Polityka Życie

Wyrzucili Miłosza ze szkół, czyli jesteśmy w dupie

Miłosza wykreślili z podstawy programowej

Trochę szkoda mi tego Miłosza. Wywalili go ze szkół. No po prostu bach i Miłosza wykreślili z podstawy programowej. Oni, czyli kto? Jakaś urzędnicza ręka dzierżąca państwowy długopis wzięła i wykreśliła. Co myślała właścicielka ręki? Ręki właściciel? Czy myśleli w ogóle?

Jest w Warszawie plac Krasińskich – dziś bardzo znany, bo i Sąd Najwyższy i pomnik Powstania Warszawskiego i Donald Trump, który wygłosił tam przepisane z Wikipedii przemówienie. No, dużo się dzieje.

Kiedyś działo się mniej. Kiedyś codziennie przechodziłem przez plac i ogród Krasińskich, bo tak się złożyło, że niedaleko było moje liceum. To w tym ogrodzie piłem za gówniaka na umór, łapałem koleżanki za kolano i w ogóle wesoło się bawiłem.

A potem – przypadkowo zresztą – przeczytałem „Campo di Fiori”, zanim Miłosza wykreślili z podstawy programowej i wywalili ze szkół. Takich, jak ta moja szkoła. Wtedy.

Szkoda mi tego Miłosza. Właśnie głównie za to „Campo di Fiori” i za ten plac Krasińskich i za tę Bonifraterską i Świętojerską mi go szkoda. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że to tam, że to w miejscu przez które codziennie przechodzę, stała ta karuzela. To na niej bawiący się ludzie w Wielkanoc roku 1943 „łapali skrawki w powietrzu”.

Łapali skrawki płonącego getta. Płonących ludzi. Bo przecież tam, za murem, obok tej rozkręconej karuzeli ginęli ludzie.

– Ten wiersz, jak i niektóre inne wiersze pochodzące z moralnego oburzenia, gniewu, został wydarty ze mnie przez zbieg okoliczności. Jechałem do Jerzego Andrzejewskiego, który mieszkał na Bielanach. Linia tramwajowa przechodziła właśnie tam, gdzie stała karuzela i gdzie słychać było strzały broniących się powstańców. Był zator tramwajowy i przez dłuższy czas patrzyłem na to, co się tam działo. Pod naciskiem emocji zaraz napisałem ten wiersz – powiedział poeta Miłosz, zanim poetę Miłosza wykreślili z podstawy programowej i wyrzucili ze szkół.

Może właśnie ten gniew – ukryty przecież w wersach „Campo di Fiori”, z pozoru niewidoczny – zrobił na mnie wtedy wrażenie? Może lokalizacja? Może to, że Miłosz wielkim poetą był? Nie wiem.

Dziś zastanawiam się, kto tego Miłosza wykreślił i dlaczego. Przez „Zniewolony Umysł”? Przez tę karuzelę? Dlaczego?

Czy dlatego, że nauczyciel musiałby wyjaśnić dzieciakom, że świat nie jest czarno – biały i podzielony na dwa plemiona? Że istnieli Polacy, dla których śmierć Żydów w getcie nie była wystarczającym powodem do zrezygnowania z rozrywki?

Może musiałby przytoczyć słowa Marka Edelmana? Na przykład te. „Pierwszego dnia Powstania w getcie ta karuzela była, ale się nie kręciła. Dopiero drugiego dnia zaczęła się kręcić i to było coś tragicznego. Przez okna było widać, jak się kręci, katarynka gra, spódnice dziewczyn, czerwone i niebieskie w białe grochy, powiewają na wietrze. To widzieliśmy z okien, i to było naszym przekleństwem. Tu się pali i zabijają, a tam się wszyscy śmieją i bawią”.

A może i inne słowa musiałby wyjaśnić? Słowa Feliksa Tycha, ukrywającego się poza murami getta. Słowa człowieka stojącego przy tej samej karuzeli. „Przy rogu Świętojerskiej zobaczyłem działko niemieckie, a wokół niego grupę wyrostków, którzy z okrzykiem «Jude! Jude!» wskazywali artylerzystom jakieś prawdziwe lub domniemane postacie ukazujące się w oknach domów płonących za murem. (…). Zawróciłem szybko w kierunku postoju platform konnych (…). Kiedy wóz ruszył, jakiś niechlujnie ubrany, siedzący naprzeciw mnie mężczyzna powiedział: «Żydki się smażą», ale nikt nie podjął tematu”

Być może młodzi nie powinni wiedzieć, że w naszym narodzie – jak w każdym innym – oprócz większości ludzi porządnych zdarzały się, zdarzają i zdarzać się będą gnidy.

Szmalcownicy. Konfidenci. Mordercy. Ludzie mali duchem i mierni moralnie, którzy za parę groszy lub ze strachu będą układać się z każdą władzą i każdej władzy dupę będą lizać.

Czy tylko gnidy kręciły się wtedy – w Wielkanoc 1943 roku – na karuzeli? Czy były to wyłącznie same „świnie, które siedzą w kinie”? Być może. Być może nie.

Czy takich gnid dziś już nie ma?

Tych pytań w szkole nikt już nie postawi. Jakaś urzędniczyna uznała, że młodzi nie powinni wiedzieć, że właśnie taka jest część ludzi. Lepiej, jak będą słuchać wyłącznie o białych kartach historii, Polska Chrystusem narodów, wstajemy z kolan, Alleluja i do przodu.

Lepiej, jeśli młodzi nie zadadzą nauczycielowi pytań. Na przykład takich: dlaczego te dzieciaki z opowieści Feliksa Tycha krzyczały „Jude, Jude” wskazując na okna getta? Być może młodzi zrozumieliby wtedy podczas lekcji, że nie istnieje żaden mityczny „polski gen antysemityzmu”, ale istnieje coś takiego jak konformizm i ukierunkowane wychowanie przez wyrachowanych ludzi. A to jest dużo gorsze.

Czy to, że Miłosza wykreślili z podstawy programowej jest początkiem powrotu takiego wychowania?

Być może młodzi nie powinni też wiedzieć, że nie każdej władzy należy się ślepo podporządkować i wierzyć, że dopóki władza dręczy kogoś innego, ja nie powinienem tego zauważać. Nie powinienem się wtrącać. Powinienem się kręcić na pierdolonej karuzeli.

Być może nie powinni wiedzieć, że również po nich ktoś kiedyś może przyjść i zamknąć ich za murem.

Zastanawiam się dlaczego to właśnie Miłosza wyrzucili ze szkół. I jakim cudem – do cholery! – razem z poetą Czesławem wyleciał Kafka ze swoim „Procesem”?

Zastanawiam się nad tym, że żyjemy w czasach, gdy decyzja o wykreśleniu lub niewykreśleniu każe nam szukać politycznych i propagandowych motywów. Czy urzędnicza ręka wykreśliła, bo Miłosz się sprzeciwiał? Wykreśliła, bo Kafka ostrzegał?

Żyjemy w czasach, gdy nie umiem na to pytanie odpowiedzieć „nie” z pełnym przekonaniem. A to nie podoba mi się bardzo.

Ale wiem też, że jeśli teraz przeciwko wyrzucaniu Miłosza protestują środowiska opozycji sprzymierzone z Giertychem, który ze szkół wyrzucał Gombrowicza to wszyscy jesteśmy w głębokiej dupie.

I zostaje nam w tej dupie tylko małe, malutkie światełko zapalone 74 lata temu przez Czesława Miłosza:

„Aż wszystko będzie legendą

I wtedy po wielu latach

Na nowym Campo di Fiori

Bunt wznieci słowo poety”.

 

Grafika na podstawie zdjęcia Czesława Miłosza; Wikimedia Commons ® Artur Pawłowski

17 Responses

  1. Z esejów Miłosza pisałam moją pierwszą olimpiadę, dawno temu. 🙂
    Miło tu trafić, to może trzecie – w porywach do czwartego – miejsce w Sieci, po lekturze którego nie rwę sobie włosów z głowy i nie chlipię w poduszkę, że się na świecie jeno stado baranów ostało. Jeżeli się wkurzać, to nie indywidualnie. 🙂 Nadrobiłam spory kawał tekstów, łącznie z taksówkarzami, i zostaję. Pisz dalej, koniecznie.

  2. – To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.
    Stefan K.

  3. Kobieta w towarzystwie chłopaka, na monitorowanej promenadzie została brutalnie zgwałcona przez “kobiety i dzieci z Syrii”. Na domiar złego jet do tego stopnia bezczelna że przeżyła i powiedziała kto jej to zrobił.Temat dla niektórych niewygodny.

  4. Dzisiaj odrkyłem nienawiść.pl. Na moją skołataną duszę project managera z amerykańskiej koproracji, ojca trójki dzieci i właściciela mieszkania na wilanowie spłynęła chęć rozpierdolu.

    Drogi Autorze. Jesteś więcej niż Złomnikiem polskiej polityki. Walcz dalej. Nie spierdol tego.

    1. Nawet nie wiesz, jaką przyjemność mi sprawiły te słowa 🙂 Wkurwiaj się! Im więcej nas, tym mniej ich 🙂

      1. Yyy, dzisiaj funkcjonuję na kiepskiej kawie i mi się plączą klawisze.
        Zgadzam się z pierwszym przedmówcą. Twój blog to moje dzisiejsze odkrycie. Bardzo w punkt.
        Będę Cię podczytywać przy kawie. Z szacunku do tego, co piszesz, wybiorę lepszą, niż ta dzisiejsza 😉
        I dzięki. Że Ci się chce. Serio, nie zepsuj tego.

  5. Pytanie dlaczego edukacja ma być centralnie sterowana? Po co potrzebna nam komisja edukacji narodowej, ministerstwo edukacji, plan nauczania itd?
    Dlaczego szkoły/rodzice sami nie mogą decydować o tym czego uczą się ich dzieci?
    Chcą czytać o Miłoszu, to wymuszą tę decyzję na włodarzach swojej szkoły, nie chcą, to poślą dzieci do innej placówki.
    Dlaczego wszystkie dzieci w całej Polsce mają być jak od linijki uczone dokładnie tego samego?
    Kto i dlaczego boi się rożnorodności nauczania?
    To powinno być podstawowe pytania, które powinniśmy sobie zadać.
    A nie sytuacja jak teraz, zmienia się opcja polityczna – zmienia się do góry nogami system edukacji. I tak co 4-8 lat. Przecież to jest chory system!

    1. Dlatego, że nie każdy mieszka w mieście, które ma konkurujące ze sobą szkoły i może się okazać, że jedyna szkoła w promieniu 20 km to szkoła w której na biologii uczą że szczepionki powodują autyzm a antykoncepcja inna niż kalendarzyk raka. Program nauczania jest po to, żeby każdy uczył się tego samego i miał (w teorii) równe szanse w kwestii dalszej edukacji.

      Osobiście uważam, że organizacja odpowiedzialna za podstawę programową w szkołach powinna być niezależna od “władzy” a sama podstawa powinna się zmieniać wtedy, kiedy zmienia się stan naszej wiedzy.

      1. I później przez edukacje centralnie sterowaną masz takie cyrki jak teraz. Przychodzi PiS i robi rozpierdziel – nic go nie interesuje czego ludzie chcą – wywala gimnazja bo coś im się ubzdurało – a samorządy niech sobie radzą.
        To samo było za PO – sześćiolatki do szkół – nikt tego nie chciał. Kto jest Panem w tym państwie? Tusk, Kaczyński? Dlaczego oni mają decydować czego ma uczyć się moje dziecko.
        Argument za szkołami w różnych miastach i równym starcie jest jak bujda na resorach. Szkoły wiejskie i tak najczęściej gorzej uczą niż miejskie – centralne planowanie edukacji temu nie zapobiega. Po prostu lepsi nauczyciele wolą uczyć w ośrodkach miejskich, gdzie mają większe możliwości.
        Lepiej żeby wszyscy mieli po równo – czyli mało, ale przynajmniej sprawiedliwie.

  6. Każda władza stara się wychować młodzież, czyli swój przyszły elektorat zgodnie z obowiazująca ideologią. Służą temu wszelkie reformy szkolnictwa. Pamietam czasy stalinowskie i późniejszy PRL. O Miłoszu nie słyszał prawie nikt. Nie dziiwi mnie więc, że obecnie zastępuje go pan Jarosław Marek Rymkiewicz. Takie będą narody, jakie ich młodzieży chowanie, jak powiedział pewien mądry biskup w czasach, kiedy nawet księża reprezentowali jakiś poziom

  7. Myślę, że bardzo im – tym skreślającym – nie w smak, że mogą być spisane ich czyny i rozmowy. I obawiają się, że ktoś może zauważyć, iż koniec świata staje się już. No i: „Był czas, kiedy czytano tylko mądre książki pomagające znosić ból oraz nieszczęście. To jednak nie to samo co zaglądać w tysiąc dzieł pochodzących prosto z psychiatrycznej kliniki”.

  8. Ja bym chyba nie rwał włosów z głowy. Po pierwsze, to ponoć tylko czyjaś propozycja, wcale nie ostateczny kształt podstawy programowej. Po drugie, ważniejsze. Załóżmy, nawet, że wiersze Miłosza nie trafią na listę lektur. To przecież nie znaczy, że nie można ich omówić, przeczytać w ramach lekcji. Chyba zbyt mało pamiętamy, że poza podstawą programową jest jeszcze nauczyciel, człowiek, nie robot (na razie). Poza tym, nie ukrywajmy: dla większości miernot zdających maturę i tak najważniejszy jest bryk, nie jakiekolwiek głębsze przesłanie. I to czy będzie tam Miłosz czy Rymkiewicz niewiele zmieni.

    Dodam, że sam miałem fenomenalnego nauczyciela, zaangażowanego w redakcję “Polonistyki”. W liceum czytaliśmy sporo, ale nie czytaliśmy Trylogii, Medalionów, Procesu ani Ferdydurke. Zamiast tego czytaliśmy inne, również wartościowe dzieła spoza listy lektur, np. rewelacyjną Wieżę Herlinga-Grudzińskiego. Nie czuję, by moja znajomość polskiej i światowej literatury na tym ucierpiała.

    Epika.
    Przebici włócznią, kiedy kucali za własną potrzebą.

Dodaj komentarz