przez innych sukces. Kiedy nie ma, wybierze tych, którzy mu to obiecają – dodaje pani Renata Dancewicz

Pan dziennikarz mówi wtedy coś, przez co znów gotuje się we mnie. „Lud nosi w sobie złe instynkty” – oznajmia.

Wiecie, teges, szmeges, fą fą fą. Wy, prole pierdolone jesteście po prostu u gruntu zepsuci. Wy nie nadajecie się do niczego poza orką. Źli jesteście i nie chcecie po cichu zapierdalać na panów i dziękować im i kark zgiąć tak, jak pan Balcerowicz powiedział.

– Kiedy naprawdę się kogoś upokorzy, a o tym wie tylko upokorzony, wtedy atakuje, jest zdolny do rzeczy nieracjonalnych, staje się agresywny – tłumaczy spokojnie pani Renata.

Dziękuję za ten spokój.

Ale w końcu ten typek ją trochę wkurza.

– Pan znów z wyższością: lud i lud. Co to w ogóle jest? – pyta pani Renata.

– To ci, którzy razem z władzą wprowadzają mój kraj w nowe średniowiecze: zabobonne, wierzące w gusła, okrutne, mściwe, zaściankowe, prymitywne – odpowiada starszy, siwy pan z przywilejami i pełnym portfelem.

– Tak nie robi lud, tylko elity polityczne. A że ludzie wolą swojskość, a nie coś wyniosłego, wyższościowego, co w tym dziwnego? Trzeba się postarać, by zdobyć zaufanie, a nie tylko zadzierać nosa. Ruszyć tyłek z krzesła, bo samo się nie zrobi – mówi ona.

I na tym może skończę to omówienie wywiadu z panią Renatą Dancewicz.

Od zawsze pracuję w tym samym zawodzie co nadęty, napuchnięty i nabrzmiały pan z „Wyborczej”. I całe trzy razy miałem szczęście zaprosić tę kobietę na moje łamy. Za każdym razem jej wypowiedzi były okrojone, bo czas antenowy, bo miejsce, bo papier nie jest z gumy, bo trzeba jeszcze pokazać, jak jakaś pańcia liże pysk swojemu psu i – ohohoho! – ktoś w Ameryce zjadł 24 hamburgery na raz.

Dlatego, choć czepiam się Pawła Smoleńskiego i „Gazety Wyborczej”, jestem im wdzięczny, że tym razem pani Renata miała więcej czasu, by mówić.

Niech takie Renaty mówią jak najwięcej i jak najdłużej.

Bo jeśli one nie przemówią, to nic się tu nie zmieni. A takie Pawły i inne księciunie wciąż będą nas zaganiać do łopaty.

Jakby ta łopata, to było kurwa coś złego. Spróbuj Pawle czasem. Polecam.

 


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.


52 Responses

  1. „Terapia szokowa” Balcerowicza to była klęska. Prof. Sachs już zdążył nawet pokajać wyznając, że był w błędzie.

    Co mniej kumatym……: https://en.wikipedia.org/wiki/Balcerowicz_Plan

    szczególnie polecam tabelki. Jedyny „sukces” to był wzrost PKB – ale jak wiemy polityki nie prowadzimy dla PKB tylko dla dobrostanu ludzi. „Przypływ, który podnosi wszystkie łodzie w porcie” już dawno robi za wic w kabaretach.
    Balcerowicz jedynie przetłumaczył „”Shock Therapy” na język polski. To jeden z niewielu przypadków kradzieży własności intelektualnej, którego tak ostentacyjnie nie ukarano…:-)
    I tak przez dziesięciolecia Balcerowicz robi za ekonomicznego „mózgowca” dla cfanych bezmózgów.
    Choć reprezentuje ten sam poziom.

    1. Jako bardziej kumaty to może wydobędziesz z tego tekstu te kajania Sachsa i zacytujesz, bo ja jakoś nie widzę. Widzę za to takie cytaty:
      1) Similar reforms were made in a number of countries.
      2) In late December the plan was approved by the International Monetary Fund. The IMF’s support was especially important because the national debt in various foreign banks and governments reached an amount of US$42.3 billion (64,8% of GDP) in 1989. The IMF granted Poland with a stabilization fund of US$1 billion and an additional stand-by credit of US$720 million. Following this the World Bank granted Poland additional credits for modernization of exports of Polish goods and food products. Many governments followed and paid off some of the former Communist debt (about 50% of the sum of debt capital and all cumulated interest rates to 2001).

      Angielska język trudna język, co?

      Te przypadki kradzieży własności intelektualnej to o czym konkretnie mowa? Może jakieś linki do źródeł? Tylko tym razem włącz se tłumacza, żeby nie było przypału

      1. https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/802081,jeffrey-sachs-pomyslodawca-terapii-szokowej-w-polsce-ja-tylko-doradzalem.html

        Sachs jako socjal-demokrata………nie bawi??

        Ja wiem kolego, że nie wszystko łapiesz……..ale za resercz to ja kasę biorę………
        I tak już całkiem serio – choć anegdotycznie. Wiesz, że Ceska Zbojovka kupiła colta 1911??

        https://www.rp.pl/Przemysl-Obronny/302129914-Czesi-kupuja-legendarnego-producenta-rewolwerow-Colt.html

        jak oni sobie dali radę – tłumoczku – bez Balcerka????

        1. i jeszcze jedno – podpierając się cytatem bez podania żródła wyczerpujesz znamiona plagiatu – czyli kradzieży wartości intelektualnej – złodziejaszku…..cbdu

        2. Ja też za research biorę kasę, tylko mój research polega na czytaniu źródeł związanych z tematem, a Twój chyba tylko na linkowaniu (BTW, cytaty w komciu powyżej były z Twojego własnego linka, tłumoczku).
          No więc ja czytam to co linkujesz mój niby-kumaty przyjacielu i dalej tych kajań nie widzę, więc dalej czekam na te cytaty. Albo nie, odpuść sobie, bo ja widzę, że ty jesteś jeden z tych, co to „pozdro dla kumatych” rzucają w świat w parze z jakimś debilnym przesłaniem i sądzą, że kogoś tym wpędzą w kompleksy.

          1. W ogóle ciekawy ten wywiad z Sachsem, szkoda, że już dosyć stary. Koledze kumatemu zamiast masturbować się komciami jełopów pod tym wywiadem polecam zestawienie go z innymi „procesami” zachodzącymi w tamtym czasie, np. z tym: https://pl.wikipedia.org/wiki/Fundusz_Obs%C5%82ugi_Zad%C5%82u%C5%BCenia_Zagranicznego

            To trochę tłumaczy dlaczego Sachs w pewnym momencie mówi: Co do zaciskania pasa, to… Uważam, że zaciskanie pasa ma związek z tym, jakiej długości jest ten pas.

  2. @borsuk, widzę co chciałeś przekazać. I co dostrzega, jako jedna z niewielu osób, które odniosły sukces, Renata Dancewicz, i chylę czoła.
    Moze pomoże niektórym w zrozumieniu tego, co się stało, jak pokażę to samo jeszcze innymi słowami.
    Słowami Bertolda Brechta:

    https://m.youtube.com/watch?v=rYwQ4G7VUeQ

    Bo jak tylko ludziom się coś w życiu uda-zmienia się im perspektywa, i tracą empatię wobec tych, co mieli mniej szczęścia, co popełnili w kluczowym momencie życia jakiś istotny błąd…

    1. Zaprzeczasz sam sobie w swojej wypowiedzi. Skoro, dostrzegła to Renata Dancewicz, która odniosła sukces, no to, czy można uogólniać, że zmienia się perspektywa wszystkim, którzy odnieśli sukces?
      I jeszcze jedno: po raz kolejny ktoś uzależnia sukces od szczęścia, nie od pracy, wytrwałości i wysiłku… Kompletny bullshit. Owszem, są tacy, co stracili empatię, ale to świadczy tylko o ich niskiej wartości. Ale jest też cała masa ludzi sukcesu, bezinteresownie i po cichu pomagająca innym. Mało o tym słyszycie, bo pomaga się od serca a nie dla rozgłosu.

  3. Doczytałem do tego fragmentu i robię przerwę:

    „– Z grubsza lewicowy mainstream. Nie podoba mi się tak wielkie rozwarstwienie, dzisiejsza reprodukcja systemu feudalnego. Nie znoszę, że jednym ludziom żyje się źle, czemu nie zawinili, a innym o niebo lepiej, na co niekoniecznie zapracowali.”

    Pani Renato, a co z tą większością, która żyje lepiej bo ZAPRACOWAŁA? Bo po szkole średniej łączyła pracę ze studiami? Bo od lat zapierdala po 10-12h na dobę, inwestuje w siebie, dokształca się itd.?
    A co z tą rzeszą „wykluczonych”, którzy przy pierwszym potknięciu opuszczają ręce i siadają i zaczynają „mainstreamowo lewicowo” płakać za państwem socjalnym? Część z nich może i nie zawiniła, i tym należy się pomoc – ale większość to ludzie, którzy z pasożytowania na socjalu zrobili sobie sposób na życie, bo tak jest im po prostu wygodnie. Urządzili się w dupie, z której większość dałaby radę się wygrzebać – gdyby tylko CHCIAŁA.

  4. Tym razem uproszczenia i urawniłowka – poszły za daleko. Pani Dancewicz jest fajna, ale równie fajni są: Stuhr, Ostaszewska, Seweryn, Janda, Jakubik, Segda, Gajos, Buzek, Radziwiłłowicz, Bela… itd. itp. Ja też jestem fajna, bo niczego nadzwyczajnego w życiu nie osiągnęłam (co wg Borsuka jest zaletą, za którą stoi martyrologia). P.S. To jednak fajnie, ze niektórzy fruwają daleko i wysoko. Może reszcie też się uda.

  5. To chyba nie do końca tak. W każdej grupie społecznej jest pełne spektrum osobowości. Polaka cebulaka można spotkać zarówno wśród plebsu jak i prezesów firm. Wrzucanie wszystkich do jednego worka jest krzywdzący. Nie każdy człowiek z „ludu” to leń, obibok i kombinator. Nie każdy prezes, czy manager to wyzyskiwacz i „pan” pełną gębą. W którymś komentarzu wyżej napisano, że nie było instrukcji obsługi w latach 90. Nie było. Byliśmy zapatrzeni w magiczny zachód z lat 80, który swoją drogą był chyba najbardziej ludzkim kapitalizmem i amerykański sen od pucybuta do milionera był możliwy. Transformacja była bolesna. Ale gospodarka planowa PRLu to była czysta patologia. Nikt nie miał wtedy szklanej kuli, zeby przewidzieć przyszłość. Wszyscy rzucili się zarabiać, gonić zachód. Wydawało się, że podniesienie poziomu życia zapewni szczęście. Rodzice w pracy, żeby dzieci miaływszystko to czego oni nie mieli, wypruwali z siebie żyły. Błyskawiczne kariery i fortuny. Jeśli komuś się wydaje, że klasa średnia czy klasa wyższa nie zapłaciła za dobrobyt to jest w mylnym błędzie, jak mawia klasyk. Zapłacili więzami rodzinnymi. Wbrew pozorom to koszt nie widoczny od razu, ale rozciągnięty w czasie i mający bardzo poważne skutki dla wszystkich.
    Do tego wszystkiego doszła rewolucja cyfrowa i załamania ekonomiczne. Poprzednia rewolucja (przemysłowa) i poprzedni kryzys (Wielki kryzys) kosztowały ludzkość 2 wojny światowe. Nie wiemy w którą stronę iść, bo potrzebny nowy kierunek, a nikt nie ma pomysłu. Stary ład obawia się nowego, co jest naturalne, i zrobi wszystko by zapobiec zmianom.
    Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to co zrobiliśmy źle, to zaniedbaliśmy edukację. Trzeba było uczyć ludzi myśleć (myślacy obwatel to koszmar każdej władzy), ale inwestowanie w edukację daje wyniki po 20 – 30 latach. Żadna władza nie mysli w tak dalekosiężnych kategoriach. Rozumiem lewicowy zachwyt ludem, ale to lud myślący, szlachetny, któremu brak jedynie wykształcenia. To nie swojak, cebulak który przy naprawie samochodu wytnie katalizator, a opony wymieni na stare bo wykształciuch i tak się nie połapie, a poza tym go stać. To nie cebulak który swoją10 letnią beemkę parkuje na 3 miejscach postojowych, bo tak (sam jeżdżę 13 letnim Peugeotem, żeby nie było).
    EDUKACJA. Praca u podstaw. A owoce będzie widać za 2 pokolenia.
    A z tym brakiem szacunku czy upokorzeneim to też nie taka prosta sprawa. Mnie uczono, że na szacunek to trzeba sobie zasłużyć. A upokorzony mogę się poczuć bo ktoś na mnie patrzy. NIE GAP SIĘ, chcesz w ryj? I wracamy do początku. EDUKACJA. Tylko tak można niwelować różnice, i próbować zrównać start społeczny dla wszystkich, ale nigdy, przenigdy to się nie uda w pełni. Dziecko prawników, będzie iało większe szancse być prawnikiem niż inni bo będzie tym nasiąkać w domu. Dziceko muzyków, będzie słuczhać muzyki od poczęcia i pewni grać na jaimś instrumencie zanim zacznie mówić. Niesprawiedliwe?
    Za niesprawiedliwe uważam, że doszedłem ciężką pracą tu gdzie jestem. Koledzy z podstawówki palili i pili, a ja się uczyłem. Koledzy z liceum imprezowali, a ja się uczyłem. Koledzy na studiach imprezowali, a ja się nadal uczyłem. Oddaję państwu gigantyczny procent moich zarobków i pieniądze te nie trafiają do potrzebujących. Do prawdziwie potrzebujących, a nie tych co to im na browara brakuje, albo są na wieczje rencie na kręgosłup podczas gdy człowiek bez nóg musi się stawiać w ZUSie bo może mu nogi odrosły.
    Ma ktoś jaja by posprzątać w tym kraju? Niezbyt. Lewica zabierze bogatym (Zarabiasz uczciwie 15 brutto miesięczne to ho ho ho i hur dur – złote klamki w domu!) i da biednym. Narodowi socjaliści? To samo. A może popatrzeć kto powinien być faktycznie na rencie, a kto nie? Kto płaci ZUS, a kto nie? To byłaby afera! Ci prawdziwie bogaci i tak nie płacą. Ci biedni nie płacą bo z czego mieliby płacić. Za to każdy kto próbuje osiągnąć cokolwiek to zaraz zapłaci. Ma firmę! Bogacz!
    Plebs – brzydko i niehumanistycznie? I owszem. Trzeba to zmienić, żeby ludzie nie tyrali za miskę ryżu? – absolutnie tak. Dystrybucja dóbr w globalnym świecie jest z dupy? – zgadza się. Zabrać bogatym i dać biednym? – była już taka próba. To się nazywało komunizm i nizebyt wyszło. Pisałem już o edukacji?
    Wiem nieskładnie, ale, jak to mówią ulało mi się.
    Zdrowia życzę.

  6. Nadymane, puste jak bęben celebrytki robiące żenadę vs. ludziki, które za swoje chujowe życie obwiniają cały świat. Kretyni kontra kretyni.

    Szkoda tylko, że przez nich po dupie dostają zarówno ci, którzy uczciwie się czegoś dorobili (a.k.a. „jebane bogole, złodzieje i neolibki”), jak i ci, którzy mają w życiu pod górkę i potrzebują wsparcia (a.k.a. „patusy z Polski B”).

  7. Nie można wrzucać do jednego wora wszystkich, którym się nie udało. Bo są ludzie, którzy chcieli, i są lidzie którzy mieli to w dupie.
    Czasy Balcerowicza były bardzo złożone i naprawdę, nie wolno tego tak ostro stawiać jako sukces czy porażka kogoś, komu się udało/nie udało.
    Jak cię lubię Borsuk, bo gadasz naprawdę do rzeczy, to w tym arcie popłynąłeś. A niektórzy komentatorzy to żal mówić.

  8. Przyznam, że ceniłem mocno ten blog za niby oczywiste, ale jednak rzadko zauważane stwierdzenie, że staliśmy się jako naród dwoma armiami napierdal…jących się partii. Ceniłem za to, że potrafił powiesić psy na jednych jak i na drugich – faktem bezspornym jest, że obu stronom się należy i nie wnikajmy komu bardziej.
    Lampka ostrzegawcza pojawiła mi się przy poprzednim wpisie – konkretnie po pojechaniu po Kaziku za tą deklarację odnośnie niewykluczania niezaszczepionych. Czyli wg gospodarza to jest tak, że jak się „plebs” nazywa plebsem i traktuje per noga to plebs się słusznie wkurwia i głosuje na tych, którzy chcą dokopać bogatym (i to jest OK), natomiast jak się foliarza nazywa foliarzem to należałoby oczekiwać, że spłonie ze wstydu i się w te pędy poleci zaszczepić, żeby „nie stwarzać zagrożenia”, tak? Przyznam szczerze, że mi się zawsze taka częściowa ślepota dziwna wydawała. Bo jak jesteś inteligentny na tyle, żeby zauważyć dany problem w jednej sytuacji to chyba powinieneś zauważyć analogiczny problem w drugiej. A problem wbrew pozorom jest taki sam – i partie polityczne i podejście do szczepionek/pandemii to są poletka, które mają nas podzielić. Podział na 2 naparzające się grupy to było za mało, więc teraz jest podział na 4. Tamten zwalczałeś, ten, widzę, popierasz.

    Odnośnie tego wpisu: szanuję wrażliwość społeczną, szczególnie wśród ludzi nazwijmy to w uproszczeniu „sukcesu”, bo tam faktycznie nie jest to częsta cecha. Czy powinniśmy się jako społeczeństwo cechować większą wrażliwością? Bezsprzecznie, chociaż, tak jak napisała komentująca wcześniej – ta wrażliwość i tolerancja powinny działać w obie strony (rzygać mi się chcę jak czasami słyszę lub czytam, że ktoś pracuje na Porsche szefa – jest na to prosta rada – można założyć swoją działalność i pracować na swoje, no przynajmniej do niedawna było to dość proste – komuniści jak wiadomo własność prywatną tępią, więc jest coraz trudniej). Mrzonką jest pogląd, że kopiący doły będzie zarabiał tak jak ten, kto to kopanie organizuje, nauczyciel będzie zarabiał tak jak coach biznesowy, a pielęgniarka tak jak dyrektor szpitala – nawet w komunie tak nie było i w żadnym państwie na świecie tak nie jest. Tak, powinni zarabiać więcej, powinni zarabiać godnie, w szczególności nauczyciele (bo od nich zależy przyszłość tego kraju) i pielęgniarki (bo to one zaraz się będą nami wszystkimi zajmować). Ale jakby kopiący doły miał zarabiać tak jak szef firmy, która go zatrudnia to wszyscy woleliby na końcu kopać doły i nie byłoby nikogo, który by powiedział jak kopać.

    Jeszcze ostatnie słowo odnośnie Balcerowicza – w sumie mało znaczące, bo to przeszłość i może w ogóle nie warto się o nią spierać – w 1990 nie było internetowych tutoriali jak przejść z gospodarki sterowanej centralnie do rynkowej, z cen urzędowych do gry popytu i podaży, jak z zapóźnionego dziesiątki lat gospodarczo kraju bez szczególnych bogactw mineralnych zrobić we w miarę krótkim czasie normalną europejską gospodarkę. Dlatego śmiać mi się chcę jak teraz, 30 lat później, 17 lat po otrzymaniu olbrzymich funduszy UE bez których bylibyśmy pewnie dziś na poziomie takiej Bułgarii max, „eksperci” się wypowiadają co należało zrobić. „Eksperci” żyjący w zupełnie innych uwarunkowaniach politycznych i gospodarczych i wiedzący co się przez te 30 lat zdarzyło. „Ekspercie”! Z taką wiedzą marnujesz się pisząc/wygłaszając komentarze o Balcerowiczu – ekonomia i rynek stoją przed Tobą otworem – udowodnij, że jesteś lepszy od Profesora!

    1. W punkt!
      Dodałabym jeszcze, że tylko w Polsce tak upadla się ludzi sukcesu, że aż głupio się do niego przyznać.
      W Niemczech, gdzie mieszkałam 5 a mój mąż 11 lat, nikt nie powie, że ludzie sukcesu nakradli lub wzbogacili się wyzyskując swoich pracowników (!) Tam serio się ich szanuje, bo wiadomo, ile trzeba wyrzeczeń, poświęceń, nauki i stresu, by osiągnąć sukces. Mniejszy lub większy.
      Niestety, komunizm jak widać tkwi mocno nawet w kolejnych pokoleniach. A PiS to podsyca. Tak wielu tęskni za komunizmem: trzynastki, piętnastki, wczasy i kolonie „za darmo”. Państwo z kartonu. Nadal. I, jak widać po niektórych komentarzach, nie prędko się z tego wygrzebiemy.

      1. Hmm, pomyślmy, dlaczego w Niemczech tak się nie mówi…

        Czy jest tak 
        a) dlatego, że w Niemczech jest taki niesamowity szacunek do przedsiębiorców
        czy może
        b) dlatego, że w Niemczech masz sprawnie działającą inspekcję pracy, silne związki oraz szereg innych rozwiązań które sprawiają, że wyzysk pracowników jest skrajnie utrudniony, więc nie za bardzo jest opcją?

        Jak sądzisz, o co tu może chodzić? 😀

        1. Dodaj do tego fakt, że w Niemczech nie ma takiej przepaści pomiędzy zarobków pomiędzy pracownikami a pracodawcami, a przeciętny restaurator zarabia jak jego kolega urzędnik i obrazek jest pełny i czytelny.

          1. Jakiś przykład poproszę. Odnośnie podobieństwa zarobków pracowników i pracodawców oczywiście. Bo to że przeciętny restaurator zarabia jak urzędnik (albo i niżej) to jest już i w Polsce. Głównie dzięki tym drugim…

        2. Sądzę, że jedno i drugie. Czy chu…owo działająca inspekcja pracy w Polsce i uwikłane w polityczne gierki związki zawodowe są winą przedsiębiorców? Jak sądzisz?

          1. Wybacz, ale jakiekolwiek próby regulacji (nadal dzikiego) rynku pracy w Polsce kończą się dzikim wyciem o komunizmie, stalinizmie i rozkułaczaniu. Nie twierdzę, że wszystkie te lamenty są inicjowane przez lobby skupione wokół BCC, ale litości, nie biorą się znikąd.

            I o ile mogę zrozumieć to, że Balcerowicz się pomylił (bo nikt w 89 nie miał kryształowej kuli), to jego upór w powtarzaniu dawno skompromitowanych kłamstw jest dla mnie wystarczającym powodem żeby ssssss…obie poszedł.

            1. Aha, czyli już zbaczasz z tematu i przykładów nie podasz? Może przykład jakiejś próby „cywilizowania rynku pracy” i wycia ze strony BCC? Czy też tak se napisałeś?

              Inna kwestia to czy wszystkich przedsiębiorców należy utożsamiać z BCC i ich za grzechy tegoż obwiniać? Znam przynajmniej paru, którzy BCC mają w dupie z wzajemnością. A zmierzając do meritum – nie znam w Polsce organizacji, która dbałaby o interesy wszystkich przedsiębiorców (w tym samozatrudnionych), więc przypisywanie tutaj jakichś win ma taki sam sens jak obwinianie wszystkich lekarzy o stan służby zdrowia w Polsce – w końcu wszyscy dotychczasowi ministrowie zdrowia byli lekarzami…

          2. Macie chyba nieco mylne pojęcie na temat warstw społecznych w Niemczech. Narosły całe stereotypy, jak to w Niemczech wszystkim pięknie się powodzi. Otóż nie. Rozwarstwienie jest ciut podobne jak u nas, z taką różnicą, że jest dużo mocniejsza klasa średnia i całkiem spora klasa bardzo majętnych ludzi (wiadomo, mieli dużo więcej czasu, by dojść do dużych majątków, czasami przekazywanych z pokolenia na pokolenie). Ale… nadal jest całkiem spora klasa ludzi ubogich, bardzo często korzystających z pomocy społecznej. Fakt, że jest dużo lepsza niż w Polsce, ale to nie umniejsza faktu, że są to ludzie, których stać na zapewnienie jedynie podstawowych potrzeb.
            Poniżej porównanie zarobków. Oczywiście, nie wolno zapominać, że życie w Niemczech jest dużo droższe niż w Polsce A średni zarobek na poziomie 2000 EUR to baaardzo niewiele. Sam czynsz z najmu mieszkań (najpopularniejsza forma) pochłania większość tej kwoty.
            https://de.statista.com/themen/293/durchschnittseinkommen/

          3. PIP jest od lat utrzymywana w stanie nieprzydatności prawnej przez polityków reprezentujących interesy przedsiębiorców. Podobnie jak Inspekcja Handlowa.

            Skuteczność związków zawodowych została zapewniona przez ekipę Mazowieckiego i Kuronia: przyjęto ustawę czyniącą nielegalnym jakikolwiek strajk inny niż ku poprawie zarobków w danym zakładzie pracy. Nie można więc legalnie strajkować solidarnościowo w ramach protestu wobec traktowania podobnym sobie w innym zakładzie pracy. Przyjęto też przepisy umożliwiające reprezentację pracowników przez WIELE związków w dużych zakładach- w ten sposób pozwolono na walkę pomiędzy związkami i możliwość rozgrywania związków przez pracodawców.

            Więc tak: zarówno nieskuteczność PIP i anarchistyczny styl związków zawodowych w wielkich zakładach pracy to JEST ROBOTA przedsiębiorców (zrobili to politycy w ich interesie).

  9. Zarówno jedna jak i druga strona to skrajności. Brakuje nam, jako społeczeństwu w całości, złotego środka. Zniknęło, żyj i daj żyć innym. Zastąpiło to hasło inne, kto nie z nami ten przeciwko i jebudu kamienie, pałki meczety i święte oburzenie, że ktoś może mieć inne zdanie.

    1. Idealnie w punkt. Na tym w zasadzie należałoby zakończyć dyskusję.

    2. Nie, nie mamy tu „skrajności jednej i drugiej strony”. Mamy jedną skrajność i drugą normalność, a jeśli okno overtona przesunęło Ci się tak, że wypowiedzi p. Renaty wydają Ci się skrajnością… To może warto trochę nadrobić tego jak wyglądają standardy na świecie, bo one naprawdę są nawet nie tyle przy niej, co jej tu przytoczone podejście do nich jest dość delikatne.

  10. No, nie… tym razem się nie zgodzę. Stereotypy działają w obie strony, że ci bogaci, co mają kasę to się dorobili na plecach biednych dzieci, takich jak Pan dziennikarz i, że się im nie należy, że jednym jest teraz dobrze, bo mieli łatwiej, bo wszystko im dali bogaci rodzice No, to ja się teraz wkurwiam! Moi rodzice w latach przełomu byli zwyczajnymi ludźmi. Tata pracował w fabryce. Potem go wywalili za „Solidarność” i dorabiał sobie w maleńkim zakładzie usługowym i handlował na rozkładanych łóżkach. Mama zajmowała się mną i bratem. Nie przelewało się nam. Nie głodowaliśmy, owszem, ale starczało, jak większości, od 1-go do 1-go. Od dziecka miałam głód czytania, wiedzy i świata. Już w 7 klasie zaczęłam uczyć się j. niemieckiego w lokalnym domu kultury, bo w szkołach uczono tylko rosyjskiego. Kiedy zaczęłam studia (germanistyka) był ten słynny moment przełomu. Nagle zagraniczni inwestorzy mogli otwierać swoje firmy w Polsce. Nagle zaczęli być potrzebni ludzie np. z dobrą znajomością niemieckiego. Studiowałam na 3 roku, gdy uśmiechnął się do mnie los. Znaleźli mnie ludzie z wielkiej niemieckiej fabryki. Zaczęłam pracować na pełen etat jako tłumaczka, studiując w normalnym, dziennym trybie. Moi znajomi studenci śmiali się, że nie mam czasu na to zwykłe, wspaniałe, studenckie życie. A mnie pochłonęła fascynująca praca z fascynującymi ludźmi. Po roku pracy jako tłumaczka, zaczęto mi zlecać prace reklamowe. Nie było jeszcze wtedy studiów marketingowych. Nie było ludzi od reklamy. Po raz kolejny uśmiechnął się do mnie los a może ktoś tam wysoko, z tych nieczułych i okrutnych bogaczy dostrzegł, że mam potencjał, że tak ciężko pracuję i na dodatek studiuję, więc dał mi znów szansę. Wyjechałam uczyć się marketingu i reklamy do głównej siedziby firmy, do Niemiec. Nadal studiując a potem już pisząc pracę magisterską, na co któryś weekend zjeżdżając do prywatnego domu mojej promotorki. Dziś nie wiem, jak dałam radę to wszystko pogodzić. Moi znajomi studenci, tak cudownie się bawiący, skończyli w recepcjach hoteli i wiejskich szkołach. Ja, po latach intensywnego życia i godzenia studiów z pracą, doszłam do niezłego statusu. Mój mąż miał podobne doświadczenia, z tym, że jego sukces był jeszcze większy. Stał się szefem wielkiej niemieckiej firmy. Jego rodzice byli prostymi, zwykłymi ludźmi z mazurskiej wsi. Tak w skrócie, bo nie wiem, na ile mam tu miejsca.
    Dochodzę już do sedna. Nikt nam nic nie dał! Nie mieliśmy bogatych ani ustawionych rodziców. Znaleźliśmy się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Pracowaliśmy z pasją, zaangażowaniem, bo sprawiało nam to prawdziwą przyjemność. Nawet początkowo kosztem rezygnacji z uciech życia studenckiego. Uczciwością i ciężką pracą dorobiliśmy się niezłego statusu materialnego. Dlatego wkurwiam się strasznie, gdy ktoś pisze takie bzdury! Dlatego wkurwiam się, gdy „plebs” mówi, że bogaci to mają, bo nakradli!
    Wyziera z Ciebie, i z wielu innych, nienawiść do bogatych ludzi. Ta polska, czysta zawiść. Najlepiej siedzieć na dupie i zazdrościć.
    Lata 90-te, ten słynny przełom, dały szansę wielu ludziom. Jeśli ktoś nie bał się ryzykować, zapieprzał i dokształcał się, to teraz zbiera tego owoce. Znam wiele takich osób, np. sąsiad, który zaczął produkcję makaronu w garażu domu. Robili go sami z żoną. Dniami i nocami. Dziś mają wielką firmę i zatrudniają wiele osób. Inni zaczynali z drukarnią reklamową. Też w garażu. Dziś mają wielką halę i dają pracę kilkudziesięciu osobom. Ach, ci obrzydliwi bogaci, którzy dostali kasę od rodziców, resztę nakradli a dziś uciskają biednych! (sarkazm) Uwierz mi, że takich jest większość. W latach 90-tych ryzykowali wszystkim, co mieli. Zapieprzali 24h/24h. Po kilkudziesięciu latach faktycznie zaczęli zarabiać większe pieniądze. A wy im teraz mówicie, że im się nie należy.
    I nie jest tak, że ludzie bogaci gardzą „plebsem” np. za 500+. Wielu ludzi z tego rzeczywiście i z uzasadnieniem korzysta. Wielu ludzi jest biednych nie ze swojej winy. Ale gardzę ludźmi leniwymi i zawistnymi, którzy wyciągają ręce po kasę, „bo im się należy”.
    Ech, długo by pisać…

    1. Nikt nie mówi, że za ciężką pracę się ‚nie należy’, i że wszystkim po równo. Ale w sukcesie jest też element szczęścia, które nie każdy ma. Nie jest bez znaczenia inteligencja (albo talent sportowy/uzdolnienie, co kto woli). Bo nie wszyscy mamy równe szanse. Chodzi o korektę systemu, który – co do zasady – nie działa źle. Ale mógłby działać lepiej.

      Mógłby działać tak, że pielęgniarki i nauczyciele nie musieliby być ginącymi gatunkami, jak teraz (średnia wieku 50+ i rośnie…). Że rodzice niepełnosprawnych muszą organizować zbiórki, bo Państwo nie wyciągnie do nich ręki. Że emeryt nie musi wybierać między jedzeniem a lekami. Po prostu w którymś momencie wszyscy przestaliśmy się starać, żeby jutro było wszystkim, a zwłaszcza najsłabszym, trochę lepiej. Może się jeszcze opamiętamy.

      Tak, pewnie oznacza to wyższe podatki dla Pani i dla mnie. Też bym chciał, żeby dało się inaczej. Jak ktoś wymyśli, jak – z całą pewnością będzie się im należało bardzo dostatnie życie.

      1. Tak, oczywiście, że szczęście też jest składnikiem sukcesu. Tych składników jest naprawdę wiele. Szkoda tylko, że dziennikarze i komentujący zwykle skupiają się na rozwarstwieniach społecznych, podkręcając nienawiść do bogatszych (unikam słowa bogatych, bo tych jest naprawdę mało). Dzięki swojej pracy poznałam naprawdę obrzydliwie bogatych ludzi, ale nigdy im nie zazdrościłam. Nie myślałam, że powinni mi też oddać trochę, że to niesprawiedliwe, że oni mają tak dużo a ja tak niewiele. Widziałam, ile pracy kosztowało ich dojście do swojego majątku i, że jeśli też chcę żyć na lepszym poziomie, to muszę wziąć dupę w troki i zasuwać, uczyć się, dokształcać, zdobywać doświadczenie. Zawiść nie daje szczęścia. Trzeba się cieszyć tym, co się ma. Nie każdy ma to szczęście i szansę, ale czy wtedy trzeba swoje niepowodzenia wylewać na innych?
        Proszę mi wierzyć, że szczerze cierpię nieszczęściem chorych, żebrzących o kasę na operacje ratujące życie (skandaliczne dla Państwa!), że uważam, iż pielęgniarki powinny lepiej zarabiać. Zresztą każdy, kto pracuje uczciwie powinien uczciwie zarabiać. Tylko, przy działaniach kolejnych rządów, zwiększających coraz bardziej nasz dług publiczny, jak to zrobić?
        System równego traktowania już przerabialiśmy. Obserwuję z przerażeniem powrót na świecie do idei socjalizmu. Wróć! Mówmy otwarcie: komunizmu. W Polsce już to mamy: czy się stoi, czy się leży, 500+ się należy. Tylko proszę zapytać firm, jakie mają kłopoty, by znaleźć ludzi do pracy.
        A co do podatków: proszę sobie sprawdzić, ile już oddają tzw. lepiej zarabiający.
        System jest zły. Absolutnie! Tylko ten zły system nie jest winą pracujących bogatszych. Ten system jest winą rozpasanej kasty politycznej. Za to się lepiej weźcie: od rządu po samorząd.

        1. Sorry, ale zwalając wszystko na polityków (którzy, nota bene, z jakiej klasy się wywodzą?), broni Pani tylko swojego przywileju (zapracowanego czy niezapracowanego).

          W Polsce zamożne osoby płacą proporcjonalnie niższe podatki niż biedni. To niby jest uczciwe? Już nie mówiąc o tych naprawdę najbogatszych, którzy, jak się okazuje, często nie płacą podatków w ogóle.

          Pisze Pani, że pielęgniarki (wynagradzane z budżetu) powinny zarabiać więcej. Jak to zrobić, nie zwiększając obciążeń publicznych, zwłaszcza zamożnym, którzy mają je niższe?

          Ciekaw też jestem, co ma dług publiczny (który w Polsce jest stosunkowo niski) do pensji Polaków.

          No i skończmy z tym straszeniem komunizmem. Podatki to nie jest żaden komunizm, to jest podstawa funkcjonowania cywilizacji. A podatki progresywne (im więcej masz, tym stosunkowo więcej płacisz), są wyraźnie starsze niż socjalizm i postulował je nawet patron liberałów Adam Smith.

          1. Jak zrobić, żeby pielęgniarki dostawały więcej pieniędzy bez dodatkowych obciążeń budżetowych? Bardzo prosto, dawać mniej innym, mniej potrzebnym branżom, np. klerowi czy górnikom. Nie wydawać miliardów na absurdalne projekty typu megalotnisko, przekop, czy WOT. Skończyć z KRUS-em. To powinno wystarczyć dla pielęgniarek i jeszcze dla nauczycieli coś zostanie.

    2. Tym razem również zgodzę się z Panią – nie zgodzę się pierwszy raz z autorem. W Pana tekście tym razem jest za dużo emocji i za mało merytoryki. Rzeczywistość bywa naprawdę złożona.

    3. Wybacz, ale bredzisz, Alexis. Miałaś po prostu bardzo, bardzo dużo szczęścia. Jak ja kurwa nienawidzę tej jebanej boomerskiej hagiografii. Żywoty Świętych Kapitalizmu. Dzięki, było.

      Ad meritum: to co osiągnęłaś to był zbieg okoliczności, który przytrafił się we właściwym momencie i to nie tak, że to przewidziałaś i zadziałałaś. Miałaś szczęście. Gdybyś próbowała powtórzyć swoją „oszałamiającą” „karierę” kilka lat później to może byś wyciągnęła średnią krajową, a gdybyś to zrobiła dzisiaj, to byś dalej mieszkała u mamusi i robiła na śmieciówce głosując na PiS.

      Więc wybacz, że nie padnę na kolana z uwielbieniem i nie postawię Twojej historii na prywatnym ołtarzyku. Żaden to sukces, jeśli nie da się go powtórzyć.

      A jeśli chodzi o te garażowe Januszexy – przetrwały tylko te, które potrafiły upodlić pracowników. Bez tego zawsze trafił się ktoś bardziej bezwzględny i okrutny, który był w stanie sprzedawać taniej, szybciej, lepiej.

      Więc wiesz, urzekła mnie Twoja historia i tak dalej.

      1. tak, tak… powtarzaj te pisowskie frazesy o wyzysku ludzi. Ja ci mogę opowiedzieć z drugiej strony o fantastycznych pracownikach, co to, wiesz, Polak potrafi, a to krany powynosili z socjalnych budynków/ pryszniców, co im ten podły szef postawił, żeby śmierdzący nie wracali do domów po pracy, a to tylną furtką wywozili towar, by sprzedać na lewo itd. itp.
        Silisz się w swoim komentarzu na krasomówstwo a wyszła breja bredni, zza których wyziera zwykła polska zawiść.
        Takich ludzi jak ja znam na pęczki, więc nie pieprz, że tylko ja miałam szczęście. Oprócz szczęścia nie zauważyłeś jednego: zapieprzu i zaangażowania. Dziś przychodzą ludzie po studiach do firmy z oczekiwaniami zarobków na poziomie prezesa a g…o jeszcze umieją. Roszczeniowość bez większego zaangażowanie to teraz norma.
        Wyobraź sobie, że nie siedzę teraz w domu, co to oczywiście wybudowałam, bo nakradłam, i maluję paznokcie. Właśnie skończyłam kolejny kurs i zaczynam nowy etap w życiu. Mając 50 lat. Nie musiałabym, ale chcę. Pozdrawiam i życzę szczęścia! 🙂

        1. Fascynujące, że każdy kto się z Tobą nie zgadza od razu jest pisowcem. Czego to człowiek nie dowie się z internetów od ekspertów od wszystkiego.

          I nie, droga paniusiu, niczego paniusi nie zazdroszczę, bo sam miałem szczęścia więcej niż rozumu i też się załapałem na dobry moment na rynku pracy. Śmieszne jest to, że rozmawiając z podobnym paniusi buractwem trzeba zacząć od podkreślenia tego, żeby paniusia była łaskawa w ogóle posłuchać.

          Natomiast co do kompetencji i wymagań, to szanowna paniusia chyba zapomniała jakimi spektakularnymi kompetencjami się wykazała na progu swojej kariery: znajomością jednego języka obcego. Faktycznie, wybitne!

          Problem w tym, że ludzie którzy dzisiaj kończą studia, nawet znając tych języków obcych kilka i mając doświadczenie, którego paniusia nie miała, nigdy nie dojdą do poziomu paniusi zarobków ani kariery. I nie, nie dlatego że im się nie chce, tylko dlatego, że ich przełożonymi będą takie właśnie paniusie, które tak się wytarzały w samouwielbieniu, że nie dostrzegają, że są największą przeszkodą dla rozwoju innowacyjnej, nowoczesnej gospodarki w tym kraju.

          Nie wiem czy paniusia sobie zdaje sprawę, ale zarobki kadry zarządzającej (głównie składających się z „zapieprzających na rautach” dzieci transformacji) już dawno osiągnęły średnią europejską, natomiast podstawowy wskaźnik obrazujący ich fenomenalne kompetencje zarządcze, czyli wydajność pracowników, nadal ciągnie się w ogonie europejskiej stawki.

          Z tego co wiem, to nawet podobne paniusi mendy ukuły teorię na wyjaśnienie tego – że niby pracownicy są leniwi i to dlatego, ale znowu, fakty (po które tępa i zapatrzona w siebie paniusia się nie schyla) temu przeczą, bo „leniwy i niewydajny” pracownik z Polski staje się wydajny i pracowity po przekroczeniu granic naszego wspaniałego kraju. Wystarczy, że jego przełożonym stanie się „leniwy” obcokrajowiec, który nie miał okazji wykazać się w warunkach dzikiej transformacji.

          Droga paniusiu, to wszystko są twarde dane, które pięknie pokazują jak wspaniale urządziliście ten kraj swoją „pracowitością” i „zapieprzem”, i żadne rzucanie pisem i złodziejami na lewo i prawo ich nie zmieni…

              1. 😀 Padłam!
                Raczej trudno dyskutować z tak prymitywną osobą. Sam sobie wystawiłeś laurkę. Nie zniżam się do takiego poziomu.
                Moi rodzice byli biedni, ale na szczęście nauczyli mnie kultury.

                1. Niestety, ale paniusia się myli. Uściślając, może i nauczyli, ale w trakcie życia paniusia straciła ta umiejętność na rzecz wystawiania samej siebie na pidestał i podkreślania swojej ważności. Niestety nic wspólnego z kulturą to nie ma. A komentarz wyżej jest słuszny i trafny w 100%.

              2. @Dawid
                A gdzie te fakty? Na razie zaprezentowałeś listę własnych fobii, uprzedzeń i frustracji. Swoją drogą współczuję.

                1. Fakty? W mojej wypowiedzi są dwa, które zasługują na szczególną uwagę:
                  1. Wynagrodzenie kadry zarządzającej w PL dogoniło pułap analogicznych stanowisk w Europie Zachodniej,
                  2. Podstawowy wskaźnik skuteczności tejże, czyli wydajność pracowników, nadal ciągnie się w ogonie Europy.

                  Źródła:
                  https://www.rp.pl/Filary-rozwoju/304039872-Do-Zachodu-najblizej-jest-polskim-menedzerom.html
                  https://manager24.pl/produktywnosc-pracy-w-polsce-jak-dogonic-europe/

                  Naprawdę myślicie w tej swojej banieczce, że jak nazwiecie kogoś frustratem to od razu macie rację? Szkoda, kurwa, bo to oznacza że mendy takie jak PiS (czy gorsi od nich, którzy nieuchronnie przyjdą) będą rządziły jeszcze wiele, wiele lat.

                  1. Nie sądzę, żeby zasługiwały na szczególną uwagę ponieważ od lat są doskonale znane i wałkowane na okrągło.
                    Mówisz jak frustrat, zachowujesz się jak w frustrat, używasz języka jak frustrat = jak Cię inaczej nazwać? Ogarnij się chłopaku, naucz się mówić/pisać spokojniej, milej, bez obrażania innych. Będzie Ci się łatwiej żyło

      2. Moją historię da się powtórzyć. Może to zrobić każdy, kto oczywiście chce.

      3. jak stwierdził Taleb w Czarnym Łabędziu: leseferystyczny, wolnorynkowy kapitalizm przynajmniej pozwala ludziom próbować i liczyć na szczęście. w każdym innym systemie gospodarczym te próby będą odgórnie limitowane. nie zesraj się.

        1. To jest jedno z najgłupszych kłamstw „wolnorynkowego kapitalizmu” (który nie jest ani wolny, ani rynkowy, ani tym bardziej wolnorynkowy). Prawda jest taka, że o sukcesie decyduje głównie miejsce urodzenia oraz zasobność (mierzona kapitałem społecznym, ekonomicznym czy kulturowym) rodziców.

          I tak, próbować można, w każdym systemie, ale odgórnym limitem może być również kolor skóry czy specyficzny akcent.

          Dziękuję za troskę o mój układ pokarmowy. Dowodzi potęgi Twoich argumentów.

          1. @Dawid. Tak jest startujemy z różnych pozycji i jedyne co można zrobić to stworzyć edukację w systemie Fińskim by maksymanie zniwelować różnice na starcie. Co do wiary w pracownika to nie mogę się zgodzić. To zbytnie uogólnienie. Są pracownicy, którzy pracują i pracownicy którzy kradną, oszukują lub sie obijają. Faktem jest, że młode pokolenie (uogólniam) jest bardziej roszczeniowe. W wielu miejscach zgadzam się z ich podejściem, że praca jest dla nich, a nie oni dla pracy, ale przeświadczenie o własnej wszechwiedzy jest naprawde porażające. Ponieważ dzięki sieci każdy może być autorytetem, to nikt tak naprawdę nim nie jest, a proszę mi wierzyć, nie da się zastąpić doświadczenia najlepszym nawet instruktażem na YT.

          2. jak zwykle, rodzicom pieniądze wypadły z dupy i nie daj boże żeby pomagali swoim dzieciom finansowo. pewnie, jak ktoś się wzbogacił to krokodyle zawsze znajdą powód dlaczego nie zrobił tego „tak naprawdę” sam. lista fortune 500 zmienia się co rok. nie zesraj się.

  11. Jak zrozumiałem z zachwytów nad dobrym sderduszkiem pani Dancewicz (oczywiście po lewej stronie), Balcerowicza należy rytualnie rozdeptać i zlinczować, obleśnych libków pogonić do łopaty (bo warto), i zapałać podziwem dla „zwykłych, prostych” ludzi… Jakiż piekny oburz!

    „Nie znoszę, że jednym ludziom żyje się źle, czemu nie zawinili, a innym o niebo lepiej, na co niekoniecznie zapracowali”. Szlachetność aż bije w sam dołek. Jakaż wspaniała, godna i sprawiedliwa wizja!

    „Niech takie Renaty mówią jak najwięcej i jak najdłużej”.
    Bo wtedy świat będzie lepszy, prawda?

    Nieprawda.

    1. Pozwól, że odpowiem na twe argumenty równie merytorycznie: lol nie masz racji

Dodaj komentarz