Życie

Jak wróciłem do domu, czyli żona taksówkarza

Taksówkarz

To kolejna historia, którą opowiedział mi warszawski taksówkarz. Trochę o miłości, trochę o nienawiści, a trochę o rzeczach, które mamy w głowie. Sami oceńcie.

Wsiadam do taryfy na Nowym Świecie pod Empikiem. Ogólnie bieda, daewoo i pokrowce na siedzenia w stylu futro leoparda. Ale jedziemy. Silnik działa, na Wolę niedaleko w sumie. Gra radio Eska, mi się nudzi niemiłosiernie, więc zagajam.

– Dawno pan na taksówce?
– Nie – burczy i zaczyna nerwowo zmieniać pasy.
– No to sobie pogadaliśmy – myślę, siadam wygodniej i patrzę w okno.

Mijamy rozbieraną bez sensu Rotundę, kiedy on odzywa się nagle.

– Moja żona dłużej jeździ
– Na taksówce? – pytam jak idiota, bo czasem tylko debil umie podtrzymać rozmowę.
– Ta, kurwa.

No dobra. Jakiś czas zastanawiam się czy „ta” to znaczy „tak”, czy po „ta” był przecinek i czy „kurwa” jest przecinkiem samym w sobie, czy może inaczej. On szybko rozwiewa moje wątpliwości.

– Ta kurwa! – powtarza, tym razem wyraźniej zaznaczając interpunkcję. – Moja żona się puszcza.

Przyznam, że nie byłem gotowy na taką szczerość, więc zagrałem psychologicznie.

– Eeee? – zapytałem starając się nie mieć żadnego wyrazu twarzy. Żadnego.
– Bo ja pracowałem w biurze, jak biały człowiek – mówi on. – A żona sobie wymyśliła tę taksówkę…

No dobra, on nie mówi „tę”. On mówi „tą”, ale umówmy się, że chuj z tym.

– Robotę straciła i wymyśliła, że teraz na taryfie jeździć będzie. I tak od sześciu miesięcy. No i rucha się z tymi, tfu, klientami.

Naprawdę splunął. Na podłogę, pod nogi. Na gumowany dywanik taki. No i siedzę i myślę, jak tu się teraz odezwać. Bo co tu powiedzieć, jak on mi wyjeżdża z tą kurwą. Tę. Tą.

– No ale co? – pytam zapraszająco do dalszej konwersacji.
– Bo ona się puszcza. Jeździ, wozi ludzi. A wiadomo, facet pijany widzi kobitę i od razu podbija. A ona korzysta. Czekaj, pokażę ją ci.

W ogóle nie przeszkadza mi, że on mówi do mnie „ty”. Zafascynowany patrzę, jak on nie patrzy na drogę, na pasy – kurwa! – ruchu kołowego, tylko smyra palcem po smartfonie. Ale ok, przeżyliśmy. Posmyrał, znalazł. Pokazuje mi zdjęcie.

– Przeleciałbyś? – pyta.

Patrzę na cyfrową fotografię tęgiej blondynki i wiem, że jednak nie. Ale prawdziwe pytanie brzmi: jak wypada w takiej sytuacji się zachować?

Czy jeśli powiem „nie” to on się obrazi?
Czy jeśli powiem „tak” to on się wkurwi?

Savoir vivre nigdy nie był moją mocną stroną, więc zamiast tego otwieram okno i pytam.
– Palisz pan?
– Palę.

Jaramy.

– No, ale dlaczego pan też na tej taksówce?
– Bo ja sobie pomyślałem, że skoro ona się puszcza, to ja też będę. Mówią, że pijane laski się wozi, albo takie co właśnie zerwały z facetem i pocieszenia potrzebują… No i można… He, he.

Faktycznie, zabawne i he he. Patrzę na ten jego tył głowy łysiejącej, na kamizelkę z kieszeniami typu „Bomber”, na ten wąs odbijający się w lusterku i jakoś tak przykro mi się robi.

– I co? – pytam błyskotliwie.
– Co co? – błyskotliwie odpowiada on.
– No i są te dziewczyny pijane? Zaczepiają pana?
– A gdzie tam! Normalne klientki, a i ja się nie odzywam, bo nieśmiały jestem.
– To po co pan jeździ na tej taksówce? Lubić pan nie lubi, zemścić się pan nie zemści.

Zatrzymujemy się. Jestem prawie w domu.

– Bo ja nie będę gorszy! Ona jeździ, to i ja będę!
– A ta żona… To ona się przyznała? Złapał ją pan na tym, że zdradza? Jakieś poszlaki? – pytam, bo rozpaczliwie potrzebuję pointy.

On grzebie po kieszeniach, szuka reszty.
– No, nie – mówi w końcu. – Ale ja w to szczerze wierzę.

Pożegnałem się, poszedłem do domu i myślę, że dobrze, że są jeszcze na tym świecie ludzie wierzący. Jakieś to takie budujące.


A tu możesz przeczytać inną historię, którą usłyszałem w taksówce. O panu Janku i prostytutce.

2 Responses

  1. Yay, powstaje cały cykl „z fajkiem wśród taksówkarzy”. Bardzo lubię i czekam na więcej. Ja kiedyś często na plaży rozmawiałem z bezdomnymi. Też zasłyszałem wiele ciekawych historii, część zmyślonych, część smutnych, część wzbudzających nienawiść, ale póki co daleko nieodbiegających od historyjek obu taksówkarzy.

    1. Dzięki 🙂 Staram się coś od nich wyrwać, choć nie zawsze jest łatwo.

Dodaj komentarz