Polityka Życie

Śmierć Pawła Adamowicza, czyli mój czerwony gniew

paweł adamowicz nie żyje

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zamordowany. Nad jego ciałem, nad żałobą bliskich mu ludzi i traumą osób, którym coś takiego nie mieści się w głowie już zbierają się głodne kruki.

Gorszy scenariusz trudno sobie wyobrazić. Radosny koncert, impreza charytatywna, światełko do nieba, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Tłum roześmianych, radosnych ludzi, którzy zebrali się w jednym celu: by pomagać. Święto dobroci – można powiedzieć, jeśli ktoś nie boi się patosu. Albo uważa, że w niektórych przypadkach taki patos jest usprawiedliwiony.

– Halo, halo! Nazywam się Stefan! Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz – mówi do mikrofonu ze sceny jakiś mężczyzna. Nie krzyczy. Mówi. Ja na przykład słyszę w tym głosie ekscytację i jakąś taką… dumę?

Na początku jeszcze nikt nie wie o co chodzi, gra muzyka, zimne ognie sypią iskrami, twarze w tłumie się uśmiechają.

Zaraz, jak to? Zginął? Kto zginął?

Mija kilkadziesiąt sekund zanim to staje się jasne. Zanim do ludzi dociera, że przed chwilą, praktycznie na ich oczach, praktycznie w rytm piosenki, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz otrzymał trzy ciosy nożem desantowym. W serce, w przeponę i w aortę brzuszną.

– Halo, halo! Nazywam się Stefan!

Paweł Adamowicz umiera dzień później, a Stefan trafia do aresztu. Czy dalej jest dumny? Czy dalej ma lekko podekscytowany głos? Nie wiem i zgadywać nie będę, bo zgadywanek dookoła Stefana jest już aż nadto.

Co wiemy bez zgadywania? Wiemy, że za niewinność – wbrew temu co mówił po ataku – nie siedział. Wiemy, że przyznał się do czterech napadów na banki zarówno przed prokuratorem, jak i przed sądem. Wiemy, że odsiedział za te napady niski, pięcioletni wyrok. Wiemy, że nie wyraził skruchy.

Co wydaje nam się, że wiemy, bo mamy na to silne poszlaki? Że Stefan przez większość swego życia był nieudacznikiem utrzymywanym przez rodzeństwo i żyjącym ze spadku. Że te napady to była koszmarna fuszerka, na której nawet nie zarobił dużych pieniędzy. Że ma problemy psychiczne. Że w więzieniu był pod opieką psychologa (realną, czy tylko na papierze?), a gdy wyszedł na wolność tę opiekę stracił, bo taki mamy system, że wypuszczamy takich ludzi jak Stefan bez pomocy i bez kontroli. Że Stefan może cierpieć na schizofrenię. Że mógł mieć nawrót choroby. To wiemy nieoficjalnie, a więc nie na pewno.

Czego nie wiemy wcale, a wydaje się nam, że wiemy? Że winne śmierci Pawła Adamowicza są PiS lub Platforma – zależnie od tego, jakie mamy poglądy. Że Stefan był inspirowany politycznie. Że możemy znaleźć proste rozwiązanie tam, gdzie go nie ma. Że możemy wykorzystać śmierć Pawła Adamowicza do uderzenia we wrogów. Że nasz szok po tym morderstwie, nasz ból, nasza strata lub po prostu nasze czarno-białe myślenie usprawiedliwia nas w rzucaniu oskarżeń.

Ja nie jestem tego taki pewny.

Często piszę o nienawiści. Nieprzypadkowo ta strona nazywa się nienawiść kropka pl. Uważam, że to uczucie toczy nas, Polaków, w sposób szczególny. Że cierpimy w naszym kraju na groźną infekcję, że tą nienawiścią jesteśmy wszyscy zarażeni w mniejszym, lub większym stopniu.

Ja również. Mój system immunologiczny nie jest na nią odporny. Tak samo, jak twój, prawda?

Ale wydaje mi się, że jest za wcześnie na szukanie tak prostych rozwiązań. Że za wcześnie jest na wydawanie wyroków o tym, że politycy partii rządzącej swoją nienawiścią doprowadzili do tej tragedii.

Wiem wiem, to przecież ja piszę często na przykład o masakrze w Rwandzie i o tym, że politycy dzielą jeden naród tak długo, aż rozpadnie się on na rywalizujące plemiona. Że tak długo kreują między tymi plemionami nienawiść, aż ktoś w końcu sięgnie po maczetę. Albo po nóż desantowy.

Ale wiecie co? Ja boję się prostych rozwiązań. I mimo że gdzieś tam na horyzoncie straszy mnie widmo wzajemnej przemocy, to nie uważam, by nawet politycy chcieli jej już dziś. Już teraz. Już w tym momencie.

Cały długi dzień i długi wieczór spędziłem dziś w pracy przetwarzając na potrzeby mediów dziesiątki opinii o tym, kto jest winny śmierci Pawła Adamowicza. Mądrości autorstwa ekspertów różnego sortu mających ten luksus, że w pracy nie siedzą i mogą na przykład wydawać opinie na gorąco i z pełnym przekonaniem. Którzy wiedzą wszystko i są tak zajebiście pewni swojej racji. Przetrawiłem dziś tego naprawdę dużo. Tego, że oni wiedzą kto jest winien tej zbrodni.

A wszystko, co na razie wiem ja to fakt, że winny jest Stefan.

Czy zainspirował go obrzydliwy, antyludzki przekaz wylewający się codziennie z Wiadomości TVP? Bo on jest, realnie istnieje i politycy PiS tworzą go celowo. Czy Stefana zainspirowały słowa polityków partii rządzącej wzywające do wzajemnej nienawiści? Bo one są, te słowa i słyszę je prawie codziennie z ust szeregowych posłów i posłanek oraz z ust stojących wyżej w hierarchii. Tych ust na tle polskiej flagi, z Mazurkiem Dąbrowskiego grającym w rytm wypowiadanych przez nie obrzydliwości.

One są.

Mówią nam codziennie o wrogu, który tylko czyha, by zniszczyć Polskę. Mówią o szkodnikach, które kradną i knują. Jak policzył Krzysztof Leski tylko w 2018 roku o Adamowiczu w Wiadomościach TVP mówiono 100 razy. Głównie negatywnie. Bardzo negatywnie. Dlatego, że był z innej opcji politycznej.

Ale czy to są powody, dla których Stefan zabił człowieka? Może tak, a może nie. Ja tego po prostu nie wiem i z niepokojem patrzę na tych, którzy twierdzą, że wiedzą to na pewno.

Tak, jak inni oni wiedzieli na pewno, dlaczego Ryszard Cyba zamordował Marka Rosiaka w październiku 2010 podczas ataku na biuro poselskie PiS w Łodzi. Wtedy było dla nich pewne, że Marek Rosiak zginął, bo Platforma sieje mowę nienawiści i nastawia ludzi przeciw PiS. Tak mówili ci wszyscy pełni przekonania eksperci.

Uważam, że ataki polityczne w chwilę po śmierci Pawła Adamowicza tylko tę naszą nienawiść kropka pl podsycają. I dzielą nas jeszcze bardziej. Bo nie mam pewności, że Stefan nie jest po prostu zaburzonym kryminalistą. Może tak, może nie. Nie wiem. Ale już widzę, że jego straszna zbrodnia wykorzystywana będzie ciągle i wciąż do dalszego dzielenia nas, Polaków.

Ja też widzę te obrzydliwe komentarze, które po śmierci Pawła Adamowicza zwolennicy PiS zamieszczają w internecie bez wstydu, pod imieniem, nazwiskiem i ze zdjęciem profilowym, na którym uśmiechają się do uroczej córeczki. Widzę te pełne jadu słowa o tym, kto powinien być zabity w następnej kolejności. Widzę, jak gratulują Stefanowi, jak biorą go na sztandary i kwiczą z radości, że człowiek został zamordowany. Widzę, co po ataku na Adamowicza napisali tak zwani „zwykli Polacy”. Jak publicznie cieszą się z tego trzykrotnego pchnięcia w serce, w przeponę i aortę brzuszną.

Wiem, że muszę się bardzo zmuszać, by napisać o nich „ludzie”. Wiem, że chcę nazwać ich ludzkimi śmieciami. Ścierwem. Gównem. Pierdoloną szmatą do podłogi pełną rzygowin, obesraną centralnie przez zaropiałą małpę chorą na biegunkę krwotoczną i łysienie plackowate. Odpadkiem chcę ich nazwać.

Bardzo chcę. Ale nie. Nie mogę tego zrobić i powstrzymuję się. Bo to droga, która prowadzi tylko w dół.

Wiem, że mógłbym uwolnić swój czerwony gniew, który znam aż za dobrze. Że klawiatura, na której piszę te słowa spłynęłaby potokiem emocji, których wcale bym się wstydzić nie musiał. Że miałbym moralne prawo.

Ale coś mnie powstrzymuje. Powstrzymuje mnie fakt, że to byłoby bardzo łatwe. Tak prosto byłoby wyładować swój gniew za śmierć Pawła Adamowicza na tych ludziach. Obarczyć ich tą winą.

Zachować się tak samo jak oni. Szukać prostych rozwiązań. Wyrzygać się na nich tę swoją frustrację.

Pamiętacie ten moment, gdy zginął prezydent Kaczyński i 95 innych osób na pokładzie samolotu? Pamiętacie te tłumy na ulicach, te świeczki, te modlitwy? Wtedy, przez chwilę, przez ledwie parę dni, wydawało mi się, że jesteśmy jednym narodem. Że czujemy to samo. Byłem tam, wtedy, na Krakowskim Przedmieściu, kupiłem jakiś horrendalnie drogi znicz od ulicznego sprzedawcy i zapaliłem go przed pałacem prezydenckim. Pośród tysięcy innych zniczy. Stałem tam w tłumie, ramię w ramię z ludźmi, którzy nie myśleli w tym momencie o tym, kto ma jaki stosunek do podatku progresywnego, religii w szkołach i o tym, kto tym razem powinien być u żłoba. Jakaś starsza pani z kółka różańcowego Radia Maryja wzięła mnie wtedy za rękę i płakała. Przytuliłem ją nawet (tak trochę) a ona powiedziała do mnie: co teraz będzie?

Co było, to wszyscy wiemy. Było tyle, że dzięki politykom zaczęło się wzajemne obrzucanie kawałkami zwłok i upiorny taniec na grobach, a my – Polacy – zmarnowaliśmy ten moment, kiedy większość z nas wspólnie przeżywała żałobę i mogła zbudować coś razem. Pękliśmy na trzy plemiona.

Na trzy – bo oprócz PiS i Platformy wciąż jest jeszcze to plemię, które z jednej strony ma jeszcze nadzieję, a z drugiej ma wszystkiego dosyć. To chyba nasze plemię. Chyba jestem jego członkiem.

Chyba wciąż staram się siedzieć okrakiem na barykadzie, zbierać po pysku od obu stron i mieć nadzieję. Wy chyba też, skoro jeszcze to czytacie.

Oprócz tej niewyobrażalnej kloaki wylewającej z siebie nienawiść w internecie po śmierci Adamowicza i głupio-mądrych opinii ekspertów wszelakich coś jeszcze dziś widziałem. Patrzyłem z uwagą na polityków. Na prezydenta i na ministrów. Na ludzi z opozycji. I może jestem głupi, może jestem naiwny, ale wydawało mi się, że dostrzegłem w niewielkiej części z nich coś… coś innego? Do nich chyba naprawdę – poza przypadkami patologicznym – dotarło dziś coś ważnego. Że być może za daleko wszyscy już zabrnęliśmy. Oczywiście, jestem przekonany, że za chwilę – jutro, pojutrze – otrząsną się i znów zaczną skłócać nas ze sobą. Ale chciałbym wierzyć, że nie mam racji.

Chciałbym wierzyć, że możemy zawrócić jeszcze z tej drogi, na której plujemy na siebie w rytm wybijany na bębenku przez tę, czy inną partię. Że dość już może maszerowania pod partyjnym sztandarem. Dopóki jeszcze wszyscy nie sięgamy po noże, a tylko plujemy sobie w ryj, może nie jest jeszcze za późno.

Ale wiem, że tak jak zmarnowaliśmy ten krótki moment pojednania po katastrofie smoleńskiej, tak dziś nawet nie pozwoliliśmy sobie na luksus takiego krótkiego momentu. Po tej strasznej zbrodni, jakiej przed obiektywami kamer dopuścił się Stefan, postanowiliśmy natychmiast rzucić się sobie do gardeł zanim jeszcze Paweł Adamowicz wydał ostatnie tchnienie.

Nie wiem, czy Stefan inspirował się wojną polsko-polską i czy toksyczna, codzienna plwocina polityków zatruła jego duszę na tyle, że sięgnął po nóż. Nie wiem, czy jest po prostu sfrustrowanym szaleńcem, którego do zbrodni popchnęła choroba. Nie chcę zgadywać i wydawać sądów o tym, kto jest winien.

Po prostu tego nie wiem.

Ale wiem, że nie jest wstydem nie wiedzieć. Że nie trzeba mieć prostej odpowiedzi na wszystko.

Wiem też, że jeśli dziś znów zaczniemy bić się po łbach z takiego dramatycznego powodu, jak śmierć człowieka to może się okazać, że wszyscy przegraliśmy. Że jest już jakby za późno.

I że w każdym z nas mieszka taki Stefan, a my bezmyślnie wypuściliśmy go na wolność.

 


Tekst powstał przy wsparciu Patronów.
A gdybyście i wy mieli ochotę rzucić we mnie monetą i wesprzeć moją pisaninę, to będę bardzo wdzięczny. Tu trochę o tym piszę. Jak chcecie, kliknijcie poniżej.


 

47 Responses

  1. Pandora Rings

    inxghgife,If you are going for best contents like I do, just go to see this web page daily because it offers quality contents, thanks!

  2. Borsuk, rozumiem Twoją rozwagę, widocznie masz taką potrzebę, aby nie wyciągać za szybko wniosków. Jest to pozytywna cecha, którą mają ludzie szlachetni.
    Jednak brakuje mi odpowiedzi na parę pytań. Jak to jest możliwe, że morderca w ogole dostał się na scenę z bronią w ręku? Jak to sie stało, że psychicznie chory człowiek wiedział kiedy na scenę wskoczyć? Skąd mógł wiedzieć kiedy nastąpi najbardziej korzystny moment na zamordowanie Adamowicza? Następnie sam moment ataku. To trwało ok trzy sekundy. Padły trzy ciosu. Nie zwykłe ciosy, ale tak zadane aby poprzecinać wewnętrzne narządy. Rany kłute da się wykleczyć. Przekrojonego serca na pół nie da się. Jak morderca się tego nauczył i po co? I w końcu dlaczego morderca po zamachu zwyczajnie nie zszedł ze sceny i nie wtopił sie wtłum? Zamiast tego wyrwał mikrofon i przekazał motywy swojej zbrodni. Motywy te to kompleta bzdura, no chyba że u ich podłoża lezy polityka, a ktoś chciał aby np. przyjaciel zamordowanego np. Tusk coś zrozumiał. Inaczej to nie ma sensu, aby morderca zamiast ratować się przed więzieniem chwytał a mikrofon i gadał bzdury.
    Ostatnia sprawa dlaczego morderca, kładzie sie potulnie na podłogę i daje zaaresztować. Przecież przed chwilą był w szale, był w transie, skąd ta nagła zmiana?
    Moim zdaniem odpowiedź na te wszystkie pytania jest jedna. Ktoś wykorzystał mordercę do zabicia na oczach opinii publicznej wybitnego polityka z PO. Jak by chciał pokazać, popatrzcie co możemy zrobić. Morderca aby przeprowadzić zamach z wojskową, komandoską brawurą i precyzją musiał w tym celu zostać przeszkolony.
    Niestety ten aspekt, czy morderca działał sam i dlaczego a jeżeli nie sam to też dlaczego całkowicie pominełeś Borsuku. Proszę o odpowiedź.

    1. Hm, właściwie nie wiem co ci napisać. Ja po prostu nie uważam, że jakieś zaburzenia psychiczne wykluczają działanie. Gdyby tak było szaleńcy całe życie siedzieliby bez ruchu na ziemi. Ten cały Stefan wszedł na scenę bo to naprawdę nie jest problem – zwłaszcza, jak się załatwi/wydrukuje identyfikator. Nie trzeba być komandosem, by zabić kogoś nożem. Dlatego to narzędzie towarzyszy nam od tysięcy lat. Dlaczego się poddał? Bo zrobił co chciał i nie miał potrzeby się szamotać. Bo tak sobie wymyślił w swojej głowie… No… ja po prostu nie wierzę w takie spiski, jeśli istnieje racjonalne wytłumaczenie.

      1. A te racjonalne wytłumaczenie to? No właśnie jak wytłumaczysz, że zamachowiec się w pobliże sceny dostał i to jeszcze uzbrojony w nóż. Skąd wiedział kiedy zaatakował? Skąd wiedział jak się zadaje śmiertelne ciosy? Bo wszystkie były śmiertelne. Tak mówili lekarze. Po co ta gadka po morderstwie? Czy nie było to przesłanie do PO? Oczywiście, zrobił co chciał. Ale jedyne racjonalne wytumaczenie może być tylko takie. Został przeszkolony, ktoś mu przyniósł nóż i ułatwił dostanie się w pobliże sceny. Wytłumacznie że on tak sam dokonał rzeczy niemożliwych w pojedynkę, bo tak chciał, należy do świata fantazji. Ja tak bujnej fantazji nie mam i wole zwracać uwagę na fakty.

        1. To nie była zbrodnia w afekcie. On nie zrobił tego w przypływie szału i agresji. Długo się do tego przygotowywał. Nawet rodzina mówiła, że on chce zrobić coś dużego, że planuje. Zanurzenia paranoidalne, czy schizofeniczne nie wykluczają świadomego, długotrwałego działania. Wręcz przeciwnie, takie osoby mogą bardzo długo w ukryciu planować jednorazową akcję. To, że on to planował to oczywistość. Sam moment ataku był idealny. Potem stanął w błysku świateł i fleszy i pewnie liczył też na sztuczne ognie, których tym razem nie było. Fakty wyraźnie wskazują na to, że zabójca nie był „inspirowany”. Zwyczajne postawienie właściwych pytań daje odpowiedzi wskazujące, że nie było to morderstwo na zamówienie. Po pierwsze po co komu śmierć Adamowicza? Po drugie dlaczego zabito go w ten sposób a nie po cichu na ulicy? Po trzecie kto zyskał na tej śmierci najbardziej?

  3. Czy byłby Pan tak łaskawy i podał jakieś przykładowe „słowa polityków partii rządzącej wzywające do wzajemnej nienawiści” , „na tle polskiej flagi, z Mazurkiem Dąbrowskiego grającym w rytm wypowiadanych przez nie obrzydliwości”?
    Nawet nie zająknął się Pan na temat tego co wylewa się z TVN 24 czy „GW”.
    A nazywanie przez Pana Leskiego TVP „Kurwizją’ to mowa miłości jak rozumiem?
    Oj, słabiutka ta Pańska bezstronność. Słabiutka…

  4. Tymczasem „dziennikarz” Ziemiec nawet nie zatrzymał się żeby zaczerpnąć głębszy oddech przed kontynuowaniem tej samej propagandowej sieczki: https://oko.press/wiadomosci-szczuja-w-dniu-smierci-adamowicza-winny-owsiak-i-tusk/

    Przy okazji przypomniała mi się anegdota od mojej śp. babci. Otóż babcia urodziła się w 1918 z mamy Niemki i ojca Polaka. Mieszkali wszyscy w przygranicznym Nakle (babcia i jej rodzeństwo byli dwujęzyczni, ale czuli się Polakami) i gdy naziole nas najechali, wylądowała na terenie wcielonym bezpośrednio do III Rzeszy. Odwiedziła kiedyś koleżankę szkolną, która otworzyła sklep bodajże w Berlinie. Wówczas praktycznie wymogiem było wieszanie portretów Führera, więc i owa koleżanka powiesiła. Pech chciał, że akurat podczas wspomnianej wizyty miało miejsce bombardowanie. Obydwie zdążyły się schronić w piwinicy, ale gdy wyszły, okazało się, że cały sklep jest zdemolowany. Z wyjątkiem podobizny Adolfa, który nadal był na miejscu i ewidentnie nie ucierpiał. Mojej babci do końca życia wyrył się w pamięci obraz owej koleżanki stojącej po środku zdemolowanego sklepu i wzdychającej: „A to g**no nadal wisi”.

    Otóż zamordowano nam jednego z nielicznych w miarę sensownych polityków, złamano jednego z wybitniejszych społeczników (i być może pogrążono jedną z nielicznych akcji, która łączyła większość „plemion”), a parafrazując koleżankę babci „to g**no* nadal nadaje”

    *mam na myśli p. Ziemca konkretnie

  5. Nie wierzę.
    Kto jak kto, Borsuku, ale Ty nie możesz być tak naiwny, żeby napisać
    „Do nich [polityków] chyba naprawdę – poza przypadkami patologicznym – dotarło dziś coś ważnego. Że być może za daleko wszyscy już zabrnęliśmy.”
    Jedyne, co dotarło do polityków to to, że również oni mogą paść ofiarami zamętu, który szerzą wśród społeczeństwa. Tak, jasne, powinni pamięć o Cybie, ale to przecież było w 2011 roku i nie było to przecież najważniejsze wydarzenie ostatniego piętnastolecia, prawda? Ważniejszy był Smoleńsk, odsunięcie PiSu od koryta na 8 długich lat, 8 słabych pijarowo lat rządów PO, powrót PiSu do władzy. Cała reszta to mało istotne tło. Barwne tło, jak na przykład Marsze Niepodległości czy protesty przeciw posunięciom PiSu, ale tylko tło.

  6. My tu dyskutujemy, kruszymy kopie o wzniosłe sprawy, a wypasione misie w drogich garniturach właśnie podnoszą akcyzy… Ot co… Wykorzystanie w praktyce doktryny szoku…

  7. „Wiem, że muszę się bardzo zmuszać, by napisać o nich „ludzie”. Wiem, że chcę nazwać ich ludzkimi śmieciami. Ścierwem. Gównem. Pierdoloną szmatą do podłogi pełną rzygowin, obesraną centralnie przez zaropiałą małpę chorą na biegunkę krwotoczną i łysienie plackowate. Odpadkiem chcę ich nazwać.

    Bardzo chcę. Ale nie. Nie mogę tego zrobić i powstrzymuję się.”

    Nie, wcale się nie powstrzymałeś :/

  8. O tym napisz:
    „Wlewają w nas ten jad nienawiści i ci z lewa, i ci z prawa,tylko po to abyśmy się żarli nawzajem, wyzywali się i bili się między sobą. A oni? A oni zawsze się dogadają , będą kraść, bogacić się i będą robili z nami co tylko będą chcieli i powiedzą, że to wszystko w imię demokracji.” ~ Andrzej Lepper

  9. O tym napisz. Te słowa mówią to, co siedzi w mojej głowie od lat:

    „Wlewają w nas ten jad nienawiści i ci z lewa, i ci z prawa,tylko po to abyśmy się żarli nawzajem, wyzywali się i bili się między sobą. A oni? A oni zawsze się dogadają , będą kraść, bogacić się i będą robili z nami co tylko będą chcieli i powiedzą, że to wszystko w imię demokracji.” ~ Andrzej Lepper

  10. Bertrand Russel powiedział kiedyś „To smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, a ludzie rozsądni tacy pełni wątpliwości.” To chyba całkiem na miejscu…

  11. Drogi Borsuku, byłam w tym trzecim plemieniu. Do wczoraj. Śmierć Adamowicza i to co nastąpiło dalej sprawiło, że straciłam kompletnie nadzieję, że Polskę da się uratować. To co od kilku lat obserwuję przypomina „gotowanie żaby”. I niestety, ale żaba się już prawie ugotowała. Z roku na rok poprzeczka przyzwolenia jest zaniżana. Księża w kościele, posłowie i posłanki w sejmie (po obu stronach barykady), media narodowe, media opozycyjne (możecie tu sobie wymieniać do woli) przyzwyczajają nas codziennie do tego, że metody wzięte ze Starego Testamentu, czy Kodeksu Hammurabiego mają rację bytu w demokratycznym społeczeństwie. Że można pluć jadem, nienawiścią kropka pe-el, życzyć śmierci drugiemu bliźniemu i nadal być z tego tytułu dumnym katolikiem. No ale skoro mający autorytety na to przyzwalają? Ba! nawet więcej niż przyzwalają. Po prawicy nawołują do „oczyszczania” jedynej prawdziwej katolickiej Polski z żydostwa, imigrantów, itp. Opozycja nagminnie manipuluje faktami i tylko może nieco bardziej finezyjnie obraża prawą stronę i połowę obywateli, aczkolwiek równie skutecznie jątrząc i podjudzając. I tak się dzieje, że na co dzień ktoś komuś życzy, żeby zdechł. Więc nie ma się tak naprawdę co dziwić, że z taką łatwością udało się recydywiście Stefanowi zadźgać człowieka na środku sceny na oczach kilkutysięcznego tłumu.
    Zgadzam się z Tobą, że nie wiemy, co Stefanem targnęło, ale Stefan sam upolitycznił swój akt, więc automatycznie dał stronom argumentację do wzajemnego obrzucania się winą.
    Narodowa TVP nazywając ten brutalny atak „nieszczęśliwym wypadkiem”, pokazuje jak moralnie zdeprawowani jesteśmy. Dlaczego nie nazywamy rzeczy po imieniu? Zamach. Brutalne morderstwo. Nie żaden „nieszczęśliwy wypadek”! Prezydent Adamowicz nie upadł przypadkiem trzy razy na nóż obywala Stefana!
    A co do Stefana… przeglądając wczoraj portale, z prędkością światła przeszliśmy od Stefana-rabusia-banków po odsiadce, przez Stefana z drobnymi zaburzeniami osobowości do Stefana, który ma zdiagnozowaną schizofrenię paranoidalną, był „leczony”, ale leki odstawił i dlatego postanowił zabić prezydenta Adamowicza podczas finału WOŚP. Formowana jest oficjalna linia obrony, żeby tylko nieupolityczniać tego morderstwa, ale jak już wyżej powiedziałam, sam Stefan upolitycznił swój akt. Temperatura emocji w Polsce jest za wysoka. Żaba już nie wyskoczy z garnka. Zamordyzm czeka na nas za zakrętem. Jesteśmy już tak odczuleni na to co się dzieje, że po kilku dniach może tygodniach żałoby po prezydencie Adamowiczu następne tak „spektakularne” morderstwo przyjmiemy jako chleb powszedni spokojnie pijąc poranną kawkę i zajadając kanapeczki i qrwiąc na myślących inaczej niż my. Skoro nic dobrego nie wyszło po śmierci JPII, katastrofie smoleńskiej, to wątpię, że „dorośmiemy” po śmierci Adamowicza. Nie potrafimy dostrzec, że od lat trwa wojna polsko-polska, a ofiar będzie tylko przybywać. Ja dostrzegłam i uciekłam. Może i jestem tchórzem, ale jestem też matką, która chroni swoje dzieci.

    1. @Wagnerska „Narodowa TVP nazywając ten brutalny atak „nieszczęśliwym wypadkiem”, pokazuje jak moralnie zdeprawowani jesteśmy. Dlaczego nie nazywamy rzeczy po imieniu? Zamach. ”

      Jak to „dlaczego”? Bo przecież zamach jest tylko jeden – w Smoleńsku.

  12. Bardzo kibicowałam czytanym słowom, tak, ja też tak myślę i czuję i dziękowałam w myślach za ten tekst :), także krytykujący media….ale szukałam krytyki Tvn, Polsatu, Wyborczej….nie ma. Jednak ten Pana obiektywizm jest wybiórczy :(…a taką miałam nadzieję….

  13. Tak nie wiemy co miało wpływ na działanie tego człowieka. Tak podsycanie nienawiści niczemu nie służy. Ale są sytuację w życiu, są sytuację w historii, w których trzeba zająć jakieś miejsce, stanąć po jednej ze stron. Trzeba też dostrzegać kto jest głównym sprawcą „skłócania” ludzi – relatywizowanie i moralne tchórzostwo w stawianiu ocen to też wspieranie zła. W latach 30 XX wieku z pewnością też wielu ludzi milczało bo „nie chciało zaogniać” konfliktu. Wszędzie czytam i widzę aby nie „nakręcać zła” – jednocześnie mam wrażenie, że to postawa służąca przede wszystkim zachowaniu indywidualnego bezpieczeństwa. W tym konkretnym przypadku nie wiemy jakie dokładnie czynniki zdecydowały. Wiemy jednak, że dzisiejszy rząd – nie zaś politycy opozycji niszczy wszystko co zbudowali ludzie wielcy tacy jak chociażby Jurek Owsiak, tacy jak nieżyjący już prezydent Adamowicz. Czy przyjmowanie biernej postawy bitego czemuś służy? Nie wiem.

    1. Biernej postawy? A kto mówi o bierności?Przeciwieństwem bierności nie jest „opowiadanie się po jednej ze stron” – przynajmniej nie jeśli chodzi o strony politycznego sporu. Może zastanówmy się np. co i jak zrobić by WOŚP mógł grać dalej? Nie co Jurek Owsiak może zrobić w tej sprawie („Jurku, wróć”) tylko co i jak MY wszyscy możemy zrobić? Także jeśli Owsiak wycofa się z pierwszego planu.

  14. Szanowny Borsuku,
    napisałeś: „… cierpimy w naszym kraju na groźną infekcję, że tą nienawiścią jesteśmy wszyscy zarażeni w mniejszym, lub większym stopniu.”.
    To nie jest infekcja. Infekcje dość łatwo się leczy w odróżnieniu od… uzależnień.
    Nienawiścioholizm.
    Proces nawrotu trwał już od dłuższego czasu. Niewielu próbowało nawrót powstrzymać, wielu udawało, że nic się nie dzieje, wielu podsycało go, niektórzy z rozmysłem.
    Zapicie było kwestią czasu, a w tym wypadku zabiciem.
    Nie ten kaliber, ale… takie „metoo” w sprawie nienawiści.
    Nocą z 27 na 28 IV 2018 r. pan Grzegorz M. (na fb „występujący” jako Roman Styczny) wraz z czterema kompanami przybył na cmentarz ukraiński w Starej Hucie (gm. Narol), aby – podczas trwających tam prac społecznych, które prowadziłem (prowadzę od 32 lat na wielu cmentarzach…) – wywrzeszczeć do mnie:
    „zajebię cię skurwysynu…
    zajebiemy cię skurwysynu…
    wypierdalaj na Ukrainę banderowcu jebany…
    zajebię cię…” – i tak przez kilka minut.
    Pani prokurator Szczerba z Przemyśla nie dopatrzyła się w tym wydarzeniu znamion przestępstwa… odmówiła wszczęcia postępowania…
    2019 serdeczności
    Szymon Modrzejewski

  15. Zganić wszystko na atmosferę nienawiści, którą wprowadziły rządu PISu rzeczywiście jest najłatwiej. Nie twierdzę, że to wiem na pewno, może to faktycznie tylko szaleniec z paranoją, który objawiłby się i w innych warunkach. Ale śmiem wątpić, że sprawa będzie rzetelnie wyjaśniona. Polecam bardzo wpis S.Karczmarewicza na blogu Polityki https://lekarski.blog.polityka.pl/2019/01/14/zamach-kilka-prostych-pytan-prostego-lekarza/?fbclid=IwAR1RhzndjZwEaDnaH3NoAFPiF0WRoC5tFWEC9TfxQdBkeDaUwu0gZDnmsI8
    W skrócie – autor zwraca uwagę na 3 rzeczy: perfekcyjnie wybrany moment zamachu, to co zabójca mówił ze sceny (siedział w więzieniu, ale nie obwiniał za to prokuratury, sądów czy policji tylko PO), i typowo kibolskie gesty na scenie. Karczmarewicz pisze dalej „Być może ktoś – jak mawia moja młoda znajoma – „wyprał mu beret”. Czyli zindoktrynował. Czasami w ten właśnie sposób przemawiają ludzie, których poddano „praniu mózgów”.(…) Może ktoś powiedział przedtem zwyrodnialcowi z nożem: „zrób to właśnie wtedy”? (…) wiele wskazuje na to, że nożownik z Gdańska mógł mieć jakieś wsparcie i że mógł zostać do swojej akcji przygotowany. Przez kogo? Nie mam pojęcia, oczywiście. Jednak zamach i wydarzenia wokół niego ułożyły się zbyt finezyjnie, żeby można było wszystko przypisać niezbyt wybujałemu mentalnie, wprawionemu w operowaniu nożem bandziorowi.”

    No i teraz wyobraźmy sobie, że jest to prawda, chory psychicznie Stefan S. był użytecznym narzędziem w rękach takiego ONRu lub kiboli. Wyobrażacie sobie, że prokuratura i policja pod rządami Ziobry i Brudzińskiego rzetelnie wszystko wyjaśnia? To byłoby polityczne samobójstwo PISu. Co prawda oficjalnie w przemówieniach w mediach odcinają się od tak obrzydliwych aktów przemocy i gadają, że nie może być dla nich tolerancji, ale rzeczywistość wygląda jak wygląda. Podczas gdy działacze KODu są z nadgorliwą surowością ścigani przez prokuraturę i policję, kibolskie i faszystowskie wybryki traktowane są z wyjątkową pobłażliwością. Prawda jest taka, że za PISu organizacje bandyckie takie jak ONR czy kibole mają się jak pączki w maśle, dzięki temu, ze opowiedzieli się po właściwej stronie sceny politycznej. I są postrzegani jako „młodzieżowe” zaplecze PISU. Czy teraz PIS się przyzna że to się im wymknęło spod kontroli? Wątpię.

    1. Nie bardzo mogę się zgodzić z tą argumentacją, że to celowy zamach, a już na pewno nie w wykonaniu PiSu. Dlaczego?

      Bo z politycznego punktu widzenia, ta śmierć uderza właśnie w PiS. Taka „nienawistna” gadka w mediach jest dobra, dopóki ktoś naprawdę nie straci życia. Wtedy to się odbija czkawką.

  16. A gdybym napisał, że na swój lokalny sposób Radio Gdańsk zszokowało mnie wczoraj bardziej niż Wiadomości w TVP. Może dlatego, że akurat radia posłuchałem wcześniej przez chwilę, tak żeby poszukać jakiejś odskoczni od innych doniesień i przez moment faktycznie było inaczej. Tylko przez moment.

    Dziwie się, że nikt nie zwrócił na to uwagi, może za wcześnie, na pewno za wcześnie, ale z drugiej strony jak śpiewał Kazik „niech się wstydzi ten robi, nie ten co widzi.”. Bo dlaczego ja mam się wstydzić za to, że w najbardziej gdańskim radiu (kiedyś takie było) zaznacza się w serwisie informacyjnym (np. wczoraj około 16.00), że w kościele był radny Kacper Płażyński. Sam tam był, że tak z nazwiska go wyróżniono? Czy już ktoś odpala wrotki w kampanii?

  17. Nie chcę pisać o tym co się wydarzyło, bo to wszyscy wiemy. Ale chcę Ci podziękować. Za to, że tworzysz miejsce w internecie w którym mogę się czuć dobrze.

    Chodzi o to, że kiedy wydarzyła się ta tragedia wiedziałem, że będzie obrzucanie PiSu gównem. Może i temu krajowi na dobre to wyjdzie, bo śmierć Adamowicza, chcemy tego czy nie, wpłynie bardzo poważnie na wyniki wyborów. Może i tak będzie. Ale przy tej okazji po prostu wybiło ludzkie szambo, rozlało się po ulicach i przede wszystkim dowiodło, że nawet jak PiS od tego przegra, to nikt lepszy od nich wcale nie wygra. Bo w czym są lepsi ci, którzy wykorzystują czyjąś śmierć do swoich celów politycznych?

    I wiedziałem, że to będzie niepopularna opinia. Bo bardzo krytyczna (w ogóle mam krytyczny stosunek do wszystkiego), bo na chłodno. I jak zobaczyłem, że napisałeś nowy post, szczególnie tak szybko, bałem się, że popłyniesz z tym prądem. Bo często, zupełnie słusznie, piszesz o tym jak PiS Polskę dzieli, ale nie lubię szybko wydanych osądów, chociaż wiem, jak czasem wszystkich kusi. I takie niepopularne opinie mam często. I utwierdzasz mnie w przekonaniu, że mam racje.

    Bo skoro zupełnie niezależnie, bez niczyjego wpływu, obaj dochodzimy do tych samych wniosków, po prostu musimy mieć racje. Na studiach weryfikowałem w ten wyniki. Jeśli dwie osoby mają to samo rozwiązanie, to jest ono słuszne. A jeśli wyniki dwóch osób które kombinują samodzielnie i, że tak powiem, nie ściągają od nikogo, się różnią, to znaczy, że temat wart jest ponownego przemyślenia.

    Dzięki i pozdrawiam.

  18. Dzięki za ten głos. To „nie wiem” jest ważne w tej dyskusji. Bardzo ważne. Szkoda, że większość nie chcę się przyznać, że nie wie, albo co gorsza wydaje im się, że wiedzą.

  19. Tak trochę, troszeczkę wierzę w szansę na poprawę zachowania polityków. Przy czym, to zmiana ta nie będzie wynikała z ich poprawy moralnej (o nie, nie, aż taka naiwna nie jestem), a raczej ze zwykłego strachu. Patrząc na ich twarze mam wrażenie, że oni po prostu uświadomili sobie, że mogli stworzyć więcej Stefanów i zaczęli się bać o siebie. Gdzieś tam może istnieć Stefan, który będzie czychał właśnie na nich.

  20. Gdy przeczytałem wczoraj komentarze patriotów na FB Marszu Niepodległości, pierwszą moją reakcją było oburzenie, potem przyszła wściekłość i błyskawicznie opadła, zastąpiona rezygnacją. A to dlatego, że zobaczyłem siebie w tych komentarzach. Siebie w lustrzanym odbiciu. Wystarczył szybki eksperyment myślowy – jaka byłaby moja reakcja na wieść o ciężkim urazie lub śmierci Antoniego, Krystyny, Jarosława.
    I wiem, że nie byłby to żal i smutek; nie byłoby refleksji i spokoju. Być może nie werbalizowałbym swojego zadowolenia, być może nie tańczyłbym nad grobem, ale to niczego nie zmienia – jestem członkiem plemienia, wyprałem się z ludzkich odruchów wobec „wrogów”. Czy mam prawo – i wszyscy, którzy są w stanie się przyznać do podobnych reakcji – czy mamy prawo potępiać tych, którym radość sprawiła śmierć „wroga”? Czuję, że minęliśmy punkt bez powrotu, nie mam nadziei na zmianę.

  21. Zastanawialam sie, czy napiszesz o tym, czy nie; odswiezajac sobie notke o Rwandzie mruknelam pod nosem: no i wykrakal. Balam sie tego, jak napiszesz, na szczescie nieslusznie.
    Obserwuje wydarzenia w Polsce z dystansu geograficznego i stad ciezko mi wnioskowac, czy do politykow cos dotrze. Oby. Rzygac mi sie chcialo, jak ci, ktorzy do niedawna twierdzili, ze „happening” z wieszaniem portretow na szubienicach to nic takiego, wczoraj robili marsowe miny i nawolywali do jednosci.
    Bedac pesymistka z natury zgadzam sie ze Stanleyem.

    „W moim kraju nienawisci, nienawidza wszyscy wszystkich”. Maria Peszek

  22. Tak. Trzecie plemię pozdrawia.

    „Ten z nami!
    Ten przeciw nam!
    Kto sam, ten nasz największy wróg!
    A Śpiewak także był sam…”
    J. Kaczmarski
    „Mury”

  23. Witaj Borsuku,
    Ja jestem z tego czwartego plemienia. Z tego plemienia, które nie ma już nawet nadziei.
    Ja po prostu nie wierzę, że śmierć Pawła Adamowicza zmieni w nas cokolwiek.
    Tak samo, jak niczego nie zmieniła śmierć Jana Pawła II. Jak niczego nie zmieniła katastrofa smoleńska. Czy też ściślej mówiąc nie zmienila niczego na lepsze.
    Nie wierzę w cudowną przemianę naszego społeczeństwa.
    Bo tego, co w tej sytuacji zrobią politycy jestem pewien w stu procentach. I nie trzeba być politologiem ani socjologiem, aby to przewidzieć.
    Teraz pozostaje mi tylko upewnić się czy mój przydział mobilizacyjny działa tak samo zarówno w przypadku zagrożenia zewnętrznego jak i wojny domowej. Ciekawe, kto wówczas będzie wydawał rozkazy.
    Ale żeby coś się zmieniło na lepsze – nie wierzę.
    Ja po prostu nie wierzę.
    Stanley

    1. Stanley, mam to samo. nie wierzę w nic i mam mdłości od hipokryzji, od wezwań o opamiętanie, od tych ich modlitw. czuję się totalnie bezradna. jak owca prowadzona na rzeź

        1. Jakże nudne „najpierw oni”. Oni mają coś zrobić a my się zastanowimy. Oczywiście będziemy napierdalać bez ustanku wcześniej i później, a ewentualne ustępstwo uznamy jako przyznanie się do ich wyłącznej winy, moralne poświadczenie że my nie mamy nic do zrobienia oraz zaproszenie do tym żywszego napierdalania.
          Takie tam chrzanienie tylko po to żeby sobie usprawiedliwić własne skurwysyństwo, żeby dać sobie mandat i carte blanche do robienia wszystkiego „bo oni zaczęli/oni są gorsi”. Nic więcej.

          1. A co – chciałbyś, żeby po takich scenach: https://wiadomosci.dziennik.pl/media/artykuly/589183,wiadomosci-tvp-ziemiec-adamowicz-wosp-tragedia-skandal.html
            wszyscy spoza PiSu wyszli z wyciągniętą ręką i powiedzieli: „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”?

            Widzisz – sęk w tym, że takie pokazowe akcje nie działają. Pamiętasz piękne pogodzenie się Wisły Kraków i Cracovii po śmierci papieża. Wiesz jak długo rozejm trwał? Dwa miesiące. A potem znowu wyskoczyli na siebie z maczetami.

            To ja chyba wolę jak wszyscy szczerze pokazują co o sobie myślą.

            1. Jasne. TVP winne i już ok można napierdalać. Nawet wcześniej można napierdalać licząc że się zdarzy coś czym będzie można usprawiedliwić napierdalanie. Zawsze się znajdzie. I luz, już wszystko w porządku.

              A najbardziej zabawne jest prześlizgnięcie się gładko nad tym że jeżeli Oni by zrobili jakiś istotny gest i zrobili krok do tyłu to byłoby pretekstem do jeszcze większego napierdzielania. Więc takie komentarze to sobie Major może wsadzić w dupę bo służą tylko usprawiedliwianiu dlaczego nienawiść jest ok. Bo Oni.

              1. Znikąd się temu świrowi nie wzięło przekonanie, że to PO go torturowało i zamknęło niewinnego. A nie policja, nie prokuratura, nie sędzia. Znikąd się nie wzięło równanie „skorumpowane sądy=PO”.

                Dla porównania: człowiek naprawdę zamknięty niewinnie, Tomasz Komenda jakoś nie twierdził, że to partia go zamknęła – choć miałby ku temu powody, bo politycy (w tym pewien prezydent Lech K.) mocno naciskali na prokuraturę by szybko dopasowała człowieka do zbrodni i go zamknęła.
                Więc tak – tu winne szczucia są upartyjnione media publiczne. Winni szczucia Polaków na Polaków są politycy. Ale nie tylko i wina nie rozkłada się symetrycznie.

                Więc zanim nastąpi jakiekolwiek pojednanie – ktoś powinien posypać głowę popiołem i ubrać włosienicę. I Ty też dobrze wiesz kto. Bez tego – jak każdy winny będzie udawał Piłata i mówił, że to nie on, to inni – nie da się doprowadzić do prawdziwego pojednania. Bo póki co, to do winy poczuwają się zupełnie nie ci, którzy powinni – poczuwa się Owsiak, poczuwa się facet, który Adamowicza namówił na ponowne kandydowanie…

                I znowu – polecam teksty G.M.:
                https://www.se.pl/wiadomosci/polityka/galopujacy-major-zamach-na-adamowicza-zweryfikowal-polske-aa-LuXz-e8XG-VZ2p.html

                Oraz skrótowe podsumowanie ostatniego tygodnia:
                https://galopujacymajor.wordpress.com/2019/01/21/podreczny-zestaw-pojednania-i-nie-nienawisci/

                I niestety nie wierzę, że prawdziwe pojednanie kiedykolwiek nastąpi. Może jedynie wtedy, gdy ktoś jawnie zaatakuje nasze granice.

Dodaj komentarz