X

Kobieta nie jest człowiekiem, czyli kostki domina

Powiedzieć, że mam dość to nic nie powiedzieć. To tak, jak nazwać decyzje Trybunału Julii Przyłębskiej „kontrowersyjnymi”, a działania premiera Morawieckiego „nieprzemyślanymi”. No, rodzaj eufemizmu z tych, które mówisz, bo starasz się być uprzejmy. A w tym czasie oni po prostu próbują cię zabić.

Zabić cię próbują. W trosce o życie – podobno.

Od jakiegoś czasu mam w ogóle taki rodzaj zmęczenia, jaki ogarnia mnie po raz pierwszy w życiu. Źle znoszę to wszystko. Czy to już przedsionek zmuzułmanienia? Pierwszy raz to pojęcie przeczytałem jeszcze w szkole, chyba u Herlinga-Grudzińskiego w „Innym świecie”. Albo u Grzesiuka w „Pięć lat kacetu” – nie wiem, nie pamiętam już dobrze.

To jest pojęcie obozowe, z tych czasów najgorszych z najgorszych. Teraz, w epidemii, z tymi baranami u steru, z ich nienawiścią do ludzi, z ich nieudolnością, z ich brakiem empatii, z ich głupotą, z ich religijnym fanatyzmem, z ich nacjonalizmem – czasem wracam myślami do lektur o czasach wojny.

Nie, nie dlatego by porównywać koszmar obozowy do naszego siedzenia w domu i wkurzania się na rządzących. Nie – za kogo mnie macie? Trzeba oszaleć, być śmieciem, albo kiepskim publicystą rządowych gadzinówek lub odwrotnie: głównego nurtu, by po takie chore porównania sięgać i zestawiać nasze czasy z drugą wojną.

Nie.

Wracam myślami do opisów tamtego koszmaru, żeby pocieszyć się, że nie mamy jeszcze wcale tak najgorzej. I zastanowić się ile jeszcze kostek domina musi kolejno upaść, by takie porównania zaczęły być uprawnione.

Słyszę ten stuk upadających kostek ciągle i wciąż. Pocieszam się, że jest ich jeszcze przed nami wiele, ale policzyć i przewidzieć nie umiem.

Nie umiem też po prostu uciec pewnym skojarzeniom.

W ten sposób przypomniało mi się to dziwne słowo „zmuzułmanienie”. Tak w obozach mówiono o ludziach u progu śmierci. On zmuzułmaniał. Ona zmuzułmaniała. Tak mówiono tam o ludziach zobojętniałych na wszystko, pogrążonych w letargu, pozbawionych sił. Nie wiadomo nawet dlaczego akurat nazywało się to „zmuzułmanienie”. Niektórzy językoznawcy mówili, że chodziło o skuloną pozycję – na klęczkach, z głową dotykającą podłogi. Jak w muzułmańskiej modlitwie. Inni – że to od koców i szmat, w które owijali się zagłodzeni, przemarznięci, bezsilni więźniowie. No, nie wiadomo – ale w pamięć zapadło.

Pamiętam, że Grzesiuk pisał, że do skrajnego wyczerpania, do zmuzułmanienia, w obozie doprowadzisz się przede wszystkim słuchając rozkazów, ciężko pracując i wypełniając sumiennie polecenia oraz obowiązki. Że jedynym sposobem na przeżycie było tam nieposłuszeństwo, miganie się od pracy, oszukiwanie i odpoczywanie przy każdej nadarzającej się okazji.

Nieposłuszeństwo, nie wiem czemu to skojarzenie przyszło do mnie akurat dziś.

Nie wiem, wysoki sądzie.

Ilu z nas wkurzając się na tych nieudaczników u steru zaciskało zęby tyrając ponad siły, wyrzekając się normalnego życia, oddając tymczasowo (?) wolność, wyrzekając się przestrzeni, ludzi, życia w ogóle? Ilu popadło w długi? Ilu zacisnęło pasa pracując ciężej i ciężej, jedząc mniej i mniej w nadziei, że jakoś to wspólnie przetrwamy, że jakoś damy radę. Oddamy coś, by odzyskać to w lepszych czasach bez koronawirusa. Że jeszcze będzie przepięknie.

Gówno będzie.

Ilu z nas nie ma już siły?

Ilu oddało wszystko, czekając na zdecydowane i mądrzejsze niż zwykle działania aparatu państwowego, by dowiedzieć się, że aparat nic, ale absolutnie nic nie robi, by poprawić naszą sytuację?

Ilu z nas energię czuje jeszcze tylko wtedy, gdy się wkurwi? Ilu czerpie siłę wyłącznie z czerwonego gniewu, bo inne źródełka już wyschły?

Wiem o przynajmniej jednej takiej osobie. To ja – teraz.

Widzicie? Nawet nie chce mi się tu naginać słów i robić żartu o tym, że oni wszyscy nieporadnie posługujący się ojczystym językiem narodowi Polacy, ten Ziobro, ten Morawiecki, ta okropna Ogórek i ten okropny Jakimowicz mówią wciąż o sobie „moja osoba„. No mógłbym przecież taki językowy humor tu zrobić, podprowadzenie dobre, czytałoby się, moja osoba, taki żarcik, by rozwiać trochę ten mrok, haha.

Nie.

Więc (zdania nie zaczyna się od „więc”), oni nas zabijają. Dlaczego mówię o zabójstwie? Bo w 2020 roku zmarło nas najwięcej od zakończenia drugiej wojny.

Zmarło „nadprogramowych” 80 tysięcy Polaków. O tyle większe są statystyki roku 20 od poprzednich, zwyczajnych lat. Ale wiadomo – COVID, więc w każdym kraju umiera więcej ludzi, prawda?

Nieprawda. W TVP tego nie powiedzą, choć lubią chwalić rząd, że jest w czymś liderem. Nasz rząd jest liderem w zabójstwach własnych obywateli. Pod względem „nadprogramowych” zgonów jesteśmy na DRUGIM MIEJSCU W EUROPIE. Gorzej jest tylko w Bułgarii.

A w listopadzie zmarło nas o 97 proc. więcej niż średnio w czterech poprzednich latach.

Tu na obrazku średnia unijna (linia niebieska) porównana jest z nadliczbowymi zgonami w naszej Polsce kochanej (linia zielona, bo zielony to kolor nadziei). Duma narodowa aż ogarnia, panie Mateuszu!

Nazywam to zabójstwem, bo rząd miał rok, by przygotować naszą ledwo zipiącą służbę zdrowia na najgorsze. Bo każdy, po prostu każdy wiedział już na początku 2020 r., że najgorsze w końcu nadejdzie.

I każdy – nawet największy kretyn – rozumiał, że jeśli nie zrobimy nic to nasze szpitale nie dadzą rady i zaczniemy masowo umierać.

Oni też to wiedzieli. Tylko postanowili nic nie robić. Po prostu podjęli taką decyzję.

Bo były rzeczy ważniejsze od życia 80 000 Polaków.

Minister Szumowski jeździł wtedy na narty i kupował maseczki od instruktora narciarstwa i respiratory-widma od handlarza bronią. Mateusz Morawiecki przepychał się z Ziobrą o to, czy 29-letni Michał Woś musi, czy nie musi być ministrem (Mateusz przegrał – jeśli to kogoś interesuje). Jarosław Kaczyński przelewał miliony na konto Tadeusza Rydzyka odmawiając pieniędzy lekarzom. A Andrzej Duda bredził, że wirus jest niegroźny, a najgroźniejsze jest to całe LGBT, bo tak bardzo chciał nadal ocierać się o złocenia w prezydenckim pałacu.

To są działania, które podjął PiS, by zmarło dodatkowych 80 000 Polaków.

Takie działania podjął rząd w celu dwukrotnego zwiększenia liczby zgonów w listopadzie.

Bo niestety żaden z tych 80 tysięcy nadprogramowo zmarłych Polaków nie umierał z martwym mózgiem w Wielkiej Brytanii i żaden z nich nie był niestety zdeformowanym płodem albo malutkim zarodkiem.

Z tymi kostkami domina jest tak, że gdy jedną przewrócono na targu w Wuhan, fala kolejnych doprowadziła do tego, że kobieta nie jest już w Polsce człowiekiem. Doprowadziła też do tego, że Polak nigdy praw człowieka nie zyska, nawet gdy na stałe wyjedzie już z Polski.

Piekło, jakie polski rząd urządził żonie i dzieciom pana Sławomira zmarłego w brytyjskim Plymouth to tylko zwiastun tego, co czeka nas wszystkich w nadchodzących miesiącach. Polak na emigracji, który nieszczęśliwie zachorował, a jego mózg obumarł przebywał w stanie wegetatywnym. Zrozpaczeni najbliżsi wspólnie z lekarzami podjęli dramatyczną decyzję o zaprzestaniu uporczywej terapii. Zrobili dokładnie to samo, co regularnie i z bólem robią lekarze w polskich hospicjach i szpitalach. Mózg umarł, wkrótce umrze też ciało.

Rozdzierająca serce decyzja. Jak dziesiątki takich decyzji podejmowanych także w Polsce.

Ale nieudolni, głupi, mali, źli i pozbawieni empatii ludzie postanowili wykorzystać ten dramat do własnych celów. Posiłkując się matką i siostrą zmarłego pana Sławomira zmienili życie żony i dzieci w koszmar. Fundamentaliści religijni z wyrachowaniem krzyczeć zaczęli o tym, że Brytyjczycy rodaka mordują. Procedury dyplomatyczne, jakiś helikopter, a przede wszystkim zarzygane nienawiścią media.

Niektórzy z tych rzygających nawet postulowali, by wojnę wydać Brytanii. Serio, serio.

Zwolennicy partii rządzącej i opłacani przez nią tzw. publicyści wydalili z siebie tyle gówna, że wszyscy zaczęliśmy w nim tonąć. A ciało pana Sławomira zmarło, jak wcześniej zmarł jego mózg. Wdowa nie może teraz przeżyć żałoby, bo zmaga się z oskarżeniami. Obrzygano ją, opluto, pozbawiono ją człowieczeństwa, odarto ją z godności. Nazwano morderczynią. Do rozdzierającego żalu po śmierci męża nasza narodowa Polska dołożyła jej kilka ton traumy.

Tylko po to, by jeden z drugim fundamentalista religijny mógł się ogrzać w rozpaczy tej rodziny przed kamerami TVP.

Powiedzieć „mam dość” to nic nie powiedzieć.

A z tymi porównaniami dzisiejszej rzeczywistości do obozów koncentracyjnych to jest tak, że trzeba być opłacaną partyjnymi pieniędzmi gnidą. Wtedy można.

Wtedy można mówić, że dziś jest dokładnie tak samo, jak w piekle niemieckiej okupacji.

Trzeba być opłacaną przez partię gnidą bez empatii, honoru i godności, by napisać na przykład coś takiego: Pan Sławomir ze śmiercią mózgu w Wielkiej Brytanii to DOKŁADNIE TAKA SAMA SYTUACJA, jak ludzie zamęczeni w obozach koncentracyjnych.

Serio, serio.

 

Myślicie, że dla nich martwy pan Sławomir był ważny? Nie.

On nigdy nie był dla nich ważny. Nikt nie jest.

Dla religijnych fundamentalistów człowiek nigdy nie jest ważny. W Polsce pan Sławomir umarłby niezauważony przez nikogo, bo na Polaku umierającym w polskim szpitalu trudniej zrobić propagandę narodową. Na Polakach umierających w kolejkach do szpitalnego łóżka – nie da się. Na Polakach umierających z nieleczonych podczas pandemii chorób – się nie da. I na tych, którzy powieszą się w zadłużonej pizzerii, na tych, którzy nie dodzwonią się na infolinię, bo mają 80 lat i plują strzępkami płuc. Na tych zapomnianych, zignorowanych. Na tych, których życia wymieniono na przejażdżkę na stoku i wygrane wybory. Nie da się.

A śmierć pana Sławomira rozochociła tych złych ludzi tak bardzo, że w szczycie epidemii postanowili znów ogłosić, że kobieta nie jest człowiekiem.

Ta cała wojna o aborcję trochę wcześniej przycichła, prawda? Orzeczenie Julii Przyłębskiej o tym, by w Polsce aborcja była mniej dostępna niż w fundamentalistycznym Iranie nie weszło miesiącami w życie, bo nie było opublikowanego uzasadnienia. Takie tam prawnicze nudy.

Ucichło trochę, co?

Niektórzy myśleli, że oni po prostu porzucą ten temat. Niektórzy, że czekają na moment, by przykryć aborcją dramat służby zdrowia i nieudolność podczas epidemii.

Ci drudzy mówią teraz, że mieli rację, bo po całkowitej klapie programu szczepień Przyłębska wydaliła z siebie wreszcie uzasadnienie. I zaraz ta antyludzka wydzielina stanie się prawem. I znów ludzie wyszli na ulice – bo jak mogli nie wyjść?

W Polce umierać musisz bohatersko, a nie przez głupotę i nieudacznictwo władz. W Polsce umierać musisz bohatersko – a jak nie chcesz, to cię do tego zmuszą, jak na przykład kobiety w ciąży z uszkodzonym płodem.

Że co? Że zagrożone życie matki to dopuszczalny wyjątek? Nie rozśmieszajcie mnie, bo ja już dawno przestałem się śmiać. Już widzę doktora Chazana jednego z drugim orzekających o legalnej aborcji dla takiej kobiety. I już widzę te wszystkie Godki oblizujące w ekscytacji spocone usta, czekające tylko na zrobienie takiej kobiecie drugiego Plymouth.

Nie, część z tych kobiet po prostu umrze podczas porodu płacząc i wyjąc. Albo po prostu po cichutku. Tak też bywa.

W telewizji i tak powiedzą, że one umarły śpiewając „Boże coś Polskę”, albo „Rotę”.

A jak nie umrą to żyć będą z traumą, po tym, jak Przyłębska z Kaczyńskim i Morawieckim rozkazali im urodzić dziecko bez głowy, albo z wnętrznościami na wierzchu.

Ci, którzy mówili, że zakaz praw człowieka dla kobiet to przykrywka dla zbrodniczego nieudacznictwa rządu mówią teraz, że mieli rację.

A wiecie co ja myślę?

Że ta kostka domina nie została jednak poruszona rok temu przez nietoperza w Wuhan. Nie.

Ona stuknęła o inną już dawno, dziesiątki lat temu. I te kostki tak sobie stukały jedna o drugą. Hanna Suchocka – stuk. Konkordat – stuk. Marek Jurek – stuk. Kompromis aborcyjny – stuk, stuk.

Myślę, że oni zrobiliby to samo bez epidemii, bo z kostkami domina tak już jest, że jak przewrócisz jedną to nie zatrzymasz już kolejnych.

Bo fundamentalista religijny – nasz, bliski, narodowy czy daleki z ISIS czy Boko Haram – po prostu nienawidzi ludzi. Nienawidzi, że ktoś może go nie kochać i nie chcieć żyć tak, jak on chce. Takiego kogoś trzeba zniszczyć i upodlić. Jak żonę pana Sławomira i wszystkie kobiety w Polsce.

Fundamentalista religijny to ktoś, kto nienawidzi życia. Mimo że krzyczy, że życia broni w imię tego, co napisano w starożytnej księdze.

Kłamie.

Dla władzy, dla propagandowego przekazu, dla pieniędzy, dla poparcia, w końcu dla swojej złej, zepsutej, zgniłej duszy: kłamie. Dla fundamentalisty zarodek nie jest wcale „dzieckiem”, jak lubi to powtarzać. Owszem, on może nawet czasem – zgodnie z zasadą dysonansu poznawczego – tak sobie wmawiać.

Ale gdzieś tam, w głębi on doskonale wie, że po prostu nienawidzi ludzi. I życia „broni” tylko wtedy, gdy może dać mu to punkty polityczne lub kilka cyferek na bankowym koncie.

Dlaczego mówię to z taką pewnością? Bo mam na moje słowa aż 80 000 dowodów.

80 000 poczętych, urodzonych i do 2020 roku żyjących jeszcze Polaków. Ich życie znaczyło dla tych fundamentalistów mniej niż „narodowa” konferencja prasowa i „narodowy” wymiot na Twitterze, czy w innym równie obrzyganym miejscu.

80 000 ludzi poczętych i urodzonych zmarło dodatkowo, „nadprogramowo”, bo politycy znów woleli robić swoje małe interesy niż wziąć się do roboty, za którą im płacimy.

Powiedzieć „mam dość” to nic nie powiedzieć.

Wypierdalać.


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.


Borsuk:

View Comments (15)

  • Czytam te komentarze i rzygać mi się chce. Uciekać, zostawić innych, a wiejcie, jak macie tutaj tylko molendzić, to jedźcie. Walka z kołtuństwem w Necie nic nie da, trzeba wyjść do tego kołtuństwa, czasem zdzierżeć jego obelgi, ale mówić, mówić, mówić do tych zakutych łbów. Skąd kołtuństwo ma wiedzieć to, co my? Z ambony? Ludzie, z mentalnością nie walczy się w necie, tylko w realu. Powoli, długo, ale do skutku. Babcia, dziadek, ciotka... spokojnie mówić, nie obrażać, wyjaśniać. Młodzi już widzą to wszystko inaczej- oni wiedzą, co jest grane. A wy ich chcecie wypchnąć z ich własnego kraju, bo Wam cierpliwości nie stało? Zamiast zachęcać młodych, wspierać ich, to chcecie żeby uciekali? A do czego? Do zmywaka? Na bycie zawsze "obcym" w kraju wybranym? Tu ich trzeba wesprzeć, pomóc w walce o przyszłość. Oni są u siebie, sami muszą posprzątać po starych, którzy, niestety, zawiedli i , jak czytam, zawodzą nadal.
    Nie chodzić na protesty bo zimno... ludzie w lodowatych halach na styropianie spali, walczyli o naszą przyszłość, a tej zimno w ciepłych gaciach i kozakach na nogach... Ilu wyleciało ze studiów (też miewali sesje) bo walczyli z komuną, a ona... sesję ma....Wywalczyli ci te sesję, wiesz...szkoda gadać

    • Możesz się frustrować ile chcesz, ale może nie chce mi się być bohaterką i walczyć za słuszną sprawę kosztem innych moich spraw. Rozumiem, że moje babcie prezentowały inną postawę. Podziwiam tych, którzy godzą się na wylecenie ze studiów czy z pracy w imię ideałów, ale fakt jest taki, że takie poświęcenie nie powinno w ogóle być potrzebne. Także możesz się wkurzać, też tam byłam, wkurzałam się na tych, którym się nie chce, którzy mają dość. Ale cóż. Każdy zrobi własny rachunek sumienia. Pozdrawiam i życzę powodzenia na froncie.

      • Oczywiście, nie musisz być bohaterką, tylko potem nie ustawiaj się po profity. Owszem, nie powinno być przyczyn, dla których jest potrzebne jakiekolwiek poświecenie. Tylko, że Ci, którzy wtedy walczyli nawet nie myśleli o skutkach,prywatnych, bo oni rzeczywiście byli wkurwienie, a nie tylko na jedno wyjście. Wkurwieni byli 1 56, wkurwieni w 68, wkurwieni w 70, wkurwieni w 76, wkurwieni w 80 roku. Tyle tych wkurwów było. Walczyli aż do skutku, I teraz też tak należy robić. Samo się nie wywalczy. A tu czytam:- zimno jest.... sesję mam.... namówię na wyjazd za granicę... Tamci wywalczyli spokój i czasy, kiedy młodym dupy się porozpieszczały, a jak przyszło złe, to oni głowy pod poduchy. kto to za was, młodzi, zrobi? Ja już mam dużo lat, swoje przewalczyłam, ale jak czytam takie pieszczoszki, to robi mi się zwyczajnie przykro. Sory...zła jestem, fakt, każdy ma swoje sumienie....życzę pomyślnego zaliczenia sesji:)

  • Dziękuję, Borsuku. Doskonale wyraziłeś moje emocje. Ale ja jeszcze wierzę.
    Że oni odpowiedzą za swoje czyny. Że odpowiedzą za to piekło, które nam zgotowali. Nie tylko przecież kobietom.

  • A ja uciekłam. Tak zwyczajnie, po prostu uciekłam. W kraju zostawiłam syna i mamę. Tak, mam wyrzuty tego czegoś co roboczo można nazwać sumieniem. Mój syn nie chciał ale powoli dojrzewa do decyzji. Czytam wiadomości i mnie boli. Tak zwyczajnie, po ludzku boli do jakiego stopnia trzeba być idiotą i ile musi być tych srebrników żeby się sprzedać. Żeby sprzedać nas. To nie jest miła świadomość, że jest się zredukowanym do roli mięsa które ma rodzić. I tylko rodzić na chwałę wodza i kraju. Boję się o moje siostrzenice jak im się życie ułoży co je czeka. Kiedyś powiedziałam, że jak to wszystko pierdyknie to będę pierwszą która złapie za broń i pójdzie walczyć za kraj. Nie. Teraz już nie. Chcę żyć w spokoju. A widzę, że wracamy do czasów, kiedy znów kobiety będą umierać w połogu, przy porodzie, będą popełniać samobójstwa bo nie dają rady zajmować się upośledzonym dzieckiem. Kiedy wrócimy do czasów, gdy kobiecie za karę związywano nogi w czasie porodu i zostawiano ją na śmierć ? A kamieniowanie niewiernych żon? Baliśmy się muzułmanów i ich szariatu i wojny. I po co? Trzeba było bać się swoich. Kurwa mać, nie wracam. Być może pod fińskim niebem nie ma zbawienia. O to się nie martwię, i tak Piekło jest już od dawna puste. Wszystkie diabły są tutaj, na Ziemi... W Polsce. Widzimy ich w telewizji, słuchamy w radio. Dobrze, że zdążyłam. Naprawdę dobrze.

  • Od 14-go grudnia wiem kto zamordował moją przyjaciółkę. Była choroba , diagnoza, konsultacja i termin operacji. Bęc, przyszła epidemia, szpital przekształcono na tzw. jednoimienny a pacjenci pozostawieni sami sobie, jedno słowo - czekać. Czekała i czuła się coraz gorzej. Zgłosiła się do następnego szpitala i tam musiała zacząć procedury od nowa. Stan był taki, że znalazła się w szpitalu powiatowym. Następne konsultacje, zresztą to już trzeci szpital specjalistyczny, wyznaczony termin operacji na 14-go stycznia br. Nie doczekała, zmarła właśnie 14-go grudnia 2020r. Jestem stara i wkurwiona, jak można było pozostawić tak chorych ludzi bez pomocy! tak trudno było przydzielić ich do innych szpitali specjalistycznych! czekaliby może miesiąc lub dwa dłużej a tak... Nie dano im żadnej szansy.
    Od jakiegoś czasu, gdy słyszę przedstawicieli władzy i profesorów lekarzy, że tyle było i jest zgonów winna jest epidemia, bo prawdopodobnie byli zakażeni tylko nie przetestowani, to mnie szlag jasny trafia. Przykre jest tylko to, że niestety dużo ludzi wierzy w tą ich propagandę.
    Przepraszam za tę prywatę.

  • Zgadzam się ze wszystkim co napisano, ale mam taki pomysł. Ja o sprawie tego Pana z Plymouth dowiedziałem się tutaj, bo nie czytam tych obrzyganych gównem mediów. W zasadzie z mediów polskojęzycznych to mało co czytam, bo w większości właśnie jest to gówno wymieszane z moczem. Problem jest taki, że niestety, większość z nas z tych mediów korzysta, nabija kliknięcia/oglądalność (czyli pieniądze) tym gównianym mediom klikając takie rynsztokowe artykuły, oglądając TVPisowki czy TNVowski chłam w TV. Wyłączcie gówniane TV, przestańcie klikać gówniane Onety czy WP. Jak będzie Was wystarczająco wielu to uwierzcie - oni to odczują. Wiem, bo kiedyś tam pracowałem...
    Zamiast tego polecam spacer, książkę, zagranie w grę z dzieckiem, nawet nawalenie się jest bardziej konstruktywne od wchłaniania tego gówna. A na kartce wyborczej polecam w przyszłości zakreślić tego, którego się najbardziej nie zna :)

  • Kołtuństwo tej części obywateli to jak nic nie powiedzieć. Trzeba być kompletnym debilem, aby dać się kupić za garść srebrników. Ale na horyzoncie 14 emerytura, więc poparcie będzie, za rok dojdzie 15 i 16 emerytura i kto wygra z moherami i Rydzykiem?

    • Ale, że jak władza pierwszy raz w historii III RP coś dała to źle... lepiej dać na policje i wojsko.
      Trzeba być kompletnym debilem by w kraju w którym najniższa krajowa pensja jest strasznym problemem dla pracodawców mieć pretensje do ludzi za to, że jak dostają kasę od państwa (która notabene wydają później w sklepach, wspierając tych pokrzywdzonych w ten sposób przedsiębiorców) to im sie to podoba.

      • Swoje dała? Nasze dała. Za co dała te 500+ i komu dała? Tego już nie widzisz, I co z tym 500) wyrabiają też nie widzisz? Trzeba było wesprzeć gospodarkę, to pensje byłyby na poziomie. trzeba było zmniejszyć podatki i składki, to było by na godziwe pensje, Trzeba było stworzyć miejsca pracy, to niepotrzebne byłoby to 500+ Trzeba było zdjąć podatki z emerytur, to nie musiała by być 13ta. Nie widzisz tego, czy po prostu należysz do tych, co to słuchają popieprzonych pisowskich populistów. Dać cudze to nie sztuka. Stworzyć coś dla ludzi wymaga pomyślunki i wysiłku, a tego pisowskim kacykom nie stało. Owszem, pisowskie gnidy potrafią tylko jątrzyć i burzyć. A wielu ludzi im w tym sekunduje, nie zdając sobie sprawy, że graja na własną bramkę. Trzeba być kompletnym debilem, by usprawiedliwiać tych, co to od rządu biorą i myśleć, że im się krzywdy wyrównuje.

  • A ja od lat staram sié wyjechać z tego bagna. Chciałem wydostać też swoje córki co pośrednio doprowadziło do rozwodu. Teraz jestem już całkowicie zobojętniały, samotny w tym nędznym kraju - wyjechać nie umiem bo nie chce być daleko od córek, zostać to jak tortura.

  • No i tak to jest. Mi się już nie chce. Nie chce mi się wkurwiać, chodzić na protesty, bo jest zimno i sesję mam. I w ogóle już mi nawet wkurw nie daje energii. Wypierdalać to trzeba z tego kraju, bo tylko takie wypierdalanie ma szansę powodzenia. Sorry za negatywny głos.

    • Tak.Ja już nie,ale moje wnuczęta niech stąd wieją...Bo to nie jest walka z władzą-to mogłoby się udać.To walka z kołtuństwem części(sporej)rodaków.Ręce,nogi i krawat opada...

    • Szkoda że nie jestem w twoim wieku no pewnie zrobił bym to samo ,szkoda tylko moich dzieci 11 i 9 lat bo muszą żyć razem ze mną w tym burdelu .