Polityka Życie

Jak podziękować gwałcicielowi, czyli poradnik dla klas 7 i 8

Życie na maksa. Poradnik uczuciowo – seksualny

Co zrobić, kiedy szef łapie cię za tyłek i oślinionym wąsem muska twój kark? Co czynić, gdy nauczyciel od WF wkłada swoje palce tam, gdzie nie powinien? Co, kiedy ksiądz dobrodziej uwalnia swojego biblijnego Krakena i każe ci go dotknąć? Podręcznik szkolny mówi, że musisz za to podziękować. Tak mówi „Życie na maksa. Poradnik uczuciowo – seksualny”.

Jest taka książka, która powoli staje się najlepiej rozpoznawalnym podręcznikiem skierowanym do klas 7 i 8. To „Życie na maksa. Poradnik uczuciowo – seksualny” autorstwa Jeana Benoit Castermana. Księdza – żebyśmy nie mieli głupich złudzeń.

Czego możemy się o tym podręczniku dowiedzieć? Notka wydawcy zachęca. „Autor w prosty i często humorystyczny sposób przedstawia katolicką wizję uczuciowości i seksualności człowieka, przytacza wiele konkretnych danych i faktów, które podbudowują jego stwierdzenia. Książka w interesujący sposób przedstawia fundamentalne prawdy potrzebne do prawidłowego kształtowania dorosłego życia młodych”.

Ksiądz Jean Benoit Casterman

Ksiądz Jean Benoit Casterman, fot: YouTube

Okazuje się, że prawdy potrzebne do prawidłowego kształtowania życia młodych są dzięki dobrej zmianie dostępne nie tylko w rodzinnym kraju autora – Francji – ale też tu, nad Wisłą. Książka adresowana jest dla dzieci w wieku 14 plus, czyli do 7. i 8. klas.

Tę książkę, jak dowiaduję się niespodziewanie, rozdają dobrzy ludzie „po warsztatach finansowanych przez urząd dzielnicy przeprowadzonych w szkole publicznej w czasie obowiązkowych lekcji”.

I czego młoda dziewczyna (lub chłopak, bo przecież oni też bywają molestowani) może dowiedzieć się z tej skarbnicy wiedzy?

Po pierwsze, „Życie na maksa. Poradnik uczuciowo – seksualny” uczy nas że gdy młodzież pierwszy raz trafi na molestanta i gwałciciela, ma mu uprzejmie PODZIĘKOWAĆ za zainteresowanie. Serio, serio – ksiądz Casterman daje właśnie takie wskazówki. Cytując wydawcę ksiądz „w prosty i humorystyczny sposób” daje dzieciakom porady jak żyć i co robić w sytuacji, gdy czyjś spocony palec wkręca się tam, gdzie nie powinien się wkręcać.

Jak powiedzieć NIE nauczycielowi, czy szefowi? – zastanawia się ksiądz Casterman, po czym szybko daje dziewczętom i chłopcom odpowiedź i uczy tak potrzebnej w życiu asertywności.

Przede wszystkim potraktuj go z szacunkiem – radzi ksiądz, wytłuszczając to zdanie dla podkreślenia jego wagi. Żeby jakaś mała głupia cipa, czy mały głupi fiutek z klas 7-8 nie myślał sobie, że może dorosłemu nauczycielowi (katechecie?) czy przełożonemu odmówić seksu w obcesowy sposób.

Więc (zdania nie zaczyna się od więc) z  szacunkiem ma być i bez dyskusji. Gdy przyszły szef – młoda damo – wsadzi ci rękę pod spódnicę i zacznie strzelać kropelkami śliny zza protezy umocowanej dzięki Corega Tabs dysząc „zapraszam kochaniutka do gabinetu” – szacunek, kurwa, mu się należy.

Gdy – drogi młodzieńcze – nauczyciel poprosi cię, byś został po lekcjach, a potem nonszalancko zrzuci sztruksowe spodnie i pocierając się w strategicznych miejscach gąbką do mycia tablicy zapowie, że zrobi z tobą to, co Kmicic ze służkami w Wołmontowiczach – szacunek ma być!

Jedziemy dalej. W podręczniku „Życie na maksa. Poradnik uczuciowo – seksualny” ksiądz Jean Benoit Casterman radzi w prosty i humorystyczny sposób: Daj mu do zrozumienia, że schlebia ci zainteresowanie, które kieruje w twoją stronę, ale że będzie ci jeszcze milej, jeśli będzie cię szanował.

No kurwa mać. Pamiętaj dziewczyno, gdy najebany tanią wódką szef na imprezie firmowej przyprze cię do ściany, daj mu do zrozumienia, że ci schlebia. Przecież, głuptasku, mógł do molestowania wybrać którąś z twoich licznych koleżanek, a wytypował ciebie! Tak, ciebie! Szczęściara! To przecież prawie, jak wygrać w Kole Fortuny, albo przynajmniej w zdrapce w Lotto. To, że jego świńskie racice dla pozoru zwane dłońmi właśnie badają sprężystość twojej pupy jest wyróżnieniem. Nagrodą wręcz! To znaczy, że jesteś naprawdę ładna i działasz na facetów. To w życiu ważne, być ładną. Daj mu do zrozumienia, że schlebia ci to zainteresowanie.

Tak mówi ta „katolicka wizja uczuciowości i seksualności człowieka” według francuskiego księdza, którego mądrości są wpajane polskim dzieciom.

Co dalej? Dalej ksiądz Casterman radzi młodym: W żadnym wypadku nie bądź niegrzeczna. Nie okazuj mu niesmaku.

W żadnym – rozumiesz mnie głupia cipo?! – w żadnym wypadku! Przecież jesteś tylko młodą dziewczyną, kawałkiem mięsa, długimi nogami, młodymi piersiami i tyłkiem. To jest to, co składa się na ciebie i nic więcej. Nic, słodziutka, więcej sobą nie reprezentujesz. A on jest przecież przełożonym. Szefem, lub nauczycielem. Jest ważniejszy, starszy, mądrzejszy od ciebie. W żadnym – powtarzam – w żadnym wypadku nie wolno ci być niegrzeczną.

Dziewczynki mają ładnie wyglądać i grzeczne być. Schlebia ci to, pamiętaj. A nawet jak już nie chcesz mu dać to nie okazuj niesmaku!

Dlaczego?

Poniżysz go i zranisz – tłumaczy w sposób humorystyczny i prosty ksiądz Jean Benoit Casterman. Bo to uczucia gwałciciela – nie twoje, głuptasku – są przecież ważne. Do tego to on ma władzę – przestrzega ksiądz i kontynuuje: – Poniżysz i zranisz go, co może sprawić, że zechce się zemścić. Z szacunkiem podejdź do tego, że będzie urażony. Bądź miła.

Życie na maksa. Poradnik uczuciowo – seksualnyŻycie na maksa. Poradnik uczuciowo – seksualny

BĄDŹ MIŁA.

TO CI SCHLEBIA, GŁUPIA PINDO

ROZUMIESZ?!

To samo tyczy się przecież każdej sytuacji gwałtu i molestowania. Czy przez szefa, księdza, kolegę, czy obcego faceta. BĄDŹ MIŁA, pomyśl o uczuciach gwałciciela i poczuj się wyróżniona, że wybrał właśnie ciebie.

Takie to życie na maksa!

Przypominam, że podręcznik z tymi mądrościami otrzymują dzieciaki w ramach obowiązkowych zajęć w polskiej szkole w roku 2018, o czym zawiadamia prezeska fundacji Rodzice Mają Głos.

I jak w moim kraju ma być normalnie? Jak te młode dziewczyny mają wchodzić na rynek pracy rozumiejąc, że za lepki dotyk szefa powinny podziękować i w zasadzie starać się, by nie poczuł się odrzucony? Jak ci młodzi chłopcy mają odgonić od siebie księdza pedofila, skoro inny ksiądz nauczył ich: BĄDŹCIE MILI?

Wiem, wiem – w tym miejscy trzeba nawiązać do filmu „Kler” Smarzowskiego, na który w jeden weekend poszło milion osób. Ale ja nie poszedłem, bo tłoku nie lubię, więc nie nawiążę. W przeciwieństwie do polityków i prawicowych publicystów nie wypowiadam się o filmie, którego nie widziałem.

Ale widziałem coś innego.

Pracowałem kiedyś w redakcji, w której każda impreza firmowa kończyła się tak samo. Kiedy dziewczyny przyjęły już wystarczającą dawkę alkoholu zaczynały mi opowiadać. Nie pytajcie dlaczego akurat mnie wybierały na słuchacza – nie mam pojęcia. Ani nie jestem najbardziej empatycznym człowiekiem na świecie, ani nie sprawiam wrażenia miłego i sympatycznego typa. Nie jestem też spowiednikiem i nie wyglądam jak papież Franciszek. Nie wiem dlaczego, ale czuły się ze mną na tyle bezpiecznie, by powiedzieć mi, że molestowanie to nie jest wcale margines, jak nam – grubo ciosanym facetom – się wydaje.

Bo my myślimy, że jeśli my łapiemy za tyłek tylko te dziewczyny, które tego chcą to wszyscy tak robią. Myślimy, że znajomości z nową koleżanką nie zaczyna się od pytania o rozmiar biustu i „pojemność ust”. Że nie wysyła się współpracownicy MMSa ze zdjęciem naszego kutasa o 2:14 w nocy i nie pisze się do niej „chodź mała, musimy porozmawiać o twojej karierze”.

Nam się to w pale – nomen omen – nie mieści, ale one mają to w naszym świecie regularnie. Bo to jest nasz, męski świat. Mój świat i świat księdza Carbonary, czy jak mu kurwa tam na nazwisko, nie chce mi się kolejny raz sprawdzać.

My, faceci, zrobiliśmy z tym światem coś takiego, że moje koleżanki opowiadając mi przeróżne historie zawsze kończyły tak samo. Zawsze na pytanie: czy zrobiłaś coś z tym, czy powiedziałaś przełożonemu, czy dałaś molestantowi po ryju, odpowiadały: nie.

Uciekłam. Uśmiechnęłam się i wymówiłam czymś. Powiedziałam, że mam męża i wywinęłam się z tamtych łap.

Ksiądz Carbonara powiedziałby: zadbała o to, by nie poczuł się urażony. Dała do zrozumienia, że schlebia jej jego zainteresowanie.

Takie będą wasze Rzeczpospolite, jakie jej młodzieży chowanie. I jeśli Anno Domini 2018 wkładamy 14-latkom do głów to pierdolenie księdza od „Życia na maksa” to jeszcze długo spocone palce będą bezkarnie wędrowały tam, gdzie wędrować mogą. Bo lepkie lepką pewnością i bezkarnością paluchy rozmaitych wąsatych wujów też myślą, że ich zainteresowanie schlebia tej głupiutkiej dzierlatce.

A te dzierlatki to wasze córki. Czasem synowie.

Czy naprawdę chcecie, by z błogosławieństwem minister Zalewskiej, grzecznie dziękowały gwałcicielowi za to, że gwałciciel to właśnie je postanowił wyróżnić?

Sprawdźcie, jakie podręczniki wasze dzieci mają w plecaku. I co tam się pisze. Bo szkole, jak się okazuje, można ufać tak, jak Mariuszowi Trynkiewiczowi. Z zawodu: nauczycielowi WF. Tak tylko przypominam.


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.


30 Responses

  1. Może się trochę czepiam ale nie do końca rozumiem co jest w złego w radzie, aby nie prowokować oprawcy i spróbować wykręcić się z sytuacji zagrożenia (chyba, że nie o taką sytuację w cytowanym tekście chodzi)? Nie bardzo też wiem co w takiej sytuacji ewentualnie miałby taka nastolatka zrobić.

  2. Polecam, w charakterze dodatku, oświadczenie wydawnictwa (Wydawnictwo M). Ta żenada wisi na ich FB. Najbardziej przerażające w zasadzie nie jest to, że te treści w tej książce są, a to, że ona na rynku funkcjonuje już od 10 lat i dopiero teraz ktoś zwrócił na to uwagę. 🙁

  3. Mój syn ostatnio przyniósł do podpisania zgodę na te zajęcia. Nie podpisałam, bo coś mi śmierdziało. Było tam też dziwne sformułowanie „proszę wyrazić zgodę”, a nie, po prostu, proszę odpowiednio podkreślić, co już na wstępie wydało mi się manipulacją. Na temat przebiegu i treści tych zajęć nie ma prawie żadnych konkretnych informacji, są tylko lakoniczne, pozytywne opinie anonimowych uczniów, rodziców i nauczycieli. Polecam lekturę strony dla młodzieży, choć jest ona bardzo uboga, można się z niej dowiedzieć, że chłopcy mają popędy a dziewczynki się zakochują, przez co nie myślą logicznie, i parę innych bzdur. Ciekawy jest też temat wyselekcjonowanych i odpowiednio przygotowanych młodych dorosłych, którzy mają dawać świadectwo. Jak w kościele. Serio. Nie wspomina się też, że patronem fundacji jest ksiądz, tylko jakiś tam Francuz zasłużony dla ludzkości, co też może wprowadzić w błąd rodziców co do charakteru warsztatów. Wyczytałam też, że szef programu złożył raport biskupom, a konferencji organizowanej przez nich prelegentami byli księża. To jest skandal, że w państwowych szkołach, za państwowe pieniądze pod przykrywką rozwoju osobistego prowadzi się zajęcia silnie ideologiczne. Jutro chyba zrobię dym w szkole, państwowej, na warszawskich Bielanach.

  4. Trochę smutno, bo po takim tytule bardziej bym spodziewał instruktażu w stylu „Wywal mu takie combo, by przez pierwszy miesiąc po odzyskaniu przytomności dalej się zastanawiał jak ktoś może kogoś tak zdruzgotać”.

    Jeden z tych wpisów, co chciałbym by był zalążkiem powieści fantasy, a nie opisem rzeczywistości :/

    1. Coś mi się wydaje, że jeszcze dużo tego typu niespodzianek w książkach dla dzieci nas czeka

  5. Już od pewnego czasu sprowadzamy dosłowne fizyczne odpady z Zachodu. Teraz przyszedł czas na odpady intelektualne (jakby nam własnych brakowało).

    Natomiast odnośnie do „Kleru” — moim skromnym zdaniem film udany.

    MINIMALNE SPOILERY AHEAD

    Zaczyna się jak typowy Smarzowski. Hektolitry wódy, dosadny język, jazda po pijaku. Można lubić, można nie lubić, ale to już było. Później robi się ciekawiej. Główni bohaterowie (poza biskupem-mafiozą) to postaci wielowymiarowe. Z czasem staje się ewidentne, że każdy z nich też jest w jakimś stopniu ofiarą. Natomiast zło które wyrządzają innym, i które im wyrządzono, wynika z tego jak funkcjonują instytucje kościelne. Niełatwo zrobić film fabularny o patologiach systemowych, ale Smarzowskiemu chyba się udało.

    1. Spoilera nie przeczytałem, bo w końcu się przecież wybiorę i obejrzę 🙂

  6. Z gory przepraszam za brak polskich znakow.

    Wychowanie dziewczynki na bycie mila to jest czesto jedyny cel polskiej rodziny. My dziewczynki mamy byc grzeczne. Jak jestesmy niemile, mozna zaczac bac sie o porazke wychowawcza. Bo chlopcy, to chlopcy. Chlopcy sa rozni. A dziewczynka? Dziewczynka nie powinna byc arogancka, nie powinna mowic tego co mysli, nie powinna przeklinac i nie przystoi jej zbierac uwagi w dzienniku. Brzmi absurdalnie, ale ile dziewczynek nauczonych bycia milym godzi sie na mniejsza pensje, na nadgodziny, na seks z mezem, kiedy sa zmeczone? Bo jak sie tak na dziewczynki naciska, zeby byc milym, to naciska sie na to, zeby w pierwszej kolejnosci liczyc sie z uczuciami innych. Bycie milym ponad wszystko to wejscie do piekla. Moja mama do kazdej rady dorzucala na koniec „ale badz mila”. Bycie mila to jest taka choroba niczym choroba sieroca. Zaczyna sie w dziecinstwie i psuje reszte zycia.

  7. A ja, głupi, myślałem, miałem nadzieję wręcz, widząc to na portalu społecznościowym, że to fejk…
    PS. przed „jak papież Franciszek” przecinek nie jest potrzebny 😉

    1. Z tym przecinkiem: „Nie jestem też spowiednikiem i nie wyglądam, jak papież Franciszek.” – znaczy, że obaj razem z Franciszkiem nie wyglądacie na spowiedników. 🙂 Poza tym jak zwykle dziękuję za ważny i potrzebny tekst.

      1. Jasne, robię trochę przecinkowych byków co jakiś czas 🙂 To ja dziękuję

  8. Wczoraj wieczorem przeczytałam o tym kuriozalnym wydawnictwie na jednym z portali prasowych. Nie mogłam uwierzyć. I do tej pory nie mogę. Czytam jeszcze raz i nie dociera do mnie, że to się dzieje naprawdę. A jednak. Dzieje się.

    1. Jak pomyślę ile się dzieje rzeczy, o których nie wiemy, bo nie ma medialnej burzy, to mnie skręca…

  9. TO.JEST.DRAMAT Chociaż za „moich czasów” w szkole nie było takich bzdur, to też nie było lepiej, bo, zdaje się, że wtedy molestowania i gwałtów jeszcze nikt nie wymyślił. Albo nauczycielka nic o tym nie wiedziała.

    1. Racja! Za moich czasów w ogóle nie było tematu, co nie znaczy, że nie było creepy molestantów

  10. Też dziś udostępniałam ten tweet na Ćwierkaczu i na Twarzoksiążce, ale bez komentarza, bo mi się czerwono przed oczami zrobiło, a zanim ciśnienie mi opadło, to zdążyłeś to skomentować Ty, więc ja już nie muszę, po prostu udostępnię Twój wpis. Ale i tak jeszcze mną trochę telepie.

  11. Witaj Borsuku,
    Podręcznik…
    Powinien mieć dopisek Tom pierwszy.
    A tutaj masz Tom drugi. Proszę:

    https://youtu.be/YXfKD-EMS-A

    Z tej cześci korzystają już co poniektórzy wybrańcy narodu. Krój stroju służbowego wykładowcy nie czyni różnicy.

    Ciekawe, co będzie w Tomie trzecim. Chyba nie chcę się dowiedzieć.

    Dziękuję za Twój tekst.
    Stanley

    P.S.
    To na pewno przez zdenerwowanie i brak doświadczenia w tej kwestii, ale mylisz się: Corega Tabs nie służy do mocowania protezy.
    Kiedy wąsaty w(ch)ujo obmaca już dokładnie zapłakane siostrzenice, zrzuci przydeptane łapcie i zmieni obsrane gacie na obszczaną piżamę, błyskawicznym ruchem ręcy wygrzebie spod wąsa protezę. Wrzuci ją następnie do szklanki na stoliku przy łóżku, uzupełni wodą z kranu i dorzuci Corega Tab, aby następnego dnia olśniewać uśmiechem i finezyjnym dowcipem stażystki w firmie.
    I długo jeszcze będzie leżał mamlając bezzębnymi dziąsłami i rozważając swoje miłosne przewagi.
    P.S.2
    Na początku lat dzewięćdziesiątych Andrzej Sapkowski popełnił opowiadanie pod tytułem „W leju po bombie”. Jest w nim jedna zabawna scena z Coregą. Cała reszta już nie jest zabawna. I wbrew pozorom to nie jest kurwa fantastyka.

    1. Dzięki 🙂 Z tą coregą to jakaś reklama mnie tak nauczyła, może błędnie zapamiętałem. A Sapkowski zawsze na propsie. Dzięki za komentarz!

    2. Bo to nie miała być fantastyka ;). Swoją drogą do całego zbioru „Coś się kończy, coś zaczyna” wracam od czasu do czasu, bo nawet przedmowy miło się czyta.

        1. O, dzięki, dzięki bo właśnie wygooglałam i się zastanawiałam jak szukać 🙂

Dodaj komentarz