X

Sprawny penis Jarka Gowina, czyli cycki Małgosi Rozenek

Wieczny wicepremier z przypadku, ojciec trójki dzieci Jarosław Gowin chce, by ojcowie trójki dzieci mieli cztery głosy w wyborach. Z kolei Małgorzata Rozenek chce, byś powiększyła sobie cycki do godnych rozmiarów. A ja? Ja jestem lekko zniechęcony.

No właśnie jakiś zniechęcony ostatnio chodzę. Dlatego być może ten tekst będzie o rzeczach trochę osobistych, a trochę bez sensu. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Więc (zdania nie zaczyna się od więc), jakiś się czuję nawet nie wkurwiony. Nawet wkurwienie trochę wygasa, jeśli trwa zbyt długo.

Siedzę sobie i słyszę, że Jarosław Gowin – ojciec trójki dzieci i przypadkowy wicepremier mojego kraju – chce, by każdy ojciec trójki dzieci dysponował czterema głosami w wyborach powszechnych. Jeden za siebie, trzy za te dzieciaki. Głosowanie rodzinne sobie wymyślił.

Bo osiągnięcie, jakim niewątpliwie jest przynajmniej trzykrotne wsadzenie penisa w pochwę małżonki, kwalifikuje go do czterokrotnie silniejszego przełożenia na wyborczy wynik. Na to, kto będzie wydawał moje pieniądze i kto zostanie – na przykład – przypadkowym wicepremierem mojego kraju.

Czterokrotnie silniejsze przełożenie niż głos przykładowego młodego człowieka, który zapierdziela ciężko na niewolniczej umowie śmieciowej 3100 na rękę, by zapłacić podatki, które idą na pensję przypadkowego wicepremiera. I na prezerwatywy, które ten młody człowiek zakłada, bo wie, że jeśli kredyt na kawalerkę będzie spłacał do 2044 roku, to drugiego kredytu na pieluchy dla dziecka już raczej nie dostanie.

Czterokrotnie silniejsze przełożenie chce mieć Gowin, niż przykładowy głos młodej dziewczyny. Młodej, ale jednak odliczającej dni w kalendarzu, bo czas pomiędzy 25. a 29. urodzinami zaczyna biec jakby szybciej. Odwrotnie niż jej kariera podsumowana odnawianą co trzy miesiące umową-zlecenie na 2800 i wynajmowanym pokojem u koleżanki, której rodzice mogli wysupłać te głupie 300 tysięcy na 50 metrów kwadratowych z dobrym dojazdem do centrum (45 minut, tylko dwie przesiadki).

Ta młoda dziewczyna myślała kiedyś, że świat należy do niej, a teraz klepie tabelki w Excelu, dziękując w duchu firmie Janusz-Pol, że przyjęła ją do pracy pomimo niefortunnych wyborów, jakimi były niewątpliwie liceum muzyczne i studia na katedrze polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Ta młoda dziewczyna cieszy się, że w całym swoim życiu dokonała choć jednego dobrego wyboru i odmówiła studiów doktoranckich, bo teraz zamiast 2800 złotych polskich w Janusz-Polu, miałaby 668 złotych zapomogi socjalnej dla doktoranta. Gdyby chociaż była niepełnosprawna wpadłyby jeszcze ze trzy stówy renty. Ale niestety, pech – zdrowa jest.

Zdrowa jest i rodzić może.

Tylko za co i gdzie? W jej sytuacji nawet 500+ nie nęci.

Ta młoda dziewczyna też płaci ze swoich podatków na ministerialną pensję Jarosława Gowina, który nie potrafi przeżyć do pierwszego za kilkanaście tysięcy złotych i skarżył się na tragiczną sytuację finansową.

Być może te trzy głosy więcej, za trzykrotne postawienie penisa do stanu używalności, jakoś pomogą panu politykowi utrzymać swoje nisko płatne stanowisko.

A ja nawet się nie denerwuję, ja słucham tego gowinowego pierdzielenia i nawet nie drgnie mi powieka. Serio, serio.

Zniechęcony jestem.

Przełączam kanał.

Akurat leci elegancko poprawiona w postprodukcji reklama nowego programu Małgosi Rozenek „Warsztat urody” w TVN. Normalnie już bym się wkurzył, ale nie.

Zniechęcony jestem, to oglądam ten trailer, mówiący bardzo wiele o nas, Polakach.

– Nie trzeba wiele pracy, by dobrze wyglądać – szczebiocze pani Rozenek, kobieta której wygląd faktycznie jest zasługą odrobiny pracy chirurga plastycznego.

Producenci programu pani Rozenek i setek innych dzieł telewizyjnych przekonują Polki, że na kłopoty jest proste remedium. Trzeba sobie wszczepić trochę silikonu i nastrzykiwać usta botoksem, czyli bronią biologiczną znaną pod nazwą jad kiełbasiany. Bo dzisiaj botulina, która mordowała chińskich żołnierzy w okopach wojny japońskiej z lat 30. XX wieku, stała się wszystkim tym, czego potrzebuje początkująca młoda dama.

A zachwala to wszystko kobieta, która zarabia kilkanaście średnich krajowych za to, że przypomniała wszystkim Polkom, że ich miejsce jest przy ścierce i szczotce. Że po nadgodzinach w Janusz-Polu, kobiety najlepiej spełnią się w odkurzaniu, kurwa mać, kaloryferów z wierzchu i pomiędzy żeberkami (nie zapomnij użyć miękkiego ręcznika!), myciu podłóg i segregowaniu gaci męża w poręcznych i wygodnych organizerach szuflad.

Takie organizery łatwo wykonasz w sobotnie popołudnie ze swoich zniszczonych marzeń, goryczy i braku nadziei na lepsze jutro. Całość dobrze posprzątanego mieszkania (porządek w domu, to porządek w życiu – pamiętaj!), każda perfekcyjna pani domu potrafi w każdej chwili przyozdobić papierową różą zaimprowizowaną z resztek godności osobistej i nadziei na to, że dzieci nie odkryją tej półlitrówki cytrynówki skitranej w koszu na brudną bieliznę. Tej samej półlitrówki, którą codziennie zapijasz fakt, że to nie tak miało być. Że to wszystko miało wyglądać inaczej.

Że coś było nie tak od samego początku.

Ale ja się nie denerwuję, ja jestem zniechęcony i po prostu przełączam kanał.

A tam ten dziwny człowieczek z twarzą wykonaną z plasteliny III kategorii gatunkowej, z peruką z konopi do uszczelniania rur mówi mi, że musiał zbombardować Syrię w proteście przeciw bombardowaniu Syrii przez Syrię.

I nawet bym się wkurwił, że Donald Trump – mały człowieczek, który widząc kobietę popychaną przez swoich zwolenników na wiecu wyborczym, krzyczy „pobijcie ją!” – może wywołać III wojną światową.

Normalnie nawet bym się wkurzył tą trzecią wojną, która może będzie, ale raczej nie.

Jednak jestem zniechęcony i przełączam kanał.

I jeszcze raz i jeszcze.

Widzę twarz Filipa Chajzera, upiornego clowna, potomka zrodzonego z imperium reklam proszku do prania, który nazywany jest dziennikarzem.

A ja – niestety – wciąż jeszcze pamiętam, co to znaczy być dziennikarzem.

Widzę, jak biel staje się jeszcze bielsza i trochę chce mi się rzygać.

Tylko trochę. Trzymam się.

Nic to, przełączam. Zniechęcony jestem.

W jednej telewizji widzę sondaż i mówią mi, że Platforma wygrywa wybory o moje podatki pokonując PiS o 3 procent głosów. 32 do 29 procent.

Przełączam.

W drugiej telewizji widzę sondaż, w którym PiS wygrywa z Platformą o 30 (!) punktów procentowych i ma 46 proc. poparcia. 46 do 16.

Nawet się nie wkurzam, nawet nie pytam dlaczego CBOS nie zrobi sobie od razu 86 procent. Co tak skromnie?

Przełączam kanał.

Widzę nowiutki, randkowy program Polsatu o tym, że młodzi ludzie chcą się zakochać i obserwuję, jak 30 dziewczyn pokazuje cycki jakiemuś smutnemu drwalowi spod Zielonej Góry, a ta najbardziej zatruta jadem kiełbasianym – ta z cyckami wielkości mojego kredytu hipotecznego – krzyczy, że zajmie się jego twardą gałęzią, a on ma rżnąć, jak deski w tartaku.

I że mu konar zapłonie.

Czy coś.
Czy jakoś tak.

Jest też prowadzący śmieszny, jak Mazurska Noc Kabaretowa

I ja nawet się nie wkurwiam.

Pakuję plecak, zakładam buty i jadę daleko, byle dalej. Do lasu.

Palę sobie ognisko, robię herbatę i biwakuję, co w moim kraju jest nielegalne i za co grozi mi 500 złotych grzywny i kara nagany.

W Polsce nie można tak po prostu uciec i posiedzieć w ciszy. Jest na to paragraf.

Rozumiem, że tej ewentualnej nagany udzieli mi polityk pokroju Jarosława Gowina za to, że uciekłem do lasu od tego jego pierdolenia.

Ale jestem zniechęcony i nawet się tym nie denerwuję. Siedzę sobie tak dzień cały, nielegalnie piję herbatę z nielegalnego ognia, słucham ptaków i wiatru. I wiecie – po paru godzinach tego nielegalu trochę robi mi się lepiej na duszy.

Ale potem wracam do Warszawy, jadę sobie przez te dziury w asfalcie pomiędzy betonowymi pudełkami wybudowanymi za Gierka, a sprzedanymi za kredyt we frankach szwajcarskich za Tuska i Kaczyńskiego i tak się zastanawiam.

Skoro ja jestem zniechęcony i skoro wy jesteście zniechęceni, to kto się w końcu wkurwi – tak porządnie – i weźmie się w końcu za tych Gowinów, Rozenki, Chajzerów i Morawieckich?

Tych celebrytów politycznych i medialnych?

Kto, jak nie my – zniechęceni?

A potem sobie przypominam, że jestem tylko anonimowym facetem z internetu, który na tutaj pisze te swoje smuty za darmo i po godzinach, a zarabia przecież na chleb puszczając dalej w świat pierdy wypierdziane przez wicepremiera z przypadku, ojca trójki dzieci. Pierdy wypierdziane przez jakąś szeregową posłankę, która „bez obrażania nikogo nie potrafi otworzyć mordy”, pierdy wypierdziane przez polityków z koalicji tymczasowo rządzącej i opozycji tymczasowo nierządzącej. Pierdy, które mają skłonić was do kliknięcia w link i do obejrzenia reklamy. A za którymi nie idzie ani jedna głębsza myśl. Niestety.

Takim gościem z internetu, który zarabia na tę bułkę z mielonką wciskając wam te wszystkie gówniane NOWE FAKTY o Ewie Tylman.

No kurwa, halo.

Nie ma żadnych nowych faktów o Ewie Tylman.

Ta kobieta nie żyje od dłuższego czasu, tak samo jak nie żyje godność osobista Jarosława Gowina. Jest tylko mielonka na bułce, smutek i teatrzyk, w którym politycy, dziennikarze i Małgorzata Rozenek tańczą dla was i dbają o to, byście oglądali to przedstawienie i broń boże nie rozglądali się na boki.

Byście tym swoim jednym – lub wieloma, jeśli wasze penisy i waginy są płodne – głosami zagłosowali zawsze na to samo. Żebyście wybrali między Jarosławem Gowinem, wicepremierem w rządzie Platformy Obywatelskiej, a jego przeciwnikiem Jarosławem Gowinem, wicepremierem w rządzie Prawa i Sprawiedliwości.

Byście zagłosowali własnymi pilotami od własnych telewizorów i wybrali między Małgorzatą Rozenek, a Filipem Chajzerem.

Kto to zmieni, jeśli nie my – zniechęceni?

Miało być nieco osobiście, więc na koniec zdradzę, że kiedy piszę te nikomu niepotrzebne teksty na nienawisc.pl. słucham głównie jednej piosenki.

W jej refrenie jest taki tekst:

Mówisz mi przyjacielu / w kółko i w kółko / że nie wierzysz / że jesteśmy w przededniu zniszczenia

Ja wierzę.

 

Borsuk:

View Comments (40)

  • Pierwszy raz. Zachęcona (nie-zniechęcona;). Niestety trafne porównania, chociaż Chajzera uważam za reportera satyrycznego, inteligentnego i punktującego. Dziennikarstwem bym tego nie nazywała.
    Ostatnia rzecz - białe litery na czarnym tle :( wiem, że to stylistyka, że nienawiść, że marazm i ogólnie koniec... ale moje oczy mówią kategoryczne "nie":(
    Ale to tylko taka niekonstruktywna krytyka - rób Pan Panie Borsuk (za radą W. Młynarskiego) swoje.

    • Bardzo dziękuję :) A co do białych na czarnym: miałem ambitny plan nauczyć się kodu na tyle, by zrobić sprytny przełącznik dla tych, którzy tego nie lubią i dwie wersje strony. Ale rzeczywistość jak zwykle zweryfikowała moje zapędy :/ Wybacz!

  • Jestem tutaj pierwszy raz i czuję się doskonale. Wyborne miejsce. Pozdrawiam i czekam na więcej :)

  • To dla formalności : żeby mieć trójkę dzieci, nie trzeba niczego wkładać trzy razy. Można mieć trojaczki od jednego razu. Albo bliźniaki i potem jedno.

  • Jak to nikomu niepotrzebne? zaczynam dzien od nienawisc pl bardzo dziekuje i dopraszam o wiecej!

  • "Nikomu niepotrzebne teksty"? ależ wręcz przeciwnie. Często czytając te teksty odnoszę wrażenie, że to samo właśnie chciałam powiedzieć, ale nie umiałam dobrać słów - Pan umie doskonale i myślę, że wyraża opinie wielu myślących, pozbawionych fanatyzmu ludzi. Trafia Pan w sedno bez dwóch zdań, zachowując przy tym w wielu miejscach przyzwoity obiektywizm.

  • Wiesz, Borsuk, obserwuję Twoje pisanie od dłuższego czasu. Komentarze zawsze zostawiam na deser i zauważyłem, że nie tylko ja myślę podobnie.
    A z drugiej strony zauważyłem, że powoli i tu formuje się plemię, które zeżre każdego krytykanta. Ale to naturalne, takie już czasy nastały i o tym już pisałeś. To smutne, że plemienność jest naszym przeznaczeniem jako społeczeństwa. Nieistotne, to tylko dygresja.

    W rzeczywistości chciałbym tu sprowokować dyskusję. Czy nasze pokolenie jest naprawdę niezdolne do działania? Czy może to kwestia tego, że inteligencja jako warstwa społeczna została w tym kraju tak stłamszona, że po prostu nie potrafi nic zrobić?
    (na marginesie - ja się do inteligencji raczej nie zaliczam jako trep)
    Smutne jest, że potrafimy tylko gadać, bojąc się wyjść na ulicę ze sztachetami i koktajlami mołotowa. Boimy się protestować, boimy się działać. A może raczej nie mamy takiej możliwości, bo mamy za mało czasu poza robotą?

    Podsumowując - jeśli chcesz coś zmienić, to zmień to.
    I zanim ktoś mnie tu zje, że sam nie zamierzam zrobić nic - ja swojego życiowego króliczka złapałem, a prawo zabrania mi brania udziału w politycznych cyrkach inaczej niż przez wybory i jako tło uroczystości państwowych.

    • Nasze pokolenia są naprawdę niezdolne do działania. Moje pokolenie [40latkow] dzieli od 50- i 60-latkow cale epoki przez zmiany systemow. Tym starszym sie jeszcze chce [zobacz srednia wieku w protestach KOD], oni umieja. Moje pokolenie, to ludzie z przelomu, dorastajacy jako dzieciaki w chaosie, na ktory nie mieli zadnego wplywu i zadnego zrozumienia. i tak jest do dzis - swiadomosc, ze nic nie mozesz. Klepiemy te swoja robote dziekujac bogu codziennie, ze ja w ogole mamy.
      No i jest pokolenie "milenialsow" - komfornistow, ktorzy juz zadnej wagi nie przywiazuja do spoleczenstwa, do wspolnoty, to indywidualisci, wybredniacy i zwykle niestety bananowa mlodziez. Mam ogromne obawy graniczace z pewnoscia, ze bedzie juz tylko gorzej.
      AS

    • Staram się zmieniać na ile mogę... Nie wiem, czy jesteśmy niezdolni do działania, czy chcielibyśmy po prostu w spokoju pożyć? Część z nas ma na pewno wystarczająco dużo problemów, by myśleć o demonstracjach. Tak, czy siak: dzięki żołnierzu! :) Cieszę się, że czytasz.

    • Boimy się bo zaszczepiono w nas nienawiść i jednocześnie strach do systemu w którym wychowywali się nasi rodzice. To ich należy obarczać winą za stracone pokolenie jakim jesteśmy. Jesteśmy bandą nieudaczników na życzenie naszych rodziców. Byle się nie wychylać. Byle dalej do przodu, może nikt nas nie zauważy.

      Przez nienawiść do systemu nikt z tegoż pokolenia nie wychyla się w stronę polityczną, nie chce podejść do niego i spróbować go zrozumieć - a w przyszłości ograć. Tak, ten system trzeba rozpieprzyć od wewnątrz, ale - nie będziemy w stanie tego zrobić bo tak nas uwarunkowano.

      Mam tylko nadzieję, że ten stan permanentnego wkurwienia i niemocy nie przeniesie się na pokolenie wychowywane przez nas.

  • Potrzebne są pana teksty, choćby po to żeby wiedzieć, że nie jest się jedyną osobą wkurwioną i zniechęconą. Super, że pan jest i pisze! Żałuję, że tak mało osób myśli o tym co się dzieje i każdy generalnie laskę kładzie
    -bo i co tak naprawdę może zmienić ...Szkoda

  • To niech ktoś pierwszy rzuci pochodnie w ten syf bo chcę popatrzeć jak ten świat płonie i dolać benzyny.

  • Doskonałe teksty, a ten powyżej - mistrzowski. Nawet gdy piszesz o najsmutniejszych i najbardziej zniechęcających rzeczach, jakoś tak się lepiej robi od czytania tych słów. ;)