Media Życie

Jak zniszczyć bańkę informacyjną, czyli co wie o tobie Google

Co wie o tobie Google

Wiedzą wszystko. Kim jesteś, z kim jesteś. Kiedy wysyłasz SMSy. Czytają twoje maile. Twój telefon nagrywa wszystko co mówisz. Powiem ci, co wie o tobie Google i Facebook. I powiem, jak być bardziej anonimowym w sieci. I jak wydostać się z bańki informacyjnej, w którą wpakowały was algorytmy.

Może i jestem paranoikiem, ale staram się nie dostarczać korporacjom danych o sobie. Naprawdę myślałem, że mam sprytnie ustawiony telefon i przeglądarkę. Że mam poblokowane udostępnianie informacji. Przecież zająłem się tym dwa lata temu i wszystko miało być okej. Ale nie. Nie jest.

Kiedy dwa lata temu – mając poblokowane wszystkie usługi Google – sprawdzałem, co wie o mnie korporacja, to dla jej algorytmów byłem 50-letnią kobietą o nieznanym miejscu zamieszkania. Miałem tak ustawione i poblokowane usługi Google (mimo ich używania), że po prostu korporacja nie zbierała o mnie wystarczającej liczby danychi, by sprofilować mnie i moje życie.

Pomimo, że nie zmieniałem wielu z tych ustawień przez dwa lata, Google na tyle dopracował swoje algorytmy, że dziś wie o mnie już dużo, dużo więcej. Google zmienił moją płeć (z kobiety na nieokreśloną hehe) i skorygował wiek na właściwy. Ustalił również miasto, w którym mieszkam. Ale jest znacznie gorzej.

Sprawdziłem. Google wie ile wysłałem danego dnia SMSów, ile razy dzwoniłem, wie ile odebrałem i wysłałem maili, ile razy wszedłem na Facebooka (o samym FB napiszę na końcu), ile razy zrobiłem zakupy w internecie i w zwykłym sklepie, a nawet ile razy logowałem się do banku, korzystając z jego aplikacji. Wie, który to bank. Mimo, że przecież dwa lata temu zabroniłem mu o tym wiedzieć.

Co wie o tobie Google

Choć dla Google mój telefon jest wciąż „nieznanym urządzeniem” to korporacja doskonale wie, co ja na tym nieznanym urządzeniu robię. Dlatego piszę ten – znów przydługi tekst – byś i ty mógł / mogła sprawdzić, że twoje życie jest szczegółowo opisane w raportach. I zobaczyć, co wie o tobie Google.

Od razu zaznaczę, że nie jestem ociekającym złotem i zajebistością dynamicznym hipsterem z nowoczesnym iPhonem (przez małe „i” i duże „P”, bo kurde czemu nie), więc na temat korporacji Apple wiem niewiele. Kiedy w tym tekście piszę „telefon” mam na myśli aparat z Androidem. Moje rady dotyczą też sytuacji, gdy przeglądasz internet w trybie zalogowanym w jakiejkolwiek usłudze Google.

Punkt pierwszy: Google wie kim jesteś

Twój wiek, płeć i zainteresowania poznasz klikając w ten link (musisz być zalogowany w usłudze Google): https://www.google.com/ads/preferences/.

To dane używane głównie – jak zapewnia Google – do personalizowania reklam. Jak wspomniałem, ze mną nie jest tak źle, choć bywało lepiej. Wystarczy mieć szerokie zainteresowania, nie polaryzować się i czytać treści z szerokiego spektrum, by roboty Google zwariowały.

Dla nich jestem osobą o nieustalonej płci, lubiącą m.in. filmy Bollywood, koty i muzykę dance. Nigdy nie widziałem żadnego filmu z Bollywood, nigdy nie miałem kota, a słucham głównie rocka, punkrocka i oi, ale sam fakt, że czytam rozmaite treści na rozmaite tematy pozwolił, by roboty zgłupiały. A jak algorytmy Google głupieją, przypisują zainteresowania na podstawie głównych trendów światowych. Jeśli nie umieją przyporządkować cię do jakiejś szufladki, przyporządkują cię do szufladki „lubione najczęściej”. A, że w Azji mieszka tylu ludzi ilu mieszka, roboty przypisały mi te nieszczęsne Bollywood. Z kotami i dance jest podobnie.

Jednak moje prawdziwe zainteresowania również znajdują się na liście Google. Tyle, że toną wśród tych, które przypisane mi zostały na podstawie najczęstszych preferencji mieszkańców naszej planety. Mnie pomaga też to, że mam kilka kont Google i przeglądam internet raz z jednego, raz z drugiego, raz z trzeciego.

Punkt drugi: Google wie, gdzie jesteś

To teoretycznie wie każdy – Google sprawdza na bieżąco twoją lokalizację i buduje mapy twoich stałych miejsc i tras, którymi się poruszasz. Wystarczy, że masz telefon z GPS i już wiadomo, w którym sklepie kupujesz piwo, w którym chleb, gdzie jeździsz na weekendy i urlopy, gdzie mieszkasz i gdzie pracujesz. I w których godzinach zazwyczaj nie ma cię w domu.

Co wie o tobie Google

Czy wasz telefon z Androidem kiedykolwiek – sam z siebie – wysłał wam powiadomienie „Uważaj! Korek w al. Niepodległości”? No właśnie. Ktoś może lubić to, że korporacja dba o niego, jak ojciec najlepszy i z troską monitoruje jego codzienne aktywności. Ale umówmy się, że ojciec-stalker to nie jest przepis na udane życie.

W twoim telefonie zapisane są przecież również miejsca, w których bywasz okazjonalnie i może niekoniecznie chciałbyś – lub chciała – by ktoś o nich wiedział. Może masz w życiu aktywności, które chciałbyś zachować dla siebie, albo dla wąskiej grupy zainteresowanych? Nic z tego – twoje życie jest ujęte w słupki, wykresy i mapy. Powiem ci więcej – Google wie nawet, czy poruszałeś się pieszo, samochodem, pociągiem, samolotem, czy tramwajem.

Sam sprawdź, co wie o tobie Google, tu daję linka https://www.google.com/maps/timeline. Zalogujcie się do usług Google i sprawdźcie.

Dodam, że wiele osób korzysta z zachęty Google do wpisania swojego adresu zamieszkania, pracy i innych regularnie odwiedzanych miejsc. Ot, dla wygody korzystania z mapy i nawigacji.

Ale kto chciałby mieć w rejestrach zapisane, że w piątek o godzinie 16.25 – zamiast jak zwykle do domu – podszedł do bankomatu, następnie do sklepu monopolowego, a później do lokalu zarejestrowanego w Google, jako „masaż erotyczny Grażyna – usługi”? Albo kto chciałby, by w rejestrze zostało zapisane na wieki, że w poniedziałek o 18.20 odwiedził lekarza dermatologa – specjalistę od chorób grzybicznych – potem aptekę, a w efekcie zrezygnował z regularnych do tej pory wizyt na siłowni, w każdy wtorek i czwartek o 17.30?

Dodatkowo, pamiętajcie, że wszystkie osoby, które wam towarzyszą również mają telefony. Czy Google zestawia raporty różnych użytkowników, by odkryć powiązania między nimi? Nie wiadomo. Ale umówmy się, że dla Google wiedza o tym, kto jest twoją żoną, jakie ona ma zainteresowania, kiedy wypada rocznica ślubu i kiedy przypomnieć ci właściwą reklamą o sugerowanym prezencie, jest wiedzą przydatną.

A to wszystko tylko na podstawie jednego punktu – lokalizacji. Do tego dochodzą punkty kolejne.

Jeśli wyłączyć tę usługę lokalizacji Google musisz kliknąć tutaj https://www.google.com/maps/timeline oraz we „wstrzymaj historię lokalizacji”.

Co wie o tobie Google

A GPS włączaj tylko wtedy, gdy musisz skorzystać z nawigacji, bo boisz się, że się zgubisz. Bo mapy papierowe są dla starych Januszy, co nie?

Punkt trzeci: Google czyta twoje maile

Mój kolega wkurwił się nie na żarty, gdy w jego telefonie wyskoczyło powiadomienie o tym, że jego lot na wycieczkę zagraniczną jest już pojutrze i żeby broń Boże nie zapomniał stawić się na lotnisku. Google poinformowało go też, że w miejscu do którego się wybiera będzie przyjemna pogoda. Zapytało, czy podać mu listę ciekawych miejsc, które może odwiedzić podczas urlopu.

Ja miałem przypadek, gdy Google wysłało mi powiadomienie, że termin płatności faktury za telefon mija już jutro. Innym razem Google upewniło się, że pamiętam o podróży do Krakowa pociągiem Intercity, która jest następnego dnia. Dobry wujek Google dba o nas, byśmy nie musieli myśleć o swoich sprawach samodzielnie. Tylko skąd on to wie?

Stąd, że Google czyta twoje maile. Nie czuję się na siłach, by powiedzieć, czy czyta wiadomości na skrzynkach innych usługodawców, ale jeśli masz maila z końcówką „gmail.com”, robi to na pewno. Specjalny algorytm wyłapuje wszystkie faktury, bilety, dokumenty i zawarte w nich dane: kwoty, daty. Ale ten sam algorytm czyta też wszystkie wasze prywatne maile, ponieważ w Gmailu nie obowiązuje polityka prywatności dotycząca treści waszych listów.

Jeśli w mailu do koleżanki napiszecie „Zastanawiam się, czy nie kupić kuchenki mikrofalowej, tak do 200 zł”, to robociki Google natychmiast wyłapią wasze zapotrzebowanie i zaczną wyświetlać wam odpowiednie reklamy. Pytanie, co jeśli – zamiast szukania mikrofalówki – zwierzycie się koleżance, że rozpada się wasz związek, a mąż/żona szykuje papiery rozwodowe. Czy zaczną wam się wyświetlać reklamy portali randkowych? Prawdopodobnie tak.

Dodatkowo Google – moim skromnym zdaniem – ukrywa swój regulamin dotyczący poczty. Spróbujcie do przeglądarki Google wpisać „regulamin Gmail”, lub „regulamin usługi Gmail”, „regulamin poczty Gmail”. Łatwo to znaleźć? Nie. Z jakiegoś powodu Google, które zazwyczaj podaje ci szukaną informację na pierwszych miejscach listy, a nawet dopełnia ci wyszukiwaną frazę, ukrywa swój regulamin, w którym jest zapis dotyczący czytania waszych maili.

Jak to w Google, każdy będzie miał inne wyniki. Mnie na przykład przeglądarka proponuje ten regulamin wyłącznie w języku malajalam. Sprawdziłem. To (za Wikipedią) język drawidyjski, używany w Indiach na Wybrzeżu Malabarskim i Lakszadiwach. Ja przecież nawet kurwa nie wiem, gdzie to jest.

Co wie o tobie Google

Oczywiście, można te informacje znaleźć traktując sprawę szerzej i wpisując w wyszukiwarkę „regulamin usług Google” i po przekopaniu się przez różne dziwne języki poczytać po kolei o wszystkich usługach, ale nie każdy użytkownik Gmaila wpadnie na taki pomysł. Ja na przykład nie wpadłem na to od razu i żeby przeczytać dziś ten regulamin otworzyłem przeglądarkę w trybie prywatnym (bez cookies) i założyłem nowe konto Gmail, by poznać te zapisy zanim zaakceptuję ich treść. Gdy zakładałem maila pierwszy raz to oczywiście ich nie czytałem, jak prawie każdy. Dla chętnych, ten regulamin (szczęśliwie nie w języku malajalam) jest tutaj: https://www.google.pl/intl/pl/policies/privacy/#infocollect

Google zmieniło regulamin Gmaila w 2014 roku dodając kluczowy zapis: nasze automatyczne systemy analizują treść (w tym wiadomości e-mail) w celu oferowania spersonalizowanych funkcji usług, takich jak wyniki wyszukiwania, reklamy indywidualne i wykrywanie spamu oraz złośliwego oprogramowania. Tę analizę przeprowadzamy podczas wysyłania, odbierania oraz zapisywania treści.

Zapisywania treści. Czyli Google czyta i analizuje treść twojego maila ZANIM go wyślesz. Jeśli przykładowo, masz pomysł, by napisać maila do ministra Błaszczaka, w którym nastukasz na klawiaturze zdanie „jeb się pan na chuj”, a potem się zreflektujesz i listu nie wyślesz, lecz go skasujesz, to i tak Google wie co chciałeś zrobić.

Tak, Google czyta nawet te maile, których nie wyślesz.

Tę informację znajdziesz tutaj: https://www.google.pl/intl/pl/policies/terms/regional.html

Zmiana w regulaminie to efekt pozwu, jaki wniosła przeciw Google firma z USA, która tak – jak mój wkurwiony kolega i ja – zorientowała się, że ktoś analizuje ich maile. Oczywiście, maili nie czyta żaden człowiek – nie bądźmy aż tak paranoiczni. Czyta je robot. Ale, czy to jest duże pocieszenie?

Jak możesz wyłączyć śledzenie swoich maili? Nie możesz. Jeśli dostaniesz powiadomienie o fakturze, czy podróży, wejdź w opcje i zaznacz wyłączenie na stałe takich komunikatów. Maile czytane będą nadal, ale nie dostaniecie już o tym informacji.

Możesz też wyłączyć w swoim telefonie wkurwiające powiadomienia o korkach, czy o pogodzie rezygnując z usługi Google Now. Robisz to wchodząc w aplikację Google->Ustawienia->Karty Now. Tam wyłączacie wszystkie powiadomienia. Ale znów – wyłączacie w ten sposób TYLKO powiadomienia, nie samo śledzenie.

Punkt czwarty: komu pozwoliłeś zaglądać na twoje konto

Pamiętasz tę aplikację, w której dorysowałeś sobie na zdjęciu wąsy 4 lata temu? Nie? A ona nadal ma pełne uprawnienia do czytania informacji, które zbiera Google.

Lepiej wejdź pod ten link https://security.google.com/settings/security/permissions i zobacz, komu pozwoliłeś na zaglądanie w twoją prywatność. A potem usuń mu dostęp.

Punkt piąty: całe twoje życie w sieci

Klikając w ten link https://myactivity.google.com/ dowiesz się o całej twojej aktywności, jaką zebrało o tobie Google. Dzień po dniu, godzina po godzinie. Widać tam, którą stronę odwiedziłeś, ile wysłałeś SMSów, jakich aplikacji używasz w swoim telefonie, gdzie byłeś i kiedy – słowem wszystko.

Możesz to edytować, choć to żmudne zajęcie. Możesz usunąć wyniki swojego wyszukiwania, miejsca w których byłeś, filmy które obejrzałeś i tak dalej.

Uwaga! Jeśli czyścisz historię wyszukiwania w swojej przeglądarce, to te dane nadal są dostępne dla Googla. Musisz je usunąć pod powyższym linkiem, punkt po punkcie

Dobra wiadomość jest taka, że (jak na razie) nie masz tam zapisanej aktywności, gdy używasz przeglądarki w trybie prywatnym.

Druga dobra wiadomość jest taka, że (przynajmniej na razie) możesz wyłączyć gromadzenie tych danych na stałe. W tym celu po prawej musisz kliknąć „zarządzanie aktywnością”.

Co wie o tobie Google

Potem musisz wyłączyć „aktywność w internecie i aplikacjach” i dwukrotnie potwierdzić przyciskiem „wstrzymaj”. Tak ograniczysz to, co wie o tobie Google.

Co wie o tobie Google

Po “internecie i aplikacjach” zjedź w dół i wyłącz pozostałe opcje – historię, lokalizację, nagrywanie dźwięku. Oczywiście, jeśli chcesz.

Punkt piąty: Ok, Google!

Nie wszyscy wiedzą, że mają w swoim telefonie aktywną usługę „Ok, Google!”. Usługa ta (na nowszych wersjach Androida) polega na tym, że twój telefon jest w ciągłym nasłuchu i nagrywa WSZYSTKO co dzieje się w jego obecności.

Oczywiście Google wprowadziło tę usługę dla twojej wygody. Jeśli przypadkowo jesteś analfabetą, lub nie masz rąk, możesz w każdej chwili powiedzieć hasło „Ok, Google!” i twój telefon wejdzie w tryb wyszukiwania. Możesz powiedzieć „Ok, Google! Gdzie jest najbliższy sklep monopolowy?”. Albo „Ok, Google! Jak popełnić samobójstwo?” i algorytm przyjaznej korporacji znajdzie dla ciebie najlepsze rozwiązanie.

Ale jednocześnie – jak wspomniałem – Google słucha i nagrywa wszystkiego, co dzieje się w okolicy telefonu przez 24 godziny na dobę.

Pod tym linkiem sprawdzicie co i kiedy zostało nagrane i zarchiwizowane https://history.google.com/history/audio

Wyłącz to cholerstwo. Na swoim telefonie wejdź w aplikację Google → Ustawienia → Wyszukiwanie głosowe → Ok, Google → Wyłącz „z aplikacji Google”.

A potem jeszcze raz wejdź na https://myactivity.google.com/, kliknij “zarządzanie aktywnością” i wyłącz “aktywność związana z głosem i dźwiękiem”.

Co wie o tobie Google

Tam możesz też wyłączyć pozostałe funkcje śledzenia, jak pisałem w poprzednim punkcie.

Punkt szósty: Facebook.

Czy zauważyłeś / zauważyłaś, że Facebook jakiś czas temu przestał pokazywać ci treści, które nie odpowiadają twojemu światopoglądowi? Twoim preferencjom politycznym?

Algorytmy Facebooka działają tak, że zamykają cię w kółku wzajemnej adoracji. Jeśli na przykład masz poglądy liberalne i tylko takie treści będziesz czytać, po jakimś czasie przestaniesz widzieć to, co udostępniają i piszą twoi bardziej konserwatywni znajomi. I na odwrót.

To efekt polityki Facebooka, która ma chronić cię przed treściami, które mogą cię „urazić”, a w efekcie przyczynia się do tej zgubnej polaryzacji poglądów. To m.in., stąd biorą się opinie ludzi, którzy twierdzą, że ich pogląd jest słuszny, bo przecież „wszyscy tak uważają”.

To stąd biorą się frustraci operujący tylko między treściami „rząd jest super” i „rząd to całe zło”.

Po prostu Facebook decyduje za ciebie, jakie treści powinieneś oglądać.

Mówi o tym m.in. ten człowiek:

On mówi rzecz, z którą się zgadzam. Nie można mieć społeczeństwa demokratycznego/obywatelskiego, jeśli nie ma w nim właściwego przepływu informacji. Jakiś czas temu pisałem, że w mediach dostajecie tylko to co, w co klikacie/oglądacie.

Ale jest jeszcze gorzej. Bo o ile w mediach o tym, co się w nich znajdzie decydują żywi redaktorzy, którzy czasem zamieszczą mało klikalną informację ze względu na jej wagę, to algorytmy Google i Facebooka tego nie zrobią. One naprawdę dadzą ci tylko to, co algorytm uzna za ciekawe dla ciebie. Da ci to, z czym się zgodzisz. Nie da ci przeciwnego poglądu, bo ludzie nie lubią stykać się z przeciwnymi poglądami.

Dlatego korzystanie z różnych źródeł – wbrew robotom i algorytmom – jest takie ważne.

Co możesz zrobić? Zrób tak jak ja. Mnie udało się (chyba) zachować pluralizm na Facebooku i mnie wyświetlają się treści od lewa do prawa. Jasne, jesteś w takim przypadku narażony na frustrację. Czytasz idiotyzmy. Wyświetlają ci się oburzające wpisy. Ale sam możesz zdecydować z czym się zgadzasz, a z czym nie.

Dodatkowym atutem takiego działania jest to, że Facebook nie wie kim jesteś. Raz myśli, że jesteś rasistą i zwolennikiem masowego dostępu do broni palnej wyświetlając ci w proponowanych fanpage jakiś zjebów z południowej Luizjany, by za chwilę zaszufladkować cię jako lewackiego aktywistę proponując ci profil Ośrodka Przeciwdziałania Zachowaniom Rasistowskim i Ksenofobicznym niejakiego Rafała Gawła 🙂

Ma to swoje dobre i złe strony.

Do dobrych zaliczam to, że wyświetla ci się cała gama poglądów – od zjebanych w prawo, po zjebane w lewo. Możesz obserwować i czytać , co myślą ludzie nie zamykając się w kółku wzajemnej masturbacji.

Do złych stron zaliczam to, że wyświetla ci się cała gama poglądów – od zjebanych w prawo, po zjebane w lewo. I to, że możesz je obserwować i czytać.

Jak to zrobić?

Wejdź na Facebooka i polub dużo dziwnych i sprzecznych ze sobą profili. Polub Korwin Mikkego i polub Antifę. Polub Terlikowskiego i Cejrowskiego, a potem daj lajka Racjonaliście i innym antykościelnym fanpejdżom. Polub Gazetę Wyborczą i wSieci. Polub Tygodnik Powszechny i Gazetę Polską. Polub posła Suskiego (wiem, wymagam zbyt wiele) i Krystynę Pawłowicz, a potem sprawdź co pisze Rysio Petru i Partia Razem.

Zdradzę wam sekret. Ja mam w polubionych nawet Magdalenę Ogórek. Niestety.

Po pewnym czasie – gdy będziecie wystarczająco długo (parę sekund) zatrzymywać się na wpisach tych ludzi, albo po prostu będziecie je czytać, Facebook zwariuje. I nagle na tak zwanym wallu zaczną wam się wyświetlać wpisy kolegi ze studiów, o którym nawet nie pamiętaliście, że macie go w znajomych. Facebook nie wyświetlał wam go, bo kolega zbyt chętnie czyta profil „Ukrainiec nie jest moim bratem” i „Stop uchodźcom”. Albo koleżanki, którą Facebook poprzednio blokował w waszym tzw. news feedzie, bo jest członkinią Razem i klika treści dotyczące LGBT.

Po pewnym czasie zorientujecie się, że czytając treści z obu stron barykady oszukaliście mechanizm algorytmów Facebooka.

Po pewnym czasie zorientujecie się, że czytając treści z obu stron, zaczniecie się zastanawiać nad tym, że żadna z tych stron nie ma racji. Ale każda z nich ma jej część.

Po pewnym czasie staniecie się pogardzanymi przez obie strony ludźmi, którzy myślą samodzielnie.

Czego wam i sobie życzę.

To samo możecie zresztą zrobić w Google. Wpisujcie interesujące was tematy i zaglądajcie w różne źródła. Od lewa do prawa.

A co zrobić, gdy nie wyświetla się wam część źródeł? To samo co z Facebookiem. Oszukajcie Google wpisując temat i funkcję site:

Na przykład:

trybunał konstytucyjny site:gazeta.pl

trybunał konstytucyjny site:wpolityce.pl

I porównujcie sobie sami. I sami wyrabiajcie sobie zdanie.

Gwarantuję wam, że po pół roku, może paru miesiącach takiego działania, algorytmy Google wypchną was z bańki informacyjnej, w której trzymały was do tej pory. Warto z niej wyjść.

PS: Żeby nie przedłużać, to o VPN poczytajcie już sobie sami.

16 Responses

  1. To jestem lepsza. Poza durnowatą personalizacją reklam, gdzie w gnojówce Google pływa kilka małych, prawdziwych goowienek, nie ustalili NIC. Ani wiek, ani płeć, ani lokalizacja (a adres specjalnie podałam kiedyś fałszywy żeby myśleli, ze coś mają).
    Najlepszą opcją było po prostu nie używanie telefonu z androidem, nie łączenie usług Google, korzystanie ze starego i nieaktualnego GPS’a i to w ostateczności (na uj mi info o korkach, wyjade wczesniej, bede mieć czas, postoję, to przynajmniej dłużej posłucham sobie muzyki w świętym spokoju).
    Zostawiłam sobie wyszukiwanie youtube, gdyż często na coś trafiam ale nie mam pamięci do tytułów…historia pomaga mi odnaleźć utwór, który mi się podobal. I takie reklamy (jak choćby sprzedaz biletów na koncert) sa do zniesienia.
    Pozdrawiam

  2. No dobra, ale co mam wpisac, zeby ten googiel mnie zalogowal? zadnego z moich adresow mailowych nie zna. Numeru telefonu tez nie. Moze ja nie istnieje …?

  3. Heh, w moim przypadku google zna płeć, nie ustaliło zaś wieku. Z reklam zaś sama usunęłam to, co mnie nie interesuje, w tym bollywood (też było).

    ,,Czy zauważyłeś / zauważyłaś, że Facebook jakiś czas temu przestał pokazywać ci treści, które nie odpowiadają twojemu światopoglądowi? Twoim preferencjom politycznym?”
    Mi nie przestał. Mam trochę znajomych z dziwnymi poglądami. Czasami wchodzę na dziwne strony trollować. I potem mam ,,kobieta musi nosić spódnice, by dobrze ustawić swoją energię!!!1adin” i inne bzdury.

    A zamiast wyszukiwarki google proponuję duckduckgo. Przez brak personalizacji czasami to, czego szukam, jest niżej, ale przynajmniej mam wyniki ze wszystkich stron.

  4. Wystarczy nie używać Google. Oni w tej chwili robią bandytyzm polegający na patentowaniu wolnej metody kompresji użytkowanej od lat. Można kupić sobie serwer i zrobić takie usługi jakie się chce.
    Użytkowanie JAKIEGOKOLWIEK urządzenia z zamkniętym firmware dzisiaj powinno być wynagradzane pieniędzmi tak samo jak praca, bo jest taką samą pracą jak np. model fotografowany na każdym kroku do gazet i reklam. Stąd warto telefonicznie działać “na Stallmana”. Urządzenia zamknięte są otwarte dla rządu. Nie można przeprowadzić audytu, Wiem, że to jest argument typu “udowodnij, że Bogowie nie istnieją”, ale życie pokazuje że wszystkie, nawet najbardziej legalne eksploity są wykorzystywane w nielegalnych celach.

  5. Co ja będę czytać prawicowców antyaborcyjnych, antygejowskich, przecież nigdy w życiu mój mózg nie przyzna im racji. Mam wyrobione zdanie na interesujące mnie tematy, jak mam wątpliwości to się dokształcam albo włączam myślenie. Jak coś mnie nie interesuje to nie czytam.

    1. No właśnie wyrobione zdanie = wyłączenie myślenia, a wyłączenie myślenia = wyłączenie wątpliwości.

      Cały problem w tym, że ogromna większość “wyrobionego zdania” – Twojego, mojego, każdego – jest wyrobiona błędnie, w oparciu o różne emocjonalne uwarunkowania. I jeśli chcemy dotrzeć do rzeczywistości, to konfrontacja z innymi poglądami – oraz danymi, bo czasem mogą tam być też dane do których w swojej bańce nie mamy dostępu – jest cenna.

      I jasne, akurat w większości sporów prawica-lewica dowody naukowe stoją po stronie lewicy. Ale to nie powód by zakładać, że zawsze tak będzie.

  6. Jeśli chodzi o skanowanie maili, to google zapowiedział że przestanie to robić (klik: http://www.businessinsider.com/google-to-stop-scanning-users-gmail-inboxes-to-send-ads-2017-6?IR=T ). Reklamy spersonalizowane możesz po prostu wyłączyć (pod tym samym linkiem pod którym sprawdzasz co o Tobie wiedzą), ok google to nic strasznego – dopóki nie wypowiesz “magicznego zaklęcia” wszystko jest przetwarzane lokalnie na Twoim telefonie (porównanie próbki z wzorcem, na dedykowanym do tego, niskonapięciowym koprocesorze). Google chrome to jeden wielki spyware i polecam jednak tego nie używać, mimo oczywistych zalet. Do wyszukiwania gorąco polecam duckduckgo. Kiedyś straszne gówno, teraz radzi sobie całkiem nieźle, a oprócz tego że nie śledzi, to chroni też przed “search leakami” (klik: https://duckduckgo.com/privacy ). Co do wyłączania różnych magicznych funkcji śledzących, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dane są dalej zbierane, tylko my ich nie widzimy. Co do telefonu, to apple sprawia wrażenie, że dba o prywatność użytkowników (m. in. dlatego ich platforma reklamowa była kompletną klapą, klik: https://techcrunch.com/2016/03/28/the-downfall-of-the-walled-garden-heres-why-iad-failed/ ), ale rozumiem że możesz nie chcieć wydawać tyle hajsu na telefon i być identyfikowany z ludźmi którzy chcą być fajni bo mają drogą słuchawkę.

  7. przejrzalem te ustawienia,nie wiem dla czego ale jestem tylko kims o nieznanej plci i nieokreslonym wieku z zapisana historia tylko klipow na you tube
    brawo ja ^^

  8. Może wyjdę na debila, ale jednak sami jesteśmy sobie winni. Może zamiast słać wszystko przez internet, porozmawiajmy normalnie, na żywo. Zamiast napieprzać fotki do sieci, pokażmy je tym ludziom, którym chcemy, żeby je zobaczyli. Jeżeli piszemy na fejsie, że zrobiliśmy ciasto albo że chce nam się srać, to nie miejmy za złe, że internet podaje nam wirtualny papier…

  9. U mnie nieźle – 28 miejsc w historii map, zły wiek, brak miejsca zamieszkania. W historii nagrań zero.

  10. I dlatego mam stary telefon, z wyłączonym wi-fi i przesyłaniem danych i używam go do dzwonienia 😛 Co serdecznie wszystkim polecam 😉 90% zbiorów informacji mam puste dzięki temu.

    Btw. Są sytuacje, gdzie jedna ze stron ma 100% racji, a druga 0%. Zakładanie, że zawsze obydwie strony mają trochę racji to inny błąd w myśleniu, tzw. prawopośrodkizm. Jest on o tyle groźny, że wystarczy by jedna ze stron przegięła mocno pałę i “środek” wypada nam mocno skrzywiony.

    (Np. Możemy zestawić Twój wpis n.t. uchodźców z wpisem pt. “do gazu wszystkich” i stosując prawopośrodkizm wyjdzie nam “do gazu nie których” bo przecież każda ze stron ma trochę racji.)

Dodaj komentarz