Polityka Życie

Trupy z parmezanem, czyli mobilne krematoria w Ukrainie

mobilne krematoria wojna w ukrainie

Jak długo płonie człowiek wsadzony do pieca? To zależy. Dziecko zamordowane przez rosyjskiego żołnierza pod Mariupolem krótko, może 30 minut. 50-kilogramowa dziewczyna około godziny. Dorosły facet – nawet dwie. Tak płoną w Ukrainie ciała w mobilnych krematoriach wyprodukowanych przez firmę, pod której aktem założycielskim podpisał się sam Władimir Putin.

Jest 16 czerwca 1993 roku. Sankt Petersburg. Zastępca mera miasta, Władimir Putin podpisał właśnie dokument. Nie wie jeszcze, że 29 lat później będzie masowym mordercą, który postara się tym kawałkiem papieru zetrzeć krew ze swoich rąk.

Ale po kolei: jest dość ciepły dzień czerwca 1993 roku, a Władimir Putin siedzi w swoim urzędniczym gabinecie. Naprzeciwko niego usiadł lekko zdenerwowany, ale profesjonalnie uprzejmy Michaił Michajłowicz Wostrikow. Człowiek, który postanowił założyć firmę Turmalin.

Firmę usuwającą wszelkie odpady. Putin – jako przedstawiciel magistratu – aprobuje to i składa na dokumencie zamaszysty podpis. Od teraz Wostrikow może działać. I zarabiać.

Po latach Michaił Wostrikow będzie zapewniał publicznie, że 16 czerwca 1993 roku to jeden z lepszych dni jego życia, a Władimir Putin jest jego idolem „w życiu prywatnym, a także zawodowym”.

Michaił Wostrikow to człowiek z misją. Uważa się za naukowca i jego powołaniem jest budowa mobilnego krematorium. Przekonuje, że może ono dojechać wszędzie i posłuży do palenia śmieci i innych niechcianych odpadów – także biologicznych. 29 lat później brzmi to koszmarnie, ale na razie mamy 1993 rok, w Petersburgu jest przyjemny, ciepły dzień i nikt nic nie podejrzewa.

Może oprócz zastępcy mera Petersburga, Władimira Putina. Kto wie?

Przeskoczmy szybko te 29 lat, do roku 2022 i do Ukrainy, która mordowana jest rękami putinowskich siepaczy. Po ludobójstwie w Buczy, gdzie ruskie wojsko masowo mordowało kobiety, dzieci i mężczyzn, dramatyczne oświadczenie wydali żyjący jeszcze radni miasta Mariupol.

„Zabójcy zacierają ślady. Po tym, gdy ludobójstwo w Buczy zyskało szeroki międzynarodowy rozgłos, władze Rosji nakazały zniszczyć wszelkie świadectwa zbrodni swojej armii” – napisali w oświadczeniu na Telegramie.

Jak niszczą? Otóż używają znanego nam już z 1993 roku wynalazku naukowca i wizjonera Michaiła Wostrikowa. W kwietniu 2022 r., tuż po masakrze w Buczy, Wostrikowa odnaleźli dziennikarze polskiego Faktu, którzy ujawnili związki Putina z firmą produkującą mobilne krematoria.

Te krematoria zjechały dziś pod Mariupol. Właściwie pod wypalonego trupa tego miasta, pod wstydliwie nagą, potrzaskaną skorupę. Bo Mariupol składa się obecnie wyłącznie z rozstrzelanych szkieletów budynków i leżących pośród nich trupów. Ci, którzy przeżyli kryją się w piwnicach.

Do tych, którzy przeżyli, wciąż strzelają putinowscy mordercy. Zabili już tysiące, a według rady miasta – dziesiątki tysięcy.

I teraz zastanawiają się, co zrobić z trupami.

Putin doskonale zna mobilne krematoria, bo – według doniesień – korzystał już z usług firmy Michaiła Michajłowicza Wostrikowa przynajmniej dwukrotnie. Już raz palił w mobilnych krematoriach trupami. Innym razem: tonami parmezanu.

Serio, serio.

Parmezanem.

Jest 20 stycznia 2015 roku. Donbas. Putin twierdzi, że trwają tam „walki wyzwoleńcze”, ale oczywiście nieoficjalnie wysyła tam swoich żołnierzy. Gdy Ukraińcy strzelają do nich i zabijają ich na miejscu, pojawia się kłopot: jak wytłumaczyć trupy ruskich żołnierzy tam, gdzie oficjalnie ich nie ma i gdzie walczą wyłącznie donbascy separatyści?

Jak szybko pozbyć się tych ciał? Jak zakopiesz, to ktoś potem wykopie i problem. Jak przywieziesz do domu, to też niedobrze. Putin wpada na pomysł i sięga po wynalazek uprzejmego naukowca Wostrikowa, którego poznał jeszcze w Sankt Petersburgu.

Do Donbasu firma Wostrikowa wysyła mobilne krematoria. W ten sposób Putin pozbywa się części ciał własnych żołnierzy. Tak o radzieckiego człowieka dba mateczka Rosja. Kacapy ładują swoich kolegów do pieców na ciężarówkach, a popiół rozsypują po polach.

Jest 6 sierpnia 2015 roku. Moskwa. Putin jest wściekły na Zachód, który „wyraża niezadowolenie”. Postanawia, że rosyjski człowiek nie potrzebuje zachodnich produktów i w kuriozalnej pokazówce postanawia spalić setki holenderskich tulipanów. Oraz tony parmezanu.

Dlaczego akurat wziął się za tulipany z Holandii? Bo chwilę wcześniej Władimir Putin zestrzelił nad Ukrainą malezyjski samolot pasażerski, na którego pokładzie było 193 obywateli Holandii. Dlatego tulipany, a parmezan jest przecież symbolem zgniłego, utracjuszowskiego stylu życia, podczas którego człowiek zajada sobie smaczne dania, zamiast srać w sławojce bez bieżącej wody i nienawidzić wrogów Wielkiej Rosji Bez Kanalizacji.

No i jak łatwiej odwrócić czyjąś uwagę od śmierci bliskich niż smażonym serem? – pomyślał Putin.

Ja naprawdę tego nie wymyślam, ja bardzo chciałbym to wymyślać, ja marzę o tym, by te krwawe absurdy nigdy nie istniały poza moją głową. Ale, niestety to prawda.

Putin chce pozbyć się holenderskich tulipanów i zachodniego sera, by przykryć informacje o holenderskiej krwi i zestrzelonym samolocie. Wywołuje więc „wojnę parmezanową”. Propagandowa prasa tłumaczy Rosjanom, że są świadkami „wielkiej policyjnej operacji przeciwko międzynarodowemu gangowi przestępczemu handlującemu zakazanym serem”.

Jak szybko pozbyć się tego parmezanu? Putin wpada na pomysł i sięga po wynalazek uprzejmego naukowca Wostrikowa, którego poznał jeszcze w Sankt Petersburgu.

Do Moskwy firma Wostrikowa wysyła mobilne krematoria. I palą ten parmezan, palą holenderskie tulipany, litewskie mięso, polskie jabłka, gruzińskie wino i ukraińską czekoladę. Wszystko to pokazowo, w telewizji, w mobilnych krematoriach i na oczach zachwyconego narodu rosyjskiego, który właśnie dowiedział się, że nie potrzebuje zachodnich towarów.

W tamtym czasie w Moskwie odbyła się podobno nawet „spontaniczna” demonstracja z transparentami „Nie chcemy parmezanu”.

Jest 7 kwietnia 2022 roku. Mariupol. Mobline krematoria śmierdzą spalonym parmezanem i czymś jeszcze. Ruscy żołnierze popielą w nich właśnie zwłoki 11-letnich, zgwałconych dziewczynek.

Każdy z nich ma po kieszeniach obrączki zdarte z palców ojców, którzy rzucili się na nich z gołymi pięściami.

Nie zdołali obronić swoich córeczek. Nie dziś. Jeszcze nie dziś.

Jest 8 kwietnia 2022 roku. Władimir Putin siedzi w swoim gabinecie i wszystkiemu zaprzecza.

Podobno ma raka.

Oby to poszło szybko.

 


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.

8 Responses

  1. są jakieś potwierdzone zdjęcia tych mobilnych krematoriów na ukrainie?

  2. Jeśli w Ukrainie to również w Litwie, w Białorusi, w Węgrzech, w Malcie a zwłaszcza w Kubie. Oto do czego prowadzi zidiocenie ormowców politycznej poprawności…

    1. Puknij się solidnie w baniak, dobrze? Ale tak solidnie- może łopatą?

    2. Językoznawcy- forma „W” jest poprawna.
      Internetowe szpece – HURR-DURR LEWACTWO!

  3. do Połtawy trafiają wszyscy ranni i dzieci ze zbombardowanych miast a nikt tam nie dowozi jedzenia, bo mało medialna i za daleko, w Mariupolu ludzie umierają z głodu. Prosimy o dostawę jedzenia dla dzieci i dorosłych do Połtawy, stamtąd idzie na Charkow, Mariupol itd przyjeżdzają ranni. nie usuwaj tego, bo tam naprawdę nie ma co jeść. jeżeli sam tam nie jedziesz to pomóż w zbiórce na paliwo, nikt tam nie dojezdża bo za daleko

    https://zrzutka.pl/vhezf3

Dodaj komentarz