Polityka

Pełne oczyszczenie Polski, czyli System Oceny Obywateli

oczyszczenie polski system oceny obywateli grzegorz bierecki

W jakiś niezauważalny sposób przestaliśmy żyć w teraźniejszości i skoczyliśmy od razu w przyszłość. W tę samą przyszłość, w której żyć nie chcieliśmy. Wielki Brat przybija obywatelowi na czole pieczątkę określającą jego przydatność, a w tle słychać słowa o „pełnym oczyszczeniu Polski”.

Ta przyszłość, w którą niezauważalnie skoczyliśmy jest tą samą, przed którą ostrzegały nas wszystkie powieści o antyutopiach. Ale zanim przejdziemy do szerszych dywagacji pochylmy się na chwilę nad słowami, które uwięziły moje myśli i znów kazały mi usiąść do klawiatury.

„Nie ustaniemy, aż nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej” – te słowa wypowiedział senator PiS Grzegorz Bierecki. Multimilioner, twórca SKOK–ów i nieusuwalny, finansowy filar partii obecnie rządzącej.

Te słowa sprawiły, że poczułem nagłe mrowienie z tyłu głowy, tam gdzie zwyczajowo w naszej ojczyźnie przykłada się lufę radzieckiego nagana, lub niemieckiego lugera. Nic nie poradzę, tego typu słowa podbijają mi skojarzenia, mimo późniejszych tłumaczeń.

Chyba nie tylko mi.

Moje skojarzenia senator Bierecki starał się uspokoić wygłaszając przeprosiny (które ktoś czepliwy mógłby nazwać klasycznym non-apology). – Przepraszam, że moje słowa mogły zostać źle odczytane – powiedział polityk cytowany w depeszy państwowej Polskiej Agencji Prasowej.

Bierecki dodał, że wypowiedź została wyjęta z szerszego kontekstu i chodziło tu oczywiście o Smoleńsk. – Sens mojej wypowiedzi był jasny, oczywisty w kontekście tragedii smoleńskiej i mojego bólu, że do niej doszło, a także żalu, że ludzie za nią odpowiedzialni wciąż nie ponieśli kary – tłumaczył w rozmowie z portalem wpolityce.pl.

Warto tu zauważyć, że ten propartyjny portal należy do spółki Fratria, która jest powiązana kapitałowo ze spółką Biereckiego, a sam senator w przeszłości zasiadał tam w radzie nadzorczej. No, ale nieważne – każdy może tłumaczyć swoje słowa tam, gdzie chce.

Ale mimo wyjaśnień senatora mój mózg ma tak, że jak już coś wywoła w nim skojarzenia, to trudno je potem powstrzymać. Taka przypadłość. Nie będę pisał tu o tych oczywistych, które zaczynają łomotać marszowym rytmem podkutych butów za każdym razem, gdy ktoś zapowiada „oczyszczenie Polski”. Mówię o tych bardziej nieznośnych, tych uporczywie brzęczących pod czaszką.

O tych, które mówią, że segregacja na obywatela dobrego i złego, godnego i niegodnego, czystego i brudnego dawno już się rozpoczęła, niezależnie od tego co senator mówi podczas smoleńskiej rocznicy.

Jestem wystarczająco stary i wystarczająco nieostrożny, by pamiętać, że podział na naszych i obcych nie zaczął się wcale w 2015 roku, kiedy Grzegorz Bierecki z kolegami z PiS przejął władzę absolutną w Polsce. Nie zaczął się nawet w roku 2005, kiedy PiS ramię w ramię z obecnym pupilem opozycji Romanem Giertychem przemeblował sobie mój kraj – o czym nikt zdaje się już nie pamiętać.

Pisałem już o tym w tekście „Rasa panów i rasa chamów”, ale przypomnę, że poparcie dla PiS nie wzięło się znikąd i nie powinno być zaskoczeniem. Wykluczenie społeczne, jakie zafundowaliśmy mniej wykształconym, mniej uposażonym i mniej obytym w wielkomiejskim świecie nie mogło pozostać bez konsekwencji. To nasze polskie pęknięcie, nad którym rozdzierają teraz szaty panowie redaktorzy i panowie politycy Platformy Obywatelskiej nie pojawiło się teraz.

To oni je dopiero teraz dostrzegli.

Pęknięcie, które w takim szoku odnotowali ledwie kilka lat temu eksperci w garniturach z wieczornych programów TVN24, było tu już w 1989 roku. Ale oni przez lata nie widzieli go zza okien eleganckich samochodów i warszawskich apartamentowców.

Przez lata te same garnitury mówiły w usłużnych władzy telewizjach, że wszystko idzie w dobrym kierunku. A to trzeszczało, oj jak potwornie trzeszczało! Ja to trzeszczenie słyszałem, wy to słyszeliście. Oni nie.

Oni usłyszeli ten trzask dopiero wtedy, gdy sami stali się obywatelami w Polsce niepotrzebnymi. Dopiero w momencie, kiedy ten pogardzany przez nich plebs zaczął tę Polskę na nowo oczyszczać. Po swojemu, nieporadnie, brutalnie i przy gorącym poparciu partii aktualnie rządzącej.

Teraz to tamci dzielą Polaków na tych „czystych” i „brudnych”. I robią to mocniej, silniej, bardziej po chamsku, ale to też nie jest zaskoczenie. Wykształciuch nie pobije robola w tramwaju za to, że robol jest nieeuropejski. Wykształciuch obsmaruje go w „liście do redakcji”, w zatroskanej rozmowie z kolegą politykiem na aspirującym do Europy tarasie w Miasteczku Wilanów ze stolikiem z Ikei i doniczką bazylii. Ewentualnie podczas przerwy na kubek rozpuszczalnej kawy Tchibo w międzynarodowej korporacji, która udaje, że tworzy „przyjazny habitat” w pracy, a tak naprawdę Polaka w Polsce wypycha niezgodnie z Kodeksem pracy na śmieciową umowę B2B, a Niemca w Niemczech na etat z mieloną kawą wprost z Ameryki Południowej i pakietem socjalnym obejmującym masażystkę i opiekę dentystyczną.

Wracając: dziwi się ten wykształciuch i pyta zszokowany, dlaczego obecny obywatel pierwszej kategorii nie poprzestanie na krytyce nad kieliszkiem wina lub wyrażeniu oburzenia w sympatycznym programie Moniki Olejnik, czy w show o podobnym poziomie „Dzień dobry TVN”. Dziwi się, dlaczego obecne plemię zwycięskie daje mu w mordę w tramwaju, ubiera się w jakieś koszulki z facetem mordującym ludność cywilną na Wschodzie i czemu pluje mu w twarz po pijaku.

No kurwa może dlatego, bo chłopie przez 30 lat zepchnąłeś tych ludzi w edukacyjną i społeczną przepaść. Bo powiesiłeś sobie na ścianie plakat Leszka Balcerowicza i onanizowałeś się do exposé Donalda Tuska puszczanego na swoim nowoczesnym, amerykańskim smartfonie z jabłuszkiem. Bo zamiast zauważyć, że plwocina powoli, bo powoli, ale zmierza w twoją stronę wolałeś zapisać się do zwycięskiego w tamtym czasie plemienia i po prostu zamknąć oczy.

No to chłopie, to drugie plemię jest teraz zwycięskie.

Walcząc w równym szeregu, nie we własnym interesie, a w interesie polityka, który cię na tę wojnę popchnął, nigdy nie wyzwolisz się spod podkutego buta – niezależnie, jakie partyjne logo ten but ma wybite na cholewce. Będziesz bił się z drugim Polakiem w interesie milionera, który gada jakieś bzdury w telewizorze, bo wie, że ty w nie uwierzysz. Będziesz walczył o to, by politycy zamienili się miejscami – jak w przedszkolnej grze w krzesełka – i pozwolili ci być przez chwilę obywatelem pierwszej kategorii, a twojego sąsiada zepchnęli na wysypisko.

Dopóki oba plemiona będą walczyć w imię senatorów Biereckich, posłów Niesiołowskich i innych, dopóty będziemy mieć mrowienie na karku za każdym razem, gdy ktoś mówi o oczyszczeniu.

A już najbardziej karki swędzą chyba nas – członków plemienia trzeciego, które nie popiera nikogo, siedzi na płocie okrakiem i regularnie zbiera po pysku od obu stron.

ksiązka nienawiśc.pl

Więc (zdania nie zaczyna się od „więc”) tu właściwie mógłbym zrobić pointę i zakończyć tę moją durną, szkodliwą społecznie pisaninę, ale najwytrwalszym Czytelnikom jestem winien rozwinięcie jeszcze jednej myśli.

Dlaczego przyszłość nas dogoniła?

Jakiś rok temu Chiny uruchomiły oficjalnie System Oceny Obywateli (shèhuì xìnyòng tǐxì, Social Credit System). To projekt, nad którym ten kraj pracuje (oficjalnie) przynajmniej od 2014 roku, a który ma objąć całe państwo w roku 2020. Dobrzy obywatele zyskują w nim punkty, źli – tracą je. Punkty dostać można za dobrą zdolność kredytową, rozsądne zarządzanie pieniędzmi, wyniki w pracy, właściwe pożycie (piękne słowo) małżeńskie.

Ale też za post w mediach społecznościowych chwalący partię. Za prominentnych znajomych. Za lajk pod właściwym artykułem. Za udostępnienie tekstu o tym, jak bardzo władza dba o człowieka. Jak wspaniale ma się budżet i jak dobrze się żyje w kraju. Za to, że masz dużo lajków pod zdjęciem z wakacji. I za to, że napisałeś, że te wakacje najlepiej spędzać w kraju, a nie za granicą, gdzie panuje moralna zgnilizna. I że smakują ci narodowe potrawy, a partia dobrze robi wsadzając do więzień przeciwników postępu. Że oczyszczenie jest potrzebne i Chwała Wielkiej Polsce. Przepraszam – Wielkim Chinom.

Za podpierdolenie kogoś, kto myśli inaczej też wpada punkt.

Punkty traci się natomiast za wszystko inne: za biedę, za nieodpowiednie pochodzenie. Za przynależność do innego plemienia – w Chinach to całkiem dosłowne. Za własne poglądy, za wykroczenia drogowe, za wyroki sądowe. Za to, że napiszesz na czacie z koleżanką, że ten cały Xi Jinping to może cię w dupę pocałować. Za jakieś tam prawa człowieka. Za pragnienie wolności. Za wspomnienie w zwykłej rozmowie o placu Tian’anmen. Za to, że kupujesz w sklepie internetowym niewłaściwe towary (ty nie wiesz, co jest niewłaściwe, ale oni wiedzą i mają na to tabelkę z punktami). Za to, że punkty stracił twój znajomy, a ty często się z nim spotykasz. Za to, że wartościowych znajomych masz zbyt mało, albo zbyt dużo tych niewartościowych. Że wczoraj po pracy grałeś przez 5 godzin w grę komputerową, a to pokazuje, że jesteś leniwy. Za film, który obejrzałeś w internecie – zawierał niewłaściwe treści. Za książki, które się nie podobają partii. Za to, że za mało chwalisz partię. Albo zbyt rzadko gimnastykujesz się używając aplikacji do gimnastyki i zbyt często oglądasz gołe cycki używając aplikacji do oglądania gołych cycków, zwłaszcza tych zagranicznych – z nieprzyjaznej Japonii.

Za to, że jesteś sobą i myślisz po swojemu.

Punkty w Systemie Oceny Obywateli tracisz nawet za to, że nie pochwaliłeś wspaniałego pomysłu, jakim jest System Oceny Obywateli.

Jeszcze w fazie testowej – 5 lat temu – setki tysięcy osób chwaliły się swoją wysoką punktacją w Systemie za co oczywiście zarabiały dodatkowe punkty. Kolejne setki tysięcy chwaliły na wyścigi partię usiłując podbić swój wynik. Artykuły o tym, jak w Chinach żyje się dobrze zyskiwały masową ilość udostępnień, a tamtejsze „Wiadomości” i chińska Danuta Holecka zanotowały wzrost oglądalności.

Po co to wszystko?

Bo 23 miliony ludzi zostały już ukarane za zbyt niską punktację i za bycie „nieczystym” obywatelem. Jak podał „The Guardian” 17,5 miliona osób dostało zakaz zakupu biletów lotniczych, a 5,5 miliona nie może kupić biletu na pociąg.

Są zbyt złymi obywatelami, by móc się przemieszczać po kraju. Polityka rządu jest taka, że System ma całkowicie wyeliminować z normalnego życia ludzi z niską punktacją, a tym z wysoką ma pozwolić awansować do elity.

Za złą punktację państwo może nawet odebrać ci psa, bo nie nadajesz się do opieki nad nim. Polubiłeś przecież w internecie jakiś wpis, w którym krytykowano System Oceny Obywateli. Po psie przyjdzie kiedyś czas na odebranie ci dzieci.

Co jeszcze? Jeśli używasz aplikacji randkowej to automatycznie masz mniejsze szanse na znalezienie partnera. System promuje obywateli z wysoką punktacją, a tych z niską ukrywa, lub proponuje im użytkowników brzydszych, biedniejszych, lub zwichrowanych.

Twoje ujemne punkty zmniejszają też szansę na kredyt. Co jest zabawne zważywszy, że punkty dostajesz też za zdolność kredytową. Im jest ona większa, tym staje się większa. Im jest mniejsza – tym bardziej zanika.

Z niską punktacją nie dostaniesz też dobrej pracy i nie poślesz dziecka do dobrej szkoły, co oczywiście jeszcze bardziej obniży twoją punktację wypychając cię na margines społeczeństwa.

Chiny pracują też nad systemem rozpoznawania twarzy, a liczba kamer ulicznego monitoringu zwiększa się w sposób zakrawający o absurd. Technologia jest już na tym poziomie, że komputer potrafi rozpoznać konkretną osobę w tłumie 60 tys. ludzi.

chiny system oceny obywateli rozpoznawanie twarzy

Partia wie już nie tylko to, o czym piszesz w internecie. Ona wie, kiedy wychodzisz z domu, gdzie wychodzisz, z kim się spotykasz i o czym z nim rozmawiasz. I punkty lecą.

Albo w ogóle zabrania ci gdziekolwiek chodzić, tak jak w regionie Sinciang, gdzie Ujgurowie – mniejszość etniczna i religijna – mają zakaz oddalania się od domu na więcej niż 300 metrów. Kamery z systemem rozpoznawania twarzy od razu zawiadamiają policję, gdy Ujgur przejdzie tam metrów 300 plus jeden.

Takie pełne oczyszczenie w promieniu 300 metrów – mówią moje skojarzenia.

Był taki odcinek antyutopijnego serialu Black Mirror, w którym wartość obywatela mierzona była ilością lajków w serwisach społecznościowych. Ci, którzy zbierali ich więcej – na przykład za piękne zdjęcia uśmiechniętej rodzinki zajadającej się domowymi babeczkami – mieli większe prawa. Ci, którzy nie stawiali za wszelką cenę na popularność – mniejsze. Prosty i upiorny mechanizm.

Dzielenie obywateli na lepszych i gorszych nie jest nowym wynalazkiem również w kraju PO-PIS. U nas komputerowego Systemu Oceny Obywateli jeszcze nie ma i patrząc na informatyzację ZUS i innych urzędów, mam nadzieję, że jeszcze przez jakiś czas nie będzie.

Pytanie jednak brzmi: ilu z nas ten system ma już tak wdrukowany w głowę, że nie potrzeba do tego żadnego komputera?

Ilu z nas posługuje się na co dzień systemem Konformizm 2.0 i gnie kark ze strachu, lub w nadziei na okrawki z pańskiego stołu? Ilu woli siedzieć w ciepłych kapciach i z zamkniętymi oczami?

Ilu z nas jest w stanie zatrzymać to, co nadchodzi nieuchronnie?


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.


 

 

24 Responses

  1. Sorry, Borsuku.
    Postawiłeś diagnozę, że wykształciuchy dziwią się prolom że ich nienawidzą. I że jak prole się dorwali do władzy, to teraz chcą czyścić kraj z niepatriotycznych elementów. W jakimś zakresie trafna diagnoza. Tylko wiesz co? Nic z niej nie wynika. Jesteś kolejnym ‚lewackim’ publicystą, który mówi „byliśmy głupi”.
    Napisz jaki masz pomysł na zmianę tego układu. Albo co należało zrobić przez ostatnie trzydzieści lat. Wtedy docenię. Bo moim zdaniem nie ma dobrego rozwiązania. Ale może masz jakiś pomysł? Chętnie posłucham.
    Sorry, Borsuku.

    1. Na podstawie jednego artykułu domagasz się odpowiedzi ? Przeczytaj resztę i zastanów się nad całością, i co to znaczy że lewacki publicysta w tym kontekście artykułu. Rozumiem że jesteś jednym z tych co domagają się recepty na życie od innych (ale tak żeby samemu się nie wysilać).

  2. skoro siedzisz na płocie okrakiem, to znaczy że jesteś letni, czyli ani zimny ani gorący.
    Nie dziw się więc że plują na ciebie z każdej strony, bo kiedyś Bóg cię wypluje z niesmakiem za to że byłeś letni

    1. Nie mieszajmy pojęciowo dwóch różnych systemów walutowych – nie bądźmy Pewexami. Rzeczywiście jesteś „katolem” (czyli jak mniemam: jesteś katolikiem nie tylko z nazwy, naprawdę wierzysz, czytasz Pismo i znasz je znacznie lepiej, niż przeciętny praktykujący – to tak, jak ja), skoro znasz fragment (chyba Apokalipsy? czy to z listów?) o byciu letnim. Na pewno znasz więc cytat o płaceniu podatków – oddaj cezarowi, co cezara, a Bogu do boskie.
      Moim zdaniem, autor artykułu siedzi okrakiem w sprawach cezarowych i nie można tego przenosić na jego postawę w sprawach moralności i religii.

  3. Też miałam skojarzenie z „Limes inferior”. Kto będzie moim lifterem, skoro tak jak Ty siedzę na płocie i obrywam (mentalnie, na szczęście) od obydwu stron?

  4. Hej,
    uwielbiam Twoje teksty za logikę, skojarzenia, przenikliwść oraz staranność językową. Na Zeusa popraw zatem proszę zdanie
    (…) dlaczego obecne plemię zwycięskie daje mu w mordę w tramwaju, ubiera jakieś koszulki z facetem mordującym ludność cywilną (…), gdzie nie wiadomo w co te plemię ubiera jakieś koszulki.
    Ubierać buty, ubierać sweter, albo – jadąc po bandzie – ubierać swetr, to jakaś plaga do cholery!

    Z pozdrowieniami,
    Paweł

    1. Paweł, to nie błąd 🙂 To regionalizm. Choć akurat nie jestem z Małopolski, to czasem używam. Ale dla ciebie mogę zmienić 🙂

  5. Chciałem tylko przypomnieć że ktoś to już kiedyś przepowiedział- nawet o wiele wcześniej niż Orwell

    1. Te wszystkie antyutopie miały być na postrach, a stały się podręcznikami :/

  6. Odcinek „Black Mirror”, o którym Pan wspomniał, jest genialny. Poza tym polecam książkę „Zero” Marka E..
    E… Coś na E 😀 niby fantastyka, tak by się mogło wydawać…. tez tyczy inwigilacji i wielkiego brata w XXI wieku.

  7. Czytam Cię Borsuku od dawna i boję się tego świata. Gdyby 20 lat temu ktoś mi powiedział,że nasz świat, mój świat, będzie tak wyglądał to bym mu komisyjnie na buty napluła. A wychowałam się na klasycznej SF. Wielki Brat, statki kosmiczne podbój kosmosu lasery… Jak ja się wtedy doskonale bawiłam to ojeju. A teraz wstaję rano i zaczynam się bać. Sąsiada spod piątki bo on pije i bije żonę, gościa w sklepie bo dziwnie na mnie patrzy, ludzi którzy przechodzą lub stają zbyt blisko mnie… Polityków też się boję, mimo,że chcą dla mnie dobrze.Wywaliłam telewizor z domu, rzygam papką informacyjną która nic nie wnosi oprócz tego,że po każdych wiadomościach na dowolnym kanale czułam się brudna. Miałam ochotę wywrócić się na lewą stronę i wyszorować szczotką ryżową wrzątkiem i domestosem. A nie, przepraszam, plastikową, z marketu bo jest lepsza. Drogeria w której raz kupiłam mydło wysyła mi wiadomość,że oto specjalnie dla mnie jest promocja na nowy tusz do rzęs. Poczta informuje,że skoro ostatnio oglądałam szpej na pewnej stronce to powinnam również zajrzeć na stronę z butami dla prawdziwie eleganckich kobiet. A sąsiadka patrzy na mnie z politowaniem, bo nie mam męża, chodzę w moro i bywam na strzelnicy. A dzielnicowy pyta, co robiłam w dniu tym i tym. Bo mają zawiadomienie,że jestem niebezpieczna bo interesuję się bronią palną, bywam na strzelnicy i ostatnio kupiłam „Akwarium” Suworowa. A czasy teraz niepewne… Kurwa, no boję się. Serio się boję. A najgorsze jest to,że nawet nie mam dokąd uciec. Jakieś małe państewko na zadupiu Afryki gdzie władzę dzierży naćpany watażka z Kałachem? Czy może pozostać tutaj, w [pluszowym totalitaryzmie który mnie dusi ale przecież dla mojego dobra ? W Afryce mam szansę na przetrwanie taką jak łza na rozpalonej blasze. Tutaj też nie mam szansy. Bo TU mogę postępować jedynie tak jak nakazuje mi jedyna słuszna linia. A TAM…. Tam w sumie też. Nie wyrzucę dokumentów do studzienki ściekowej bo raz, zatruję środowisko a to nie ekologiczne a dwa stracę punkty. Nie odejdę bo nie ma dokąd odejść. Fajnie. Boję się świata i tego co czas przyniesie. Jest jakiś sposób,żeby przestać się bać ? Pozdrawiam i dziękuję za Twój blog. Dziękuję za nienawiść. Bo chyba zamiast się bać w końcu zacznę po prostu nienawidzić…

    1. Bardzo dziękuję, że czytasz. Ja staram się mieć nienawiść nie do ludzi, a do zjawisk i mechanizmów. Tak zdrowiej.

  8. Wspomniałeś po raz kolejny że dwa plemiona zamieniają się miejscami, a trzecie plemię dostaje po pysku od nich obu. A może jest jednak trzecia droga gdzie wykluczeni nie pchają się do koryta nie starają się przy korycie napchać swoich kieszeni i z pełnymi brzuchami srać na poprzedników. Może dobrze urodzeni nie musza gardzić tymi którym się w życiu nie udało? Czy nie warto się kształcić rozwijać poznawać jasne i ciemne strony tego świata, a potem pracować dla dobra swojej ojczyzny oraz współpracować z jej sąsiadami?

    1. No taka droga byłaby mile widziana. Oczywiście, że warto – chciałbym tego dożyć.

    2. A propos trzeciego plemienia – ciągle mnie zaskakuje to, jak wielu ludzi myśli podobnie do Borsuka, czyli, że nie są ani jednym, ani drugim plemieniem. Zastanawiam się, jaki jest potencjał polityczny tego naszego plemienia? Obok Borsuka do plemienia należą np. Ziemkiewicz, Kolonko z całym #R, PodziemnaTV, Rola, Michalkiewicz… Kiedyś myślę, że należało środowiska Kukiz’15, ale co oni teraz mają w głowie, to nie jestem pewny.
      Michalkiewicz ma ciekawą teorię – od 45 r. w Polsce etniczna ludność polska musi dzielić terytorium z polskojęzyczną grupą rozbójniczą, reprodukująca się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii i ich konfidentów. Coś w tym jest – polską inteligencję, wychowaną w tradycjach patriotycznych, która była gotowa bronić Ojczyzny aż do śmierci, skutecznie przetrzebili najpierw Niemcy, potem Rosjanie. Została garstka, niezdolna do skutecznego oporu przeciwko zaborcom. Ile czasu potrzeba, żeby ta narodowa substancja się odtworzyła? Ile pokoleń? Dziś jest to – używając terminologii Borsuka: trzecie plemię. Jakie mamy szanse odzyskać władzę nad krajem?
      Póki co, róbmy co możemy. Mam 3 córki. Na ile potrafię, staram się je wychować na członków trzeciego plemienia – bez kosmopolityzmu, ze świadomością czym jest propaganda, że trzeba myśleć samodzielnie, że przez 123 lata nie mieliśmy prawa do samostanowienia, że to nie jest bez znaczenia, co kupują i od kogo – i tak dalej… Krótko mówiąc praca organiczna.

  9. Jak czytam doniesienia o systemie oceny obywateli w Chinach to ciągle przypominają mi się dwie książki pana Zajdla: „Limes Inferior” i „Paradyzja”. Co mnie przeraża to fakt że te (i inne również) ksiazki do niedawna klasyfikowane jako fantastyka naukowa stają się mniej lub bardziej rzeczywistością, a państwem które wprowadza opisane tam „rozwiązania” jest obecnie największe supermocarstwo o nie małym wpływie na politykę wielu innych krajów, nie mówiąc już o dominacji gospodarczej. Taki przykład pierwszy z brzegu – telefon z którego piszę ten komentarz nawet jeśli nie powstał w Chinach to zawiera albo komponenty tam wyprodukowane albo komponenty te powstały z materiałów wydobytych w Chinach, a żeby było jeszcze śmieszniej to prawdopodobie dotyczy to również każdego jednego ekranu na którym odczytywane są te słowa i najprawdopodobniej nie ma na to rady jeśli chce się korzystać z elektroniki. Podsumowując – nie wiem czy już nie jest przysłowiowo pozamiatane. Nie widzę za bardzo opcji na alternatywne głosowanie portfelem które nie będzie choćby pośrednio prowadzić do umacniania się wpływu nie tylko gospodarczego Chin na świat, a kto wie kiedy pojawią się kolejne formy implementacji ich systemu kontroli społeczeństwa i czy będziemy musieli dużo płacić za licencję i czy nasi zacni przyszli bądź obecni politycy utargują chociażby offset :p

Dodaj komentarz