X

Osiem milionów ministrów, czyli płonące śmiecie i gaslighting

Czasem ktoś próbuje zrobić ze mnie debila. Wmawia mi, że źle pamiętam to, co pamiętam. Albo truje mnie odpowiednikiem Cyklonu B mówiąc, że z tym truciem walczy. Okłamuje mnie, jak poseł PiS swoją kochankę na miesięcznicy i liczy, że ja to wszystko łyknę. Jak ona. A czasem sprowadza do Polski 8 milionów ulepionych z gówna ministrów. A mi się to po prostu nie podoba.

Od razu zrobię spoiler i powiem, że ten ktoś to Mateusz Morawiecki – bo on aktualnie za wszystko odpowiada i firmuje te koszmarne rzeczy swoją twarzą w eleganckich okularach. A o tych ośmiu milionach ministrów będzie trochę później, zaraz po tym, jak opowiem Wam czym jest gaslighting.

Gaslighting to tortura subtelna, wymagająca planu, stopniowania i konsekwencji. Przez psychologów uważana jest za rodzaj przemocy psychicznej. Upraszczając do bólu, to sztuka manipulowania człowiekiem, zasiania w nim wątpliwości w tak wyrachowany sposób, by w końcu zwątpił w swoje własne myśli, własną pamięć, własny osąd i – finalnie – we własne zdrowie psychiczne.

Nazwa pochodzi od „Gas Light” – tytułu sztuki Patricka Hamiltona z 1938 roku, zekranizowanej w roku 1944. Dramat opowiada o strasznym bucu, który próbuje wmówić żonie chorobę psychiczną za pomocą szeregu sprytnych psychomanipulacji.

W fabule „Gas Light” Gregory wtrąca Paulę w obłęd stopniowo – na przykład chowa różne przedmioty, zmienia położenie innych, a zaniepokojonej żonie tłumaczy, że wszystko jest po staremu i na swoim miejscu, a ona sobie wszystko wymyśliła. Że nie pamięta, jak było. Że jej umysł nie pracuje prawidłowo.

„Znowu coś sobie wymyśliłaś, kochanie”.

Znacie to? Bo ja znam. I zastanawiam się, czy gaslighting można zastosować nie tylko wobec jednej Pauli, ale wobec całego narodu. Bo zdaje się, moi drodzy, że wszyscy jesteśmy ofiarami przemocy psychicznej.

Pamiętacie, jak to się wszystko zaczęło? Stopniowo, po kawałku zmieniono naszą rzeczywistość.

Dziś mówią mi, że źle pamiętam na przykład to, czy Polska była i jest w ruinie.

Bo pamiętałem, że nie była. Przecież jakoś się rozwijała. Pamiętam, że od 2004 wydano na ten rozwój 140 miliardów euro z pieniędzy unijnych. Pamiętam przecież.

Ale przecież pamiętam również, że była burmistrz Brzeszcz, Beata Szydło, tłumaczyła mi że źle pamiętam. Że sobie to wszystko wymyśliłem. Że mój umysł nie pracuje prawidłowo. – Polska w ruinie – tak mówiła Beata.

Chwilę potem, gdy Beata wygrała już wybory, zaczęła mi mówić, że źle pamiętam, że Polska jest w ruinie. Bo Polska jest w tak dobrej kondycji, że można wypłacać ludziom 500+, co kosztuje 24,5 miliarda złotych rocznie.

Podsumujmy: źle pamiętam, że Polska nie była w ruinie, bo w ruinie była (bo Platforma). Ale źle pamiętam również, że Polska była w ruinie, bo w ruinie nie była (bo 24,5 miliarda).

Trudno to ogarnąć, co nie? Powoli rozumiem, jak czuła się Paula w sidłach Gregory’ego, a to dopiero początek.

Skąd bierze się te 24,5 miliarda to też przecież źle pamiętam. Prezydent Andrzej Duda powiedział mi jasno, że „wreszcie państwo coś ludziom daje”.

Wcześniej wydawało mi się, że państwo niczego nie daje i to my – podatnicy – dajemy państwu pieniądze w ramach umowy o świadczeniu usług. Że kupujemy sobie usługi administracyjne. Że płacimy, by państwo łatało dziury w drogach, zatrudniało w naszym imieniu nauczycieli dla naszych dzieci, policjantów, by pilnowali naszego bezpieczeństwa i lekarzy. Że solidarnie zrzucamy się na pomoc społeczną dla tych, którzy tego potrzebują – na przykład na to 500+, którego wcale nie uważam za pomysł zły, tylko źle wykonany. I tak dalej i tak dalej.

Albo, że zrzucamy się na to, żeby z powodu kilku baranów i chciwych gnojków nie dostawać ostrych zmian nowotworowych z każdym pierdolonym oddechem.

Ale o tym za chwilę.

Wydawało mi się, że każdy z nas płaci za to niemałą sumę. Wliczając dzieci i niepracujących dorosłych, każdy Polak płaci na utrzymanie państwa średnio 20 tysięcy złotych rocznie. W roku 2017 było to dokładnie 21 tysięcy i 491 złotych (wyliczenia Forum Obywatelskiego Rozwoju). Oczywiście wydatki pracujących są o wiele wyższe, bo przecież ani dzieci, ani niepracujący nie płacą – ale nie muszę Wam tłumaczyć na czym polega średnia, więc jedźmy dalej.

Andrzej Duda poprzestawiał kilka przedmiotów i powiedział mi, że źle pamiętam. Że źle mi się wydaje.

Bo państwo nic nie dawało, a teraz daje. Ze swoich. Z tego Skarbu Państwa, który część wyznawców pani Beaty i pana Andrzeja wyobraża sobie prawdopodobnie jako mityczną komnatę wypełnioną złotem. Sezamie otwórz się, cholera. I wcześniej – jak Polska była w ruinie – to Tusk zakradał się nocą do tej komnaty, złotym kluczem otwierał wielkie wrota i kradł złote monety ładując je do kieszeni i sakw, chichocząc przy tym szaleńczo w blasku pochodni.

A teraz – gdy Polska nie jest w ruinie – Andrzej, Beata i Mateusz wchodzą do tej komnaty w świetle dnia i rozdają złote dukaty biednym, ubogim i cierpiącym. W średniowiecznej Anglii był taki obyczaj, że gdy możny pan – dajmy na to taki eldorman – jechał przez wsie i miasteczka, hojnym gestem rzucał gawiedzi drobne monety. A oni wygrzebywali je z tego wydeptanego przez konie gówna i cieszyli się, jaki ten ich pan dobry jest. I podzielił się z nimi tym Skarbem Państwa.

Tak właśnie przedstawia mi to Andrzej Duda.

To wszystko – ten cały gaslighting – sprawia, że aż łeb mnie boli. Przecież całej gamy kłamstw partii obecnie rządzącej nie jestem w stanie nawet wymienić. Tak, jak nie jestem w stanie wyliczyć kłamstw rządów Platformy, czy zamierzchłego SLD. Choć mam wrażenie, że teraz jest tego jakby więcej.

Czasem zastanawiam się nawet, czy nie jest to taktyka polityków na wyniszczenie przeciwnika – czyli mnie, ciebie, społeczeństwa. Robić tak wiele bezsensownych rzeczy, kłamać tak bezczelnie i tak często, że nie da się tego wszystkiego zliczyć i zebrać do kupy. Kiedyś próbowałem się tego podjąć, zacząłem notować, rachować, sprawdzać. Ale to jest prosta ścieżka do samobójstwa z rozpaczy – tego po prostu nikt nie jest w stanie uporządkować.

Pamiętam jednak kilka rzeczy.

I pamiętam, że mam brzydkie podejrzenie, że właśnie z tego finansuje się część 500+ i dodatkowe przywileje dla partyjnych bonzów.

Poruszę tu tylko jedną kwestię. Zdrowia i pieniędzy. Bo to właśnie zdrowia i pieniędzy życzymy sobie przecież najczęściej. A z obu ograbia nas się knajacko.

Pamiętam, gdy minister środowiska Jan Szyszko wycinał Puszczę Białowieską, by sprzedać drewno, a potem okazało się, że źle pamiętam, że on wcale nie wycinał. A jak już wycinał, to tylko te chore drzewa (których przecież sprzedawać się nie opłaca).

Jan Szyszko nadal jest bohaterem w PiS i były nawet organizowane demonstracje przeciwko jego odwołaniu. Wyznawcy PiS protestują przeciwko PiS, bo PiS odwołał ministra z PiS. A jednocześnie wyznawcy PiS popierają PiS i nowy rząd PiS, który odwołał ministra PiS – rozumiecie? Ja nie do końca, bo jednak lubię w życiu logikę.

Ale dalej jest jeszcze lepiej.

Pamiętam, jak rząd PiS – w osobie Szyszki – zezwolił na ściągnięcie do Polski 734 tysięcy ton śmieci w samym tylko roku 2017. W tym roku będzie to już około 200 tysięcy ton. Przyjmujemy nawet odpady z Nigerii, co – wybaczcie – nieco mnie niepokoi. Wiem, że takie gadanie śmierdzi europocentryzmem i dominacją białego człowieka, ale skoro nawet Nigeria chce się tego syfu pozbyć i płaci nam za jego przygarnięcie, to jak szkodliwe substancje muszą tam się znajdować?

No ej.

Te setki tysięcy ton śmieci przyjmowaliśmy co roku, od wygranej PiS, za czasów tego samego Jana Szyszko. A przecież pamiętam również, że Jan Szyszko doskonale dbał o polskie środowisko naturalne i zdrowie Polaków, podczas gdy poprzednie rządy nie dbały o to wcale.

No to kurwa mać, jak to jest, że ten chichoczący diabolicznie i kradnący moje złote monety Tusk zezwolił na import 300 tysięcy ton śmieci rocznie (za co walnąłbym go w tył głowy, bo to też za dużo), a ta wspaniała Beata, wspaniały Mateusz i wspaniały Szyszko ściągają tu ponad 700 tysięcy ton odpadów rocznie? Coś mi się tu nie zgadza. Taki skok nagły.

734000 ton śmieci brzmi absurdalnie i ciężko sobie wyobrazić taką ilość. Być może jakaś wizualizacja będzie prostsza. A co, gdyby ulepić z tych toksycznych odpadów człowieka? Przeliczmy to zatem na Szyszki. Na moje oko Jan Szyszko waży jakieś 90 kilogramów.

Więc (zdania nie zaczyna się od więc) wychodzi na to, że dzięki PiS sprowadzamy rocznie do Polski jakieś 8 milionów 155 i pół tysiąca ministrów Janów Szyszko. Tylu śmieciowych ludzików (plus ten jeden nasz, narodowy) mamy tu dodatkowo co roku. To prawie 1/5 ludności Polski.

Tych śmieciowych ludzików nie przyjmują już nawet Chiny (wiem, znów ten mój klasizm-rasizm, ale co zrobię). W momencie, gdy Chińczycy przestali importować odpady „trudne do przetworzenia” zaczęliśmy robić to my, rękami Szyszki. Naprzód Biało-Czerwoni! Polska gola!

7 tysięcy uciekających przed wojną uchodźców było dla rządu PiS zbyt dużą liczbą i zagrożeniem, ale 8 milionów toksycznych Szyszków ulepionych z nigeryjskiego gówna i rtęci, niemieckich opon i butelek po Schweppesie, austriackich gnijących odpadów medycznych, czeskich strzykawek z płynami ustrojowymi, słoweńskich odpadów paliwowych to odpowiednie podwaliny, na których z radością budujemy nową Polskę. Tę nie w ruinie.

Bo przecież benzoapiren, cyjanowodór, tlenki siarki, azotu i rozmaite substancje smoliste nie zagrażają w ogóle Polsce i Polakom. Wdychamy je wesoło, pełną piersią, śpiewając przy okazji Rotę.

Bo właśnie zapłonęły wysypiska w całej Polsce.

Do tej pory spłonęło jakieś 70 wysypisk z setkami tysięcy ton śmieci.

Chyba was trochę zmartwię, bo już w tym momencie w naszej szumiącej wierzbą i czczącej dobrą zmianę Ojczyźnie mamy nieprzetworzone 1,5 miliona ton śmieci (co daje 16 milionów 666 tysięcy Janów Szyszko), a kontenery z tym „trudnym do przetworzenia” syfem wciąż wjeżdżają przez otwarte przez PiS granice. Do tego przepisy nakazują zutylizować importowane odpady w ciągu 3 lat, więc nic dziwnego, że parę miesięcy przed tym terminem nagle tajemniczo pojawia się ogień.

Więc (zdania nie zaczyna się od więc) pożarów będzie więcej. Dużo więcej.

Ale ktoś znów poprzestawiał mi przedmioty i mówi, że źle pamiętam.

Ten ktoś, to Mateusz Morawiecki, który zapewnił mnie w partyjnej TVP, że sprawę płonących wysypisk z nigeryjskimi i niemieckimi odpadami bada ABW. Mateusz obiecał, że będzie walczył z mafią śmieciową.

Ja panu podpowiem, panie Mateuszu, bo to naprawdę nie trzeba ABW, by zrozumieć prostą zależność: biorę kasę za przyjęcie śmieci z obcych landów, bo pan mi pozwolił. Nie chcę ich utylizować, bo to kosztuje. Podpalam wysypisko, bo chuj mnie obchodzi, że Polacy oddychają rakotwórczym dymem.

Za przyjęcie tony śmieci z Nigerii lub z Niemiec – za zgodą rządu PiS – polski Janusz, szef wysypiska dostaje 50 euro. Czyli 214 zł. Śmieci, które wprowadził Szyszko do Polski w jednym tylko roku, są więc warte 157 milionów złotych. Sam podatek dochodowy od tych śmieci, który płynie do tej naszej komnaty ze złotymi monetami, to ponad 29 milionów.

Roczna wypłata 500+ to 24,5 miliarda. Te pieniądze z płonących śmieci połączone z pieniędzmi z wyciętych lasów mogą finansować chociaż część tego programu.

Czy mam uwierzyć, że zrobiliście z Polski wysypisko śmieci z Europy i Afryki Zachodniej tylko po to, by utrzymać głosy części beneficjentów? Może Andrzej Duda miał rację i „państwo wreszcie daje”, a w ten sposób rząd zaczął finansować swoje obietnice? Tylko jakim kosztem?

Oczywiście, ja w to nie wierzę, panie Mateuszu. Ja tak sobie po prostu z nudów klikam na kalkulatorze.

Idźmy dalej. Te odpady musi ktoś przecież zutylizować zgodnie z przepisami polskimi i standardami Unii Europejskiej. A to jednak kosztuje. Prościej i taniej jest wysypisko podpalić. Jeden pożar hipotetycznego wysypiska w hipotetycznym Zgierzu w hipotetycznym maju 2018 przyniósł hipotetycznemu Januszowi około 11 milionów złotych zysku.

W ciągu ostatniego miesiąca spłonęło około 70 takich wysypisk.

I jeśli chce pan, panie Mateuszu, szukać mafii śmieciowej zapraszam serdecznie do rozejrzenia się po swoich kolegach.

Bo ja, panie Mateuszu, jeszcze pamiętam. Mimo, że ciągle mi pan coś przestawia, pamiętam przecież czasy, gdy dziennikarz – oraz obywatel – miał patrzeć władzy na ręce. Pamiętam też, że krytyka rządzących była obowiązkiem, a nie atakiem na Polskę. Pamiętam, że partia nie jest tym samym co Polska, a starzy i upasieni ludzie z legitymacjami partyjnymi w kieszeni nie są personifikacją mojego kraju.

Pamiętam, że 8 milionów 155 tysięcy Janów Szyszków rocznie, ulepionych z nigeryjskiego gówna i bułgarskich odpadów szpitalnych, nie składają się na moją Ojczyznę.

Więc następnym razem, kiedy będzie pan mówił o atakach na Polskę – mając na myśli krytykę antypolskich działań pańskich kolegów – proszę sobie zadać pytanie.

Co jest bardziej szkodliwe dla mnie, Polaka?

Płonące 6,9 km w linii prostej ode mnie wysypisko śmieci, dzięki czemu wdycham dioksyny, benzopireny, wielopierścieniowe węglowodory – kurwa! – aromatyczne, tlenki azotu i siarki, chlorowodór i cyjanowodór? Czy może pańska dziwaczna maniera, żeby za wszelką cenę nie przyznać się do błędu i wszystko zwalać na tajemniczych onych?

Ja wiem, że w rządowej telewizji fajnie jest naszczuć naród na „onych” – nieokreślonego wroga, który truje, sprowadza śmieci, pali je nam pod nosem i z którym dzielnie i pozorancko walczy pan z pomocą ABW.

Tylko, panie Mateuszu, ja przypomnę, że skoro ja mieszkam 6,9 kilometra od płonącego wysypiska, to pan ma do niego niewiele dalej. Pan ma do niego ledwo 7 km więcej. Pan i pańskie dzieci.

Jeśli myśli pan, że ten cyjanowodór z wysypiska – ten sam, którym Niemcy w latach 40. zagazowali przecież kilka milionów ludzi – nie dotrze do pańskiej 350-metrowej, czterokondygnacyjnej willi z 400-metrowym ogrodem, to grubo się pan myli. Pogoda i wiejące w Warszawie wiatry ostatnio cyjanowodorowi sprzyjają. I wieją w pańskim kierunku.

To, że udaje pan, że to nie jest wasza wina i że przelicza pan złote monety z importu tego świństwa na głosy w wyborach – jestem jeszcze w stanie zrozumieć.

Ale to, że ma pan w dupie fakt, że dym z płonących wysypisk powoduje u mnie, u pana i u wszystkich Polaków choroby płuc i układu oddechowego, uszkodzenia DNA, nowotwory, zmiany białaczkowe, czy zaburzenia w rozwoju dzieci… To, że jest to dla pana mniej ważne niż los ulepionego z gówna ministra, który powinien usłyszeć za to grube zarzuty – tego nie rozumiem.

Ale pan mi tak to wszystko już sprytnie poprzestawiał – jak Gregory poprzestawiał Pauli – że może źle pamiętam i może się w tym wszystkim już gubię.


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.


Borsuk:

View Comments (43)

  • Drobna uwaga co do filmu "Gaslight".Pierwsza ekranizacja (brytyjska) powstała w roku 1940.Ta o której Pan pisze to ekranizacja druga,amerykańska z Ingrid Bergman.Podobno nawet Amerykanie zakupili prawa do remake'u z warunkiem,że wszystkie kopie brytyjskiej wersji zostaną zniszczone.Na szczęście do tego nie doszło i obecnie możemy cieszyć się z istnienia obu i jak ktoś chce,to może sobie porównać.

  • Ha! Śmieci dziś w Wiadomościach. Cytuję z pamięci "udaremniono przemyt kilkudziesięciu ton śmieci, które miały być transportowane na nielegalne wysypisko w głębi Polski (dzis, 7 sier)Po serii pożarów na nielegalnych wysypiskach rząd zareagował blyskawicznie: inspektorzy mają nowe uprawnienia. Likwiduje się firmy krzaki, które ściągały śmieci i znikały" itd itp. I co, Borsuku? Tobie się wydaje ze rząd Cię truje A on Cię RATUJE 😂😂😂

  • Wszystko ładnie, pięknie i mimo że obecna partia nie należy do moich faworytów i ulubieńców to interesuje mnie jedna rzecz. W 2016 r na koniec rządów PO zlecono kontrole NIK w zakresie gospodarki leśnej. I co się okazało ? Ano tyle że, jeśli porównać wycinkę puszczy do wycinki w analogicznym okresie, to puszcza to pikuś przy tym co wyrznięto rok wcześniej. I teraz pytanie, gdzie byliście wcześniej ? Gdzie wasze protesty ? Gdzie Kinia Rusin z drewnianego domku ubrana w skóry protestującą przeciwko wycince ? Nie przeszkadzało wam jak Grabowski pozwalał rżnąć las na potęgę. Że dopuścił do rozprzestrzenienia ASF ? Każdy z nas ma swoje zdanie i przemyślenia, ale to nie zwalnia z rzetelności. No chyba że kroczymy drogą pani Rusin - nic nie wiem jestem "ekspertem".

  • Śmieci z Nigerii... No właśnie - jak spojrzeć na sprawę tak, że jesteśmy odbiorcami śmieci z trzeciego świata, to oznacza, że PiS zrobił z Polski IV świat...

    DZIĘ-KU-JE-MY !!!

    • O! Kiedyś słyszałem coś takiego od ludzi, którzy nie wierzą w istnienie smogu, za to wierzą w chemitrailsy :D

  • Największym dramatem sprawy bialowieskiej jest Jan Szyszko, który popełnił tyle błędów w innych kwestiach i w tak arogancki sposób, że nikomu już nie chce się zastanawiać, że w kwestii puszczy akurat miał sporo racji. To nie meritum, wiem, ale nie mogłam się powstrzymać. :)

      • Borsuk, w tej sprawie są trzy strony sporu. Przeciwnicy działań w puszczy, zwolennicy działań w puszczy i lokalni mieszkańcy. Sprawę dodatkowo komplikują polityczne konotacje. To bardzo źle, bo sprawa powinna być merytoryczna, a jest polityczna. Dokument, który cytujesz, to głos tylko jednej strony. Dla rzetelnej oceny tej sytuacji trzeba odłożyć sympatie i znać argumenty wszystkich stron. Na przykład to, że działania w puszczy są prowadzone w lasach gospodarczych, a nie naturalnych (ściślej mówiąc, najcenniejsze tereny w puszczy oficjalnie nazywają sie 'lasy zbliżone do naturalnych"). I że zadyma dotyczy dwóch różnych punktów widzenia na poszerzenie terenów Parku Narodowego, przy totalnej zgodności co do samego Parku. To jest niejednoznaczna sprawa, co przyznaje, jak pisałam wyżej, także PAN.

    • Nie miał. Po prostu. Kornik w naturalnym lesie jest ok. Kłamać i łamać prawo nie jest ok. As simple as that.

      • Bufka, masz rację i co do kornika w lesie naturalnym i co do kłamstwa że nie ok. Tylko że ani jedno ani drugie nie dotyczy sprawy bialowieskiej. Podoba mi się 'simple'- tylko że to nie jest proste, a wyłącznie upraszczane. To tak, jakby ktoś ci powiedział że bardzo to boli łydka, a Ty mu na to - no to rozmasuj, przecież to proste (I jakie naturalne). Chyba że jesteś ortopedą albo rehabilitantem. Wtedy wiesz, że to niekoniecznie takie proste.
        No ale- ani post nie jest o tym, ani tu nie miejsce to rozdyskutowywac. Pozdrawiam.

        • W kwestii Puszczy wszyscy eksperci (a ekspertami są w tym przypadku ludzie zajmujący się biologią środowiskową, nie leśnicy) byli zgodni - wycinka to zwykły wandalizm, a kornik to pretekst. No chyba że wyżej od Komitetu Ochrony Przyrody PAN i wydziałów przyrodniczych najlepszych polskich uczelni cenisz profesora od chemtrailsów...

          • Co o nim myślę, napisałam wyżej. Oświadczenie PAN z 2018 nie zawiera słów o wandaliźmie. Mówi natomiast o tym, że istnieją dwie równoważne wizje ochrony tego lasu, lecz dla żadnej nie istnieją wystarczająco silne argumenty z badań, by przeważyc szalę w sensie merytorycznym. Dlatego - jak pisze PAN - kryterium stają się osobiste przekonania. W oparciu o nie PAN, mimo braku jednomyślności, wypracowało stanowisko, zgodnie z którym sprzeciwia się dzialaniom w Puszczy. Poważam PAN za calokształt wypowiedzi, ponieważ dokładnie oddaje istotę sporu.

  • To z pewnością sposób na walkę ze smogiem. Ten cały syf w powietrzu atakuje smog a ten poddaje się bez walki :) W Polsce działania mafijne są legalne - ważne by brali się za nie właściwi ludzie. I jakoś żaden rząd nie chce z tym porządku zrobić. Poza tym same rządy legalnie łupią swoich rodaków ot np. łupić ich pieniądze z OFE. I Polska okazuje się być największym eksporterem długopisów w Europie... chociaż ich nie produkuje. Ale zwrot VATu o tym świadczy. Sen wariata, sen wariata.

  • No nawet ładnie. A mówi to zwolennik PiS. I od razu dodam dla jasności zwolennik nie ślepy wyznawca. Więcej takich info to będzie potem łatwo wystawić ocenę przed wyborami. Każdej władzy należy patrzeć na ręce i właśnie u Ciebie to widać.
    Pozdro4all

  • Dokładnie w punkt, świetny tekst (jak i poprzednie). Tylko jedna malutka uwaga: talary były srebrne, to dukaty były ze złota ;)

    • O kurde, dziękuję :) Codziennie się czegoś uczę (zupełnie, jak prezydent). Poprawiam :)

  • Bardzo fajne ujęcie sprawy. Nie znałem pojęcia gaslightingu, aczkolwiek poznałem kilka osób stosujących go w wersji lekkiej. Sam przynajmniej raz byłem na "receiving end". Paskudne uczucie.

    Odnośnie do wspólnej kasy zwanej budżetem - wszystko jest kwestią priorytetów. Trza sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla nas ważniejsze:

    -służba zdrowia, czy zabawki dla chłopców z Obrony Terytorialnej?

    -edukacja i nauka, czy przywileje finansowe Kościoła?

    -jakość powietrza czy lobby węglowe?

    -wyrównywanie szans (również na drodze programów a'la 500+), czy robienie dobrze garstce kulczyków?

    Inna kwestia którą słusznie poruszyłeś, to brak świadomość wszystkich morawieckich tego świata, że jadą na tym samym wózku co my wszyscy. Dotyczy to nie tylko jakości powietrza. Nierówności społeczne prowadzą do wzrostu przestępczości, częstszego występowania chorób psychicznych (nawet pośród bogatych), itp., itd, etc.

    • Dziękuję bardzo :) Co do odpowiedzi na Twoje pytania, wydaje mi się ona oczywista. Wszystkie pierwsze opcje. Niestety, zawsze lobby będzie miało przewagę nad obywatelem. A Kulczyki kontra 500+ to złudny wybór: opłacane są obie opcje.